I po co był ten cyrk? Kompromitacja polskiego związku. Zawodniczka dopięła swego
Co za cyrk! Weronika Zielińska-Stubińska została ostatecznie zgłoszona przez Polski Związek Podnoszenia Ciężarów do wrześniowych mistrzostw świata w Rijadzie (Arabia Saudyjska) Weronikę Zielińską-Stubińską. Najlepsza obecnie zawodniczka w kraju początkowo nie znalazła się na zamkniętej już liście zgłoszeń do tej imprezy. Otrzymała też pismo, że nie ma możliwości dokooptowania jej. Jak się jednak okazało, było to możliwe.

Weronika Zielińska-Stubińska zdobyła swój kolejny złoty medal mistrzostw Polski i została najlepszą zawodniczką imprezy według klasyfikacji Sinclaira. Służy ona do porównywania wyników w podnoszeniu ciężarów zawodników w różnych wagach. Dzięki temu wiadomo, kto uzyskał najbardziej wartościowe wyniki.
W czasie tych zawodów, w których biła rekordy kraju, dowiedziała się o tym, że nie została zgłoszona do wrześniowych mistrzostw świata, o czym pisała Interia Sport. To oznaczałoby, że mogłaby zapomnieć o walce o igrzyska olimpijskie w Paryżu. Wprawdzie szans na uzyskiwanie wyników do rankingu będzie jeszcze kilka, ale za to występ w MŚ był jednym z obowiązkowych. To był cios dla zawodniczki, która robi ciągłe postępy i to mimo tego, że walczy z depresją.
Szukanie pretekstu. Weronika Zielińska-Stubińska nie została powołana na MŚ
Pod koniec kwietnia Zielińska-Stubińska, zawodniczka AZS AWF Biała Podlaska, wystąpiła w mistrzostwach Europy w Armenii, w których zajęła siódme miejsce. Niby nic wielkiego, ale w jej przypadku to było jak wygrana. Pod koniec grudnia sztangistka przeszła bowiem operację stawu skokowego, a na nieco ponad miesiąc przed ME miała wyjmowane śruby z niego. Zacisnęła jednak zęby i walczyła o jak najlepszy wynik. To wszystko, jak podkreślała, była zasługą doskonałego planu trenerki Pauliny Szyszki, z którą Zielińska-Stubińska trenuje.
I właśnie ta trenerka okazała się kością niezgody. Antoniemu Czerniakowi, trenerowi kadry kobiet w podnoszeniu ciężarów, nie spodobało się to, że Zielińska-Stubińska nie z nim, a z kim innym notuje postęp. Szukano zatem pretekstu do tego, jak pozbyć się 26-latki. I znaleziono.
Zaraz po ME zawodniczka otrzymała, bez wcześniejszej konsultacji, pismo z PZPC z założeniami startowymi i szkoleniowymi. Widnieje na nim kilka startów, ale też kilka zgrupowań. W większości z adnotacją "obowiązkowe". Tyle że ta wysłała odpowiedź z usprawiedliwieniem swojej nieobecności na zgrupowaniu w Giżycku (18 czerwca - 1 lipca). Wiązało się to z obowiązkami na uczelni, bo nasza sztangistka robi doktorat, ale też ze startem w barwach klubu w akademickich mistrzostwach Polski. Na wspomniane pismo odpowiedzi już nie otrzymała. W zamian za to dowiedziała się i to w kuluarach, że nie pojedzie na MŚ.
I wtedy rozpętała się medialna awantura. Zaczęło się przerzucanie oświadczeniami. W jednym z nich PZPC napisał: "Wyżej wymieniona zawodniczka w trakcie wiosennych przygotowań poinformowała PZPC o swoich koncepcjach przygotowań do sezonu i udziału w szkoleniu centralnym. Były one rozbieżne z opracowanymi, a następnie zatwierdzonymi przez Zarząd PZPC, planami szkolenia i przygotowań trenera Kadry Narodowej Kobiet (...) Decyzja o braku w/w zawodniczki w szerokim składzie na MŚ Seniorek i Seniorów w Rijadzie nie jest wynikiem animozji. To konsekwencja własnych koncepcji zawodniczki przygotowań do sezonu" - czytamy w oświadczeniu, w którym na początku widnieje takie dwa zdania: "Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów (IWF) przyjmowała zgłoszenia krajowych federacji tzw. szerokich składów do 4 czerwca 2023. Po tym terminie zgłoszenia do MŚ w Rijadzie są zamknięte!"

Szum medialny podziałał. Polka pojedzie na MŚ i wciąż ma szansę na igrzyska
Najwyraźniej szum medialny, jaki zrobił się wokół sprawy, zdziałał cuda. Okazało się, że wszystko jest możliwe. Zielińska-Stubińska została zaproszona wraz ze swoją trenerką Pauliną Szyszką i trenerem klubowym Jarosławem Sacharukiem na spotkanie w PZPC. Na nim dowiedziała się, że jednak wystąpi w MŚ w Rijadzie.
- Dobrze, że tak się stało. Szkoda tylko, że takim kosztem, bo przecież bez tych wszystkich przepychanek mogłam być w składzie na MŚ od razu. Nie musiałabym walczyć - powiedziała Zielińska-Stubińska w rozmowie z Interia Sport.
Trzeba przyznać, że PZPC zrobił cyrk i to na własne życzenie. To z pewnością nie sprawi, że związek ten będzie postrzegany jako wiarygodny. Wręcz przeciwnie. Szefowie PZPC najpierw sami nawarzyli piwa, a potem musieli je wypić.
Jakby tego było mało, to jeszcze w ubiegłym tygodniu wysłali do AZS AWF Biała Podlaska, a zatem klubu Zielińskiej-Stubińskiej, pismo, że nie ma możliwości dołączenia jej do kadry na MŚ ze względów proceduralnych.
Moja trenerka kontaktowała się jednak ze znajomymi z IWF i dowiedziała się, że jest taka możliwość. Napisała wtedy prywatną wiadomość do Waldemara Gospodarka, prezesa PZPC, z zapytaniem, czy związek zamierza coś z tym zrobić. I jak widać, udało się mnie dopisać
Dla niej najważniejsze jest to, że nie będzie musiała w kadrze trenować z Antonim Czerniakiem. To człowiek, który skompromitował się, twierdząc że zawodniczka uwstecznia się, podczas gdy ta regularnie bije rekordy kraju. Zielińska-Stubińska będzie zatem mogła korzystać z pomocy szkoleniowej Pauliny Szyszki.
Teraz przed 26-latką walka o igrzyska. W MŚ będzie starała się o pobicie kolejnych rekordów Polski. Te jednak wciąż mogą nie wystarczyć do olimpijskiej kwalifikacji. Ta odbywa się na podstawie rankingu. Pojedzie 12 najlepszych zawodniczek w wadze sklasyfikowanych na podstawie dźwigniętych ciężarów. By wystąpić w Paryżu, trzeba rekordy Polski poprawić naprawdę o wiele kilogramów. Na to jednak nasza sztangistka będzie miała czas do przyszłego roku, ale musi to zrobić w wyznaczonych zawodach.
- Te igrzyska to jest mój cel i moje marzenie - zakończyła Zielińska-Stubińska, która wcześniej zajmowała się wielobojem lekkoatletycznym. W 2018 roku zdecydowała się jednak zmienić dyscyplinę i zajęła się podnoszeniem ciężarów. Już dwa lata później została mistrzynią Polski, a w 2022 roku otarła się o medal mistrzostw Europy.
Tak szybki rozwój pokazuje, jak fantastyczna jest to zawodniczka, ale ktoś chciał jej zrobić na złość.














