Reklama

Reklama

Catch and release czyli o co chodzi z zasadą „złów i wypuść"

Łowienie ryb było kiedyś jednym ze sposobów na zdobycie pokarmu. Kilkaset lat temu nikt nie postrzegał wędkarstwa jako hobby. Priorytetem było zapełnienie żołądka. Człowiek jednak ewoluował; razem z nim zmieniały się metody i źródła zdobywania pożywienia. Tym samym wędkarstwo stało się nie koniecznością, a przyjemnością. Liczy się satysfakcja ze złowionej ryby bez konieczności jej zabijania i zjedzenia. Coraz liczniejsza staje się też grupa zwolenników zasady „C&R”.

- Łowienie ryb było kiedyś jednym ze sposobów na zdobycie pokarmu. Kilkaset lat temu nikt nie postrzegał wędkarstwa jako hobby. Priorytetem było zapełnienie żołądka. Człowiek jednak ewoluował; razem z nim zmieniały się metody i źródła zdobywania pożywienia. Tym samym wędkarstwo stało się nie koniecznością, a przyjemnością. Liczy się satysfakcja ze złowionej ryby bez konieczności jej zabijania i zjedzenia. Coraz liczniejsza staje się też grupa zwolenników zasady "C&R" - wyjaśnia Pan Piotr Bednarek ze sklepu wędkarskiego Wedkarz.Pro.

Reklama

Skąd taki pomysł?

Zasada C&R czyli złów i wypuść jest stosunkowo młoda. Pierwsze wzmianki na ten temat pochodzą sprzed wieku. Złowione ryby wypuszczali brytyjscy wędkarze, by w ten sposób chronić zagrożone gatunki. Od drugiej połowy XX wieku rzeki trociowe i łososiowe w Wielkiej Brytanii były całkowicie lub częściowo objęte tą ochronną regułą. Niewiele później, bo w 1952 roku, na podobny pomysł wpadli Amerykanie z Michigan, wprowadzając zasadę C&R jako metodę zarządzania w rybołówstwie komercyjnym. Jeszcze dalej niż Brytyjczycy poszli mieszkańcy Kanady, w którym to państwie jest ona obowiązkowa dla wybranych gatunków podobnie jak haki bezzadziorowe. Bo chodzi nie tylko o wypuszczenie ryby ale też odpowiednie jej złowienie.

Jak łowić, by dobrze wypuścić?

Zwrócenie wolności złowionemu pstrągowi czy karpiowi to jedno. To, czy ryba szybko wróci do "normalnego" życia, po zdjęciu z haczyka, to drugie. Jeśli hak z zadziorami zostanie połknięty i trafi głęboko, w okolice skrzeli, szanse na szczęśliwe zakończenie maleją. Dlatego jeśli ktoś rozważa stosowanie zasady C&R, powinien od razu nastawić się na haki bezzadziorowe, które nie kaleczą mocno zwierzęcia, a ich wyjęcie jest prostsze. Zanim jednak dojdzie do wyciągnięcia haka, ryba musi na ten haczyk trafić. A to wiąże się najpierw z holowaniem, a później z podbieraniem. Podczas holowania ryby męczy się nie tylko wędkarz, ale i samo zwierzę. I o ile pierwszy, w najgorszym wypadku, będzie miał dwudniowe zakwasy, o tyle rybę, zbyt długi, nieumiejętny hol na źle dobranym sprzęcie może kosztować życie. Jakby to nie zabrzmiało - ryba padnie z zamęczenia, nawet jeśli po zdjęciu z haczyka trafi ponownie do wody.

Zagrożeniem może być też źle dobrany podbierak - zwłaszcza te węzełkowe potrafią nieźle pokiereszować rybę. Nie wspominając już o nieprawidłowym trzymaniu ryby. Pakowanie jej palców w skrzela czy uciskanie na wysokości płetwy piersiowej, gdzie znajduje się serce, to mało szczęśliwy układ. Tak trzymana ryba ma marne szanse na przeżycie. Szczególnie jeśli znajduje się poza swoim środowiskiem dłużej niż dwie-trzy minuty.

To po co łowić?

Pytanie, które często pada ze strony "prawdziwych wędkarzy" (żeby nie użyć określenia "mięsiarzy"). No bo jak już łapać, to przecież po to, żeby zjeść. Usmażyć filety czy dzwonki, ugotować zupę z tych większych. Drobnicę, którą ciężko się czyści, to w ocet i słoiki. Nie ważne, że tych słoików jest już ponad pięćdziesiąt. Wędkarz złapał, wędkarz zabiera i zje. Bo jakoś musi sobie odbić cenę karty wędkarskiej, pozwolenia itp. A przecież można tego dziesięciokilogramowego karpia złapać, sfotografować i wypuścić. I pokazywać to zdjęcie przy każdej okazji. Można też wrócić w tę samą okolicę za rok i przy odrobinie szczęścia wyciągnąć ten sam egzemplarz, a nawet i jeszcze większy i cięższy. Rozsądny wędkarz stwierdzi też, że stosując i rozpowszechniając zasadę C&R może mieć nadzieję, że za kilka lat rzeki i jeziora rzeczywiście będą pełne ryb.

A co na to regulamin?

Jak w każdej dziedzinie życia, tak i w wędkarstwie obowiązują pewne reguły. W regulaminie stworzonym przez Polski Związek Wędkarstwa znajdują się jasno określone zasady dla połowów poszczególnych gatunków: wymiary, okresy ochronne, a przede wszystkim limity, których przekroczenie jest równoznaczne z łamaniem prawa. Teoretycznie nie ma wzmianki o konieczności (czy nawet potrzebie) stosowania zasady C&R. Niemniej wszystkie pozostałe ograniczenia, takie jak wymienione okresy ochronne czy limity, mają na celu ochronę wielkości i różnorodności rybostanu. Analogiczne działa wyznaczanie odcinków "No kill" na rzekach czy tworzenie rezerwatów i parków obejmujących rzeki i zbiorniki wodne, na których rybołówstwo komercyjne jest zakazane. Mając więc na uwadze te zasady, głos własnego sumienia i marzenia o rzekach pełnych ryb, warto wziąć sobie do serca zasadę C&R i nie trzymać się ściśle limitów ale wypuścić wszystko, co na hak (bezzadziorowy) trafi. Po wcześniejszym sfotografowaniu oczywiście.

Dowiedz się więcej na temat: łowienie ryb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje