Reklama

Reklama

Arsen Kasabijew: W Polsce czuję się znakomicie

Szymon Kołecki nie tylko zdobył dwa medale olimpijskie w podnoszeniu ciężarów, ale dzięki wysiłkom jego i Zygmunta Smalcerza w biało-czerwonych barwach startuje Arsen Kasabijew. "Im zawdzięczam głównie polskie obywatelstwo" - przyznał sztangista z Osetii.

"Gdyby nie oni, nie byłoby mnie w Polsce. Siedziałem już na walizkach i szykowałem się do wyjazdu. Teraz zapewne reprezentowałbym Białoruś albo Słowację, bo z tych krajów miałem propozycje. To dzięki ich staraniom prezydent Lech Kaczyński nadał mi obywatelstwo. A w barwach Osetii startować nie mogłem, bo mój kraj uznawany jest zaledwie przez kilka państw. Z kolei z oczywistych względów nie wypadało mi już reprezentować Gruzji" - powiedział Kasabijew.

W barwach Gruzji wystąpił na igrzyskach w Atenach i Pekinie, ale... "W sierpniu 2008 roku gruzińskie wojska zaatakowały moją ojczyznę - Osetię Południową. W Cchinwali mieszka moja mama z braćmi. Sport nie ma nic wspólnego z polityką i wojną, ale nie mogłem już walczyć dla tego kraju. Oględnie mówiąc, byłoby to niemile widziane. Zresztą już wcześniej mama słyszała niepochlebne komentarze na mój temat" - wyjaśnił niespełna 24-letni sztangista.

Reklama

W czasie konfliktu zbrojnego Kasabijew przebywał w Polsce, ale drżał o los swojej rodziny. "Przez trzy dni nie mogłem się dodzwonić do mamy, która siedziała schowana w piwnicy. W przeciwieństwie do Gruzinów nie mamy armii. W Osetii Południowej stacjonowały tylko rosyjskie wojska stabilizacyjne i dlatego moi dwaj bracia, podobnie jak wielu mężczyzn, z bronią walczyli o kraj. Niemniej, gdyby nie Rosja, Osetia zrównana zostałaby z ziemią, jak to miało miejsce z połową stolicy. Na szczęście nasz dom położony jest w wyższej części miasta i ucierpiał tylko trochę" - dodał.

Kasabijew uważa, że Kaukaz jeszcze przez wiele lat będzie wstrząsany przez różnego rodzaju konflikty narodowościowe i wojny. "Obawiam się, że tam długo nie zagości pokój. To strategiczny region, gdzie Europa łączy się z Azją i występuje wiele bogactw naturalnych. Toczy się tam wielka gra geopolityczna, w której karty rozdają mocarstwa, a nasze małe kraje są marionetkami w ich rękach" - ocenił.

Pomimo licznych wojen, sportowcy z Kaukazu nie pałają do siebie nienawiścią. "Między nami nie ma konfliktów. Dogadujemy się bez problemu. Zresztą w mojej rodzinie nie brakuje Gruzinów, mam ich też wśród przyjaciół" - poinformował.

Na Kaukazie wiodącym sportem są zapasy. "Można powiedzieć, że to sport narodowy wszystkich państw tego regionu. Zresztą na Kaukazie kochamy sport, rywalizację. Bardzo popularne są boks, judo i ciężary. W moim przypadku wybór był oczywisty. Moim wujkiem jest dwukrotny mistrz byłego ZSRR Georgi Kocijew, a ojcem chrzestnym dwukrotny medalista olimpijski, słynny Georgi Asanidze. Na siłownię po raz pierwszy zaprowadził mnie starszy brat Inal, który też dźwigał" - wyjaśnił.

Choć polski paszport Kasabijew posiada niespełna dwa lata, to kraj znał wcześniej. "10 lat temu przywiózł mnie tu Iwan Grikurow. Temu szkoleniowcowi bardzo wiele zawdzięczam, podobnie jak dwóm klubom: Mazovii Ciechanów i Górnikowi Polkowice. W Osetii nie ma takich perspektyw i możliwości rozwoju jak w Polsce. Nie tylko w sporcie. Czuję się tu znakomicie. Co prawda, nieraz brakuje mi Osetii, ale kiedy jestem w ojczyźnie, to tęsknię za Polską" - podkreślił.

W listopadzie 2009 roku Kasabijew otrzymał polskie obywatelstwo, a już pięć miesięcy później - dokładnie w dniu katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku - został w Mińsku mistrzem Europy. Później w mistrzostwach świata w Antalyi zajął piąte miejsce.

"Ten start specjalnie mi nie wyszedł, ale wiem, jaki popełniłem błąd. Tuż przed występem wziąłem tabletki przeciwbólowe, dlatego byłem ospały i brakowało mi wigoru" - przyznał podczas zgrupowania w Cetniewie, gdzie pod okiem trenera kadry Mirosława Chorosia przygotowuje się do jesiennych mistrzostw świata w Paryżu i przyszłorocznej olimpiady.

Jeśli pojedzie do Londynu, będą to jego trzecie igrzyska. "Ciężary są moją pasją, a zdobycie medalu na tej imprezie wielkim marzeniem. Dlatego do Londynu nie pojadę na wycieczkę, lecz walczyć o podium. Żeby zmieścić się w trójce, powinienem zaliczyć 400 kg w dwuboju, czyli poprawić się o pięć zarówno w rwaniu, jak i podrzucie. Niby niewiele, ale to trudne zadanie. Pracy się nie boję, jednak poza dyspozycją sportową ważne są także zdrowie i szczęście" - podkreślił Kasabijew.

Ma nadzieję, że razem z nim na olimpijskim pomoście pojawi się Kołecki. "Nie patrzę na to przez pryzmat kolejnego konkurenta. Wierzę, że Szymek wróci do zdrowia. To mój przyjaciel i życzę mu wszystkiego najlepszego. Właśnie z nim oraz z braćmi Zielińskimi trzymam się najbliżej" - podsumował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama