Reklama

Reklama

Bartłomiej Bonk: Na treningu daję z siebie wszystko

Brązowy medalista olimpijski z Londynu w kategorii 105 kg Bartłomiej Bonk zapewnia, że choć na każdym treningu daje z siebie wszystko, to jednak czuje, że optymalnej formy na mistrzostwa świata we Wrocławiu przygotować nie zdoła.

Bonk miał kilka miesięcy przerwy w treningach z powodu tragedii w rodzinie i teraz - jak sam przewiduje - zabraknie mu czasu na bardzo dobre przygotowanie do mistrzostw.

- Dla mnie sukcesem jest fakt, że w ogóle wróciłem do sportu, że udało mi się wyjść z dołka psychicznego, że ponownie trenuję. W tej sytuacji realne marzenia o medalu we Wrocławiu trzeba odłożyć. Ale ...w sporcie wszystko się może zdarzyć, faworyci mają gorszy dzień i przegrywają, a ci, którym nikt nie dawał większych szans niespodziewanie stają na podium. Trzeba sobie powiedzieć jasno - w Londynie nie byłem przecież kandydatem do medalu, a jednak go zdobyłem. Teraz rywale będą bardzo mocni, mogę tylko obiecać, że będę dźwigał najlepiej jak potrafię - powiedział Bonk.

Podnoszenie ciężarów to sport dla twardych ludzi - uważa zawodnik. Na zgrupowaniu w ośrodku COS-u w Spale, gdzie kadra przygotowuje się do mistrzostw świata, brązowy medalista olimpijski przeszedł kompleksowe badania lekarskie.

- Ze zdrowiem jest OK, na razie nie mam żadnych poważnych dolegliwości, oby tak było do wejścia na pomost we Wrocławiu. Drobne urazy są, ale to normalne. Gdyby mnie nic nie bolało, to bym się rano zastanawiał, czy jeszcze żyję. Po szesnastu latach spędzonych na pomoście już się do bólu przyzwyczaiłem, on jest wpisany w tę dyscyplinę - dodał.

Dwa lata temu na mistrzostwach świata w Paryżu Bonk wywalczył w kategorii 105 kg piąte miejsce. Uzyskał w dwuboju 406 kg, w rwaniu 185, w podrzucie 221. Do zdobycia brązowego medalu olimpijskiego w Londynie w tej samej wadze zawodnik Budowlanych Opole potrzebował 410 kg (190+220).

W listopadzie 2012 roku przeżył tragedię. Jedna z jego córek-bliźniaczek, Julia, urodziła się z niedotlenieniem. Poród odbył się w listopadzie 2012 roku. Pierwsza z dziewczynek przyszła na świat w dobrym stanie, druga - po 45 minutach - w złym. Powołana przez szpital wewnętrzna komisja uznała, że prowadzący poród lekarze popełnili błędy polegające m.in. na niepodjęciu decyzji o cesarskim cięciu.

Aby pomóc rodzinie w leczeniu dziecka zarząd Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów zdecydował, że cały dochód ze sprzedaży biletów na mistrzostwa świata będzie przekazany na rehabilitację Julii Bonk.

Dowiedz się więcej na temat: Bartłomiej Bonk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama