Reklama

Reklama

Były dżokej polskiego pochodzenia pozwał rywala. Po wyścigu sparaliżowało go od pasa w dół

Freddy Tylicki, ścigający się niegdyś w Wielkiej Brytanii dżokej polskiego pochodzenia, wystąpił na drogę sądową przeciwko jednemu ze swoich dawnych rywali. Zdaniem Tylickiego to właśnie jego nieodpowiedzialna jazda doprowadziła do wypadku z powodu którego został on sparaliżowany od pasa w dół. Proces w tej sprawie właśnie się rozpoczął - donosi BBC Sport.

Freddy Tylicki urodził się w Niemczech w rodzinie, w której silne są tradycje jeździeckie - jego ojciec, Polak Andrzej Tylicki również parał się tym sportem, a w jego ślady - oprócz Freddy'ego - poszła także siostra 35-latka, Madeleine.

Niestety jego kariera została brutalnie przerwana 31 października 2016 roku. To właśnie tego dnia odbywały się wyścigi konne na torze w Kempton - jak się okazało, ostatnie w karierze Tylickiego.

Freddy Tylicki jeździ na wózku od czasu wypadku na torze

W trakcie rywalizacji doszło do wypadku, podczas którego wraz z końmi przewróciła się czwórka dżokejów - w tym Freddy, który wyszedł jednak z incydentu z najpoważniejszymi obrażeniami. Kilka dni później brytyjskie media obwieściły, że jest sparaliżowany od pasa w dół.

Ta tragedia sprawiła, że Tylicki postanowił pozwać jednego z zawodników biorących udział w wyścigu - Grahama Gibbonsa. Oficjalne pismo w tej sprawie zostało złożone na początku kwietnia bieżącego roku, a teraz rozpoczął się właściwy proces, zaplanowany wstępnie na pięć dni. Jak informuje BBC Sport, zeznawać będą m.in. Ryan Moore i Jim Crowley, jeźdźcy z absolutnego topu.

Reklama

Freddy Tylicki kontra Graham Gibbons. Sprawa trafiła do sądu

Freddy Tylicki zarzuca swojemu dawnemu oponentowi z toru, że ten wykazał się zbyt brawurową i nieodpowiedzialną jazdą, która doprowadziła do całego nieszczęścia. Na moment przed wypadkiem Gibbons miał nagle "ściąć" tor galopu własnego wierzchowca i znaleźć się bezpośrednio m.in. przed Tylickim. Sekundy później kilka koni upadło, pociągając za sobą w oczywisty sposób dosiadających ich mężczyzn.

Co więcej Tylicki oskarża Gibbonsa o to, że ten w szczególny sposób nie dopełnił zasady dbania o innych jeźdźców znajdujących się na torze. Dżokej polskiego pochodzenia miał krzyczeć do swojego rywala, by ten usunął się z drogi, ale "Gibbo" miał nie zareagować, lub zareagował na to zbyt późno.

Graham Gibbons zaprzecza. W tle wielkie odszkodowanie

Graham Gibbons zdecydowanie odrzuca te oskarżenia. Jego obrona podkreśla, że w Kempton doszło po prostu do nieszczęśliwego wypadku wyścigowego, gdy konie zbiegały się na łuku toru. Jak podkreślono, ujeżdżający konie zawodnicy mają często ułamki sekund na zareagowanie na sytuację na torze, a sam Gibbons nie jest nawet winny "pomyłki wynikającej z nieuwagi".

O tym, czy oskarżenia Tylickiego są zasadne, sąd będzie decydował już w najbliższym czasie. W grę wchodzi gigantyczne odszkodowanie wynoszące sześć milionów funtów.

PaCze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy