Reklama

Reklama

Adrian Zieliński: To był wypadek przy pracy

Mistrz olimpijski w Londynu w podnoszeniu ciężarów w kategorii 85 kg Adrian Zieliński po krótkiej przerwie noworocznej wznowił treningi. Zawodnik klubu Tarpan Mrocza aktualnie szlifuje formę na zgrupowaniu w Grudziądzu.

Obaj bracia Zielińscy, mistrz i wicemistrz Europy w 2014 roku w kategorii 94 kg - Adrian i Tomasz, w tegorocznym sezonie nie będą trenowali z kadrą Polski prowadzoną przez nowego szkoleniowca Ryszarda Soćkę, obaj mają indywidualną ścieżkę przygotowań. Za ich przygotowanie do najważniejszej imprezy sezonu - listopadowych mistrzostw świata w Columbus w USA odpowiada trener klubowy Jerzy Śliwiński.

"Takie rozwiązanie jest dla mnie optymalne. Ja po tylu latach treningów najlepiej znam swój organizm i wiem, co jest mi potrzebne, a co nie. Chodzenie w wyznaczonym czasie podczas zgrupowania na posiłki, czy wspólna rozgrzewka, to nie jest to, o czym marzę. Mam indywidualny cykl przygotowań, mam zaufanie do swojego trenera klubowego, wszystko się toczy swoim trybem, nie ma powodu nic zmieniać" - powiedział Adrian Zieliński.

Reklama

Pierwsza połowa ubiegłego roku była dla Zielińskiego udana. W pierwszym starcie po zmianie kategorii wagowej z 85 na 94 kg zdobył w Tel Awiwie tytuł mistrza Europy w 94 kg, brat Tomasz zajął drugie miejsce. Jednak start w listopadzie w mistrzostwach świata w Ałmatach nie udał się.

Zieliński spalił trzy podejścia w rwaniu w kategorii 94 kg i nie był klasyfikowany w dwuboju. Mistrz Europy z Tel Awiwu w kat. 94 kg na pomoście w Kazachstanie nie zaliczył dwóch pierwszych podejść do 175 kg. Nie udała się także trzecia próba do 176 kg.

"To, co wydarzyło się na mistrzostwach świata w Ałmatach, to był wypadek przy pracy. Sport jest nieprzewidywalny, nikt nie może zagwarantować, że stanie na podium" - uważa medalista olimpijski. "Stało się i już do tego nie chcę wracać. Byłem na siebie bardzo zły, ale co innego mogłem zrobić. Płakać... Najgorsze jest to, że nadal nie wiem, co rzeczywiście było powodem tak złych trzech podejść. Czułem się dobrze, nie miałem żadnych większych problemów zdrowotnych, byłem wyspany, zrelaksowany. Dwa tygodnie wcześniej na mistrzostwach Polski zaliczyłem 177 kg, a na treningach rwałem jeszcze więcej. Spaliłem i to wszystko, choć żal pozostał" - dodał.

Teraz celem numer jeden są dla niego mistrzostwa świata.

"W tegorocznych, kwietniowych mistrzostwach Europy w Gruzji nie startuję. To było ustalone jeszcze w ubiegłym roku. Chcę się maksymalnie skoncentrować na czempionacie świata, ale oczywiście nie zapomnę o pomoście. Będę walczyć w zawodach ligowych, oczywiście wystąpię także w mistrzostwach Polski. Na zgrupowania kadry będę przyjeżdżał na obowiązkowe sprawdziany formy, które będą decydowały o składzie na MŚ" - wyjaśnia.

W programie tegorocznych przygotowań złotego medalisty ME są zgrupowania w Zakopanem, Spale i Cetniewie, tam, gdzie ciężarowcy trenują od lat.

"Nic się zasadniczo nie zmieni, trenuję tak jak inni zawodnicy, tylko będę pod opieką trenera Śliwińskiego, a nie Soćki. Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie bojkotuję szkoleniowca kadry, tylko uważam, że indywidualne przygotowania będą dla mnie bardziej efektywne" - przyznał Zieliński dodając, że marzy o starcie w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku.

"Jestem w dobrej dyspozycji, poważnych problemów zdrowotnych nie mam, coś mnie lekko boli, ale to przecież normalne. Gorzej jest, gdy nic nie boli... Wierzę, że uda się nam wywalczyć awans olimpijski" - dodał.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje