Reklama

Reklama

Gruchała: Lekarze odradzają, ale chcę podjąć ryzyko

Tuż przed startem okaże się, czy kontuzjowana Sylwia Gruchała weźmie udział w turnieju drużynowym florecistek mistrzostw Europy w Sheffield. "Lekarze odradzają mi, ale jestem wojownikiem i chcę podjąć ryzyko" - zapowiedziała gdańszczanka.

Wiadomo już, że zawodniczka Sietom AZS AWFiS Gdańsk nie wystąpi indywidualnie w piątek.

"Drużynowe pojedynki są w poniedziałek. Do Sheffield przylecę w sobotę i dzień przed zawodami podejmiemy decyzję, czy pojawię się na planszy. Lekarze sugerują, żebym nie walczyła, ale jest to dla nas bardzo ważny turniej, będący jedną z eliminacji olimpijskich. W dodatku na drodze do półfinału stanęła silna ekipa Węgier" - wyjaśniła liderka ekipy.

W trakcie zgrupowania we Władysławowie najlepsza polska florecistka doznała nietypowej, ale bolesnej kontuzji.

Reklama

"Uprawiam floret od 20 lat, jednak z takim urazem jeszcze się nie spotkałam. Podczas treningowej walki jedna z koleżanek tak niefortunnie ugodziła floretem, że zraniła mi prawą rękę. Nie pomógł kosz osłaniający, ani rękawica, która notabene nie została uszkodzona. Tymczasem pomiędzy palcem wskazującym i środkowym powstała dziura" - powiedziała Gruchała.

Zawodniczka natychmiast wsiadła do swojego samochodu i pojechała do szpitala w Pucku. "Mogłam prowadzić jedną ręką, bo mam automatyczną skrzynię biegów. Założono mi co prawda tylko jeden szew, ale ta kłuta rana była bardzo głęboka. Zresztą od razu cała rękawiczka zapełniła się krwią" - dodała trzykrotna indywidualna mistrzyni Europy.

W poniedziałek rozpoczęła już rehabilitację manualną. "Czuję widoczny postęp. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Co prawda lekarze zaznaczyli, że takie urazy powinno się leczyć przez sześć tygodni, ale chciałabym im udowodnić, że się mylą. Na szczęście ścięgna i nerwy nie zostały uszkodzone. Nie wiadomo tylko, czy nie dojdzie do zakażenia. Dłoń jest bowiem opuchnięta i sinieje" - wspomniała Gruchała.

Florecistka Sietom AZS AWFiS Gdańsk podkreśliła, że nie będzie dążyć do tego startu za wszelką cenę.

"Poza dyspozycją fizyczną istotna jest również psychika. Pracuję mentalnie, ale jeśli będę odczuwała jakąś blokadę i obawę, na pewno na siłę nie zajmę miejsca w drużynie rezerwowej Gosi Wojtkowiak. Muszę mieć świadomość, że jestem do tego startu przygotowana na 100 procent. Nie chcę, żeby obchodzona się ze mną jak z jajkiem" - zaznaczyła zawodniczka.

Do występu w Sheffield namawia Gruchałę także szkoleniowiec kadry Longin Szmit. "Rozumiem trenera, który jest jednak niekonsekwentny w swoich działaniach. Kiedy z powodu choroby opuściłam cztery zajęcia, podjął irracjonalną decyzję i wycofał mnie z turnieju Pucharu Świata w Petersburgu, przez co obsunęłam się w światowym rankingu z piątej na ósmą pozycję. Teraz, kiedy mam niewładną rękę i przerwa w treningach wyniesie trzy tygodnie, nie widzi już przeszkód, abym wystartowała" - powiedziała niespełna 30-letnia florecistka.

Po odniesieniu kontuzji Gruchała nie zaprzestała całkowicie ćwiczeń. "O treningach typowo szermierczych nie było mowy, ale mogłam zająć się kondycją i pracą nóg. Jeśli wystartuję w Sheffield, to na świeżości i ogromnej fantazji" - dodała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy