Reklama

Reklama

Adrian Zieliński: Najważniejszy jest medal olimpijski

Ma już w dorobku tytuł mistrza świata; jak stanie ponownie na podium, będzie zadowolony. Gdyby tak się nie stało, tragedii nie będzie. "Najważniejszy jest dla mnie medal olimpijski w Londynie" - uważa Adrian Zieliński, ciężarowiec klubu Tarpan Mrocza.

Mistrz świata 2010 w kategorii 85 kg, rok wcześniej miał poważne problemy zdrowotne, doznał kilku kontuzji. Na szczęście leczenie, w którym zastosowano najnowsze technologie medyczne (komórki macierzyste) okazało się skuteczne. Dzisiaj Zieliński nie narzeka na żadne, poważne dolegliwości.

"Nigdy nie ma tak, że nic cię nie boli. Ale ból można pokonać... W ciężarach zdarzają się bardzo groźne urazy, które sprawiają, że zawodnik musi nawet zakończyć karierę. Jestem cały czas pod kontrolą, medycy zapewniają, że do igrzysk w Londynie wytrzymam" - przyznaje zawodnik, dla którego tytuł mistrza świata był także sporym zaskoczeniem.

Reklama

"Przed wyjazdem do Turcji marzyłem po cichu o podium, ale o najwyższym jego stopniu - nie. Dzisiaj już jednak wiem, że prognozowanie wyników mija się z celem. Dla takiego młodego zawodnika jak ja, start w mistrzostwach świata to wielkie przeżycie. Wyzwala się wtedy morze adrenaliny, dostajesz kopa, który cię niesie. I wtedy można wygrać, pokonać teoretycznie groźniejszych rywali" - podkreślił Zieliński, który jest starszym przedstawicielem rodzinnego klanu.

Młodszy z braci Tomasz w sobotę 9 kwietnia leci do Kazania, gdzie będzie reprezentował w mistrzostwach Europy Polskę w kategorii 94 kg.

"Brat - zdaniem fachowców - ma lepsze niż ja predyspozycje anatomiczne do podnoszenia ciężarów, proste plecy, a ja jest lekko garbaty i zbyt okrągły. Tomek bardzo ciężko trenuje i sądzę, że już niedługo, może nawet za rok w Londynie, będzie walczył o medal. Jest silniejszy niż ja, już trzy razy zmieniał kategorie wagowe. Teraz musi się tylko ostatecznie ułożyć ze sztangą" - ocenił brata mistrz świata.

Od początku kariery Zieliński jest zawodnikiem klubu Tarpan Mrocza i na razie nie planuje zmiany barw. Mieszka także w Mroczy wraz z rodzicami, studiuje w Bydgoszczy, jednak kilka miesięcy w roku spędza na obozach i zgrupowaniach. Jak udaje mu się wszystko pogodzić?

"Dla kogoś, kto poważnie stawia sobie cele w życiu i chce w nim coś osiągnąć, nie ma rzeczy niemożliwych. Jestem przekonany, że wszystko można pogodzić, tylko trzeba chcieć. Wychodzę z założenia, że jestem kowalem własnego losu i w życiu lepiej liczyć tylko na siebie, niż na pomoc innych ludzi" - wykłada swoje życiowe credo 22-letni sztangista, który pomimo wywalczenia tytułu mistrza świata, nadal nie ma indywidualnego sponsora.

PZPC od dawna szuka strategicznego sponsora dla związku, ale na razie starania nie przyniosły efektu. Prawdopodobnie głównym problemem jest zbyt mała częstotliwość startów - tylko kilka razy w roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama