Reklama

Reklama

Alkohol, żeby ręce nie drżały

Snooker, odmiana bilarda pochodząca z Wysp Brytyjskich, cieszy się coraz większą popularnością w innych krajach, podczas gdy zainteresowanie nią w krajach anglosaskich spada. Największy rozwój tej dyscypliny można obecnie zaobserwować w Azji, szczególnie w Chinach.

Turnieje z udziałem zawodników z czołówki rankingu snookerowego są organizowane w coraz to nowych krajach. Przykładem tego może być cykl World Series of Snooker, którego trzeci etap - po imprezach na wyspie Jersey i Berlinie - miał miejsce w ostatni weekend w Warszawie.

Finałowy turniej cyklu zaplanowano w dniach 21-23 listopada w Moskwie, a zagrają w nim czterej najlepsi zawodnicy cyklu, którego pomysłodawcą jest John Higgins, dwukrotny mistrz świata.

- Wciąż najbardziej prestiżowe turnieje rozgrywane są w Wielkiej Brytanii i tam jest najwięcej dobrych graczy, ale w ostatnich latach widać, że co chwila znikają stare kluby bilardowe. Co ciekawe za sprawą transmisji telewizyjnych snooker coraz bardziej popularny staje się w innych krajach Europy, jak choćby Czechy, Polska, a nawet w Rosji - powiedział Higgins, który w Warszawie wystąpił tylko w roli organizatora.

Reklama

- To dobrze, bo gdyby nie to, to już niedługo musielibyśmy się na dobre przenieść do Azji w poszukiwaniu pracy. Tam niemal z dnia na dzień powstają nowe kluby i turnieje, które nie mają problemów z pozyskiwaniem sponsorów. To na pewno bardzo dobry rynek ze względów marketingowych, ale chyba jednak wolałbym, żeby mapa snookera się aż tak bardzo nie zmieniła - dodał.

World Series of Snooker, czyli cykl turniejów, których uczestnicy nie zdobywają punktów do rankingu ma właśnie za zadanie promować tę dyscyplinę w Europie. Oprócz Ronniego O'Sullivana i Stephena Hendry'ego udział w tych imprezach wzięła ścisła światowa czołówka: Higgins, Steve Davis, Ken Doherty, Mark Selby, Graeme Dott, Stephen Maguire, Shaun Murphy oraz Ding Jinhui, jeden z bohaterów sportowych w Chinach.

Snooker należy do dosyć elitarnych sportów, ma swoją etykietę i klimat. Wiadomo, że czołowi gracze nie stronią też od mocnych trunków, a niejeden z byłych mistrzów świata otwarcie przyznaje się, że w pewnym momencie miał problemy alkoholowe. Niektórym zdarzało się nawet sączyć drinki przy stole podczas turniejów.

- To tylko po to, żeby ręce nie drżały w najważniejszych frame'ach. Ale poważnie. Nie da się ukryć, że ten problem przydarza się w naszym środowisku. Ale to w pewnym stopniu jedna z części składowych snookera, który przez długie lata istniał przede wszystkim zadymionych klubach, w których barki oferowały szklaneczkę szkockiej, guinessa z beczki i inne markowe trunki - powiedział Higgins.

- Niechętnie do tego wracam, ale w sumie ja też mam za sobą niechlubny epizod w samolocie, po nadmiernym spożyciu alkoholu. Po nim nawet zadeklarowałem, że nie będę pił i przez rok tak właśnie było, ale trudno było mi nie uczcić narodzin córki. Teraz zdarza mi się wypić whisky czy jakiś inny dobry alkohol, ale tylko okazjonalnie czy przy większych okazjach - dodał Szkot, który wygrywał mistrzostwa świata w 1998 i 2007 roku.

Higgins gra zawodowo od 1992 roku, odkąd skończył 17 lat, a w karierze ma również 18 zwycięstw w turniejach rankingowych oraz ponad 4,7 miliona funtów zarobionych przy stole.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama