Reklama

Reklama

Chińczyk najlepszy w Warszawie

Ding Junhui wygrał turniej z cyklu World Series of Snooker, który w weekend odbył się w warszawskiej Hali Expo XXI. W finale, rozgrywanym w systemie "best of 11", Chińczyk pokonał Irlandczyka Kena Doherty'ego 6:4.

Finał był najbardziej wyrównanym pojedynkiem dwudniowej imprezy, a żadnemu z zawodników nie udało się zyskać większej przewagi niż jeden frame.

Cały czas w lepszej sytuacji był Doherty, który ciągle obejmował prowadzenie, ale w dziewiątej partii, przy stanie 4:4, nie trafił w końcówce niebieskiej bili. Gdyby to zrobił, a następnie wbił różową i czarną, wygrałby frame'a jednym punktem 67:66.

Tak się jednak nie stało i to Junhui znalazł się o krok od zwycięstwa, wychodząc na 5:4. Kolejny frame toczył się po myśli Irlandczyka, który po dwóch podejściach do stołu prowadził już 63:0, ale popełniając prosty błąd na niskim kolorze dał szansę rywalowi na kontynuowanie gry.

Reklama

Chińczyk się nie pomylił i rozstrzygnął tę partię w stosunku 64:63, a finał 6:4. Za zwycięstwo zainkasował czek na 70 tysięcy euro, a jego rywal wygrał 30 tys.

Snooker jest raczej elitarną dyscypliną, która cieszy się największą popularnością w krajach anglosaskich, skąd się wywodzi, a w ostatnich latach podbija serca publiczności w Azji, szczególnie w Chinach, gdzie masowo powstają kluby ze stołami do tej odmiany bilarda.

Mimo to jest sportem bardzo telewizyjnym, a transmisje na żywo mają dużą oglądalność. To, że właśnie telewizja dyktuje rytm turniejów widać było w hali Expo XXI, gdy zawodnicy z niecierpliwością czekali na rozpoczęcie gier, ale następowało to dopiero po sygnale operatorów kamer, że rozpoczyna się "wejście na żywo".

Na przykład Steve Davis, który odpadł w półfinale, potrafił jednak poradzić sobie z nieuchronnymi regułami transmisji. Czekał z kijem przygotowanym do rozbicia czerwonych bil, a gdy operatorzy kamer dali znak, że może to uczynić, ten niespiesznym krokiem udał się do stolika, by ze stoickim spokojem napić się wody, co wzbudziło śmiech i aplauz publiczności.

Snooker to także swoista etykieta, bowiem zawodnicy występują w koszulach obowiązkowo wsuniętych do spodni oraz kamizelkach, na których często widać brandy sponsorów indywidualnych, bądź też finansujących imprezę.

Dość rygorystyczne zasady obowiązują również publiczność, która powinna jak najmniej przeszkadzać zawodnikom podczas gry, a oklaskuje się praktycznie tylko trudniejsze zagrania.

Przed warszawską imprezą rywalizacja w ramach World Series of Snooker toczyła się na wyspie Jersey i w Berlinie, a za miesiąc w Moskwie (22-23 listopada) zostanie rozegrany finałowy turniej z udziałem najlepszych zawodników cyklu

.

Wynik finału:

Ding Junhui - Ken Doherty 6:4

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy