Zdumiewające zachowanie Piesiewicza. "Mamy upadek wizerunkowy"
- Tak naprawdę buksujemy w miejscu i nie idziemy do przodu. Cały czas stoimy w tym samym punkcie. I chyba też to walne dało wszystkim nadzieję, że być może ruszymy do przodu i zaczniemy myśleć o tym, co możemy stworzyć lepszego i nowego. Trzeba zacząć wszystko od początku, a nie tkwić ciągle w klinczu, w którym teraz jesteśmy - mówił w rozmowie z Interia Sport Leszek Blanik, prezes Polskiego Związku Gimnastycznego, ale też mistrz olimpijski, były mistrz świata i mistrz Europy w gimnastyce sportowej, odnosząc się do wydarzeń wokół Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Podczas Walnego Zgromadzenia Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyły się dwa głosowania dotyczące sprawozdania finansowego, a także sprawozdania z działalności PKOl za 2025 rok. I oba nie zostały przyjęte, bo opozycja na to się nie zgodziła, mając wyraźną przewagę głosów.
Wisienką na torcie było podjęcie uchwały, wzywającej Radosława Piesiewicza, do natychmiastowego ustąpienia z fotela prezesa PKOl. Wcześniej przegłosowany został wniosek o zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Wyborczego. I teraz Piesiewicz ma na to 30 dni.
Przegłosowali uchwałę. Żądają dymisji Piesiewicza. Jest reakcja prezesa PKOl
Leszek Blanik: głosowania pokazują, że zmiana powinna przyjść jak najszybciej
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Dużo braw było na Walnym Zgromadzeniu Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Przede wszystkim ręce do oklasków składali ludzie stojący w kontrze do prezesa Radosława Piesiewicza. Opozycja jest już tak silna?
Leszek Blanik: - Te brawa były chyba efektem tego, że jesteśmy wszyscy bardzo zmęczeni sytuacją, w której tkwimy. Tak naprawdę buksujemy w miejscu i nie idziemy do przodu. Cały czas stoimy w tym samym punkcie. I chyba też to walne dało wszystkim nadzieję, że być może ruszymy do przodu i zaczniemy myśleć o tym, co możemy stworzyć lepszego i nowego. Trzeba zacząć wszystko od początku, a nie tkwić ciągle w klinczu, w którym teraz jesteśmy.
Można zacząć wszystko od początku? Odnoszę wrażenie, że odkąd polityka mocno weszła w sport w Polsce, to te podziały są widoczne. Uwypukliło się to szczególnie w ostatnich latach.
- Ciągle powtarzam i to jest moje zdanie oczywiście, że polityka zawsze była w sporcie. Tylko nie była tak bardzo widoczna, jak w tej chwili.
Wydawało mi się, że chociaż prezes na sam koniec powie coś od siebie. Coś, co by złagodziło atmosferę i dało nadzieję na to, że jest w stanie stanąć ponad wszystko. Myślałem, że da do zrozumienia, że jeżeli ta przytłaczająca na ten moment większość chce zmian, to od odnajdzie się w tej sytuacji. Brak jednak jakiejkolwiek reakcji ze strony prezesa wprowadził mnie jednak w zdumienie
Samo to, że wygrywacie głosowania, że jednak macie teraz przewagę teraz, świadczy o tym, że środowisko sportowe trochę wyciągnęło wniosków i już teraz bardziej się zjednoczyło?
- Tak, to jest absolutnie widoczne. Wszystkie głosowania były wygrywane dużą przewagą obecnej opozycji. I to świadczy też o zmęczeniu również tych osób, które do tej pory wahały się i nie chciały się opowiadać po żadnej ze stron. To jest bardzo, bardzo istotne. Te głosowania pokazują, że zmiana powinna przyjść jak najszybciej i powinniśmy po prostu odcinać się już od tych złych rzeczy, które były, by pójść w nowym kierunku.
Jedno jest pewne. Prace nad odbudową wizerunku PKOl powinny ruszyć już teraz. Szczególnie ostatnie miesiące sprawiły, że dobre imię tej organizacji zostało zniszczone.
- Wszystkie badania wskazują na to, jak fatalnie wizerunkowo wygląda w tej chwili Polski Komitet Olimpijski. Podzielam tę opinię, że pod względem wizerunkowym jesteśmy zdegradowani i z całą pewnością to nie jest ani przyjemne dla nas po stronie opozycyjnej, ani dla osób, które są stronnikami pana prezesa. Myślę, że jest już bardzo późno na to, żeby to odbudowywać, ale zawsze jest na to szansa i zawsze warto próbować. Na pewno te zmiany, jeżeli zajdą, będą mocno spóźnione, bo w tej chwili mamy taką sytuację, że tak naprawdę nic konstruktywnego nie robimy, a tylko i wyłącznie skupiamy się na prezesie, który stara się jak najdłużej utrzymać władzę. To jest przykre. Jest coś takiego jak odpowiedzialność i pewne zdarzenia, fakty powinny nieść za sobą pewne konsekwencje personalne. One powinny zapaść już dużo wcześniej.
Takiego kryzysu, jaki mamy teraz w PKOl, nie było chyba nigdy w historii?
- Nie kojarzę takiej sytuacji, w której PKOl by tak wyglądał, tak byłby wewnętrznie skłócony i miał taki zły wizerunek na zewnątrz. Oczywiście wszystkim nam się marzył PKOl, który nie mówiłby tylko o ideach, ale również działał na rzecz związków sportowych. Zamysł był dobry, ale niestety nie wyszło. Najgorsze w tych ostatnich kilkunastu miesiącach jest to, że część osób, które kiedyś w sceptyczny sposób podchodziła do działań PKOl, kiedy tego spokoju dużo więcej, to teraz za tym tęskni. To jest coś, co powoduje duży dyskomfort, bo chcieliśmy dynamicznego PKOl, a mamy upadek wizerunkowy. I teraz niektórzy z nas tęsknią za tym, co było. Jeśli jednak uda się to wszystko uregulować - a wierzę, że jesteśmy bliżej niż dalej - to przyjdzie osoba i będzie nowy zarząd, który będzie w stanie odbudować ten wizerunek. I znowu nas zjednoczy.
Dla mnie najlepszym dowodem na to, jak upadł PKOl, był sondaż przeprowadzony na zlecenie RMF, w którym właśnie w pewnym procencie PKOl został obarczony winą za aferę Zondacrypto.
- Artykułowaliśmy bezpośrednio po tym, jak wyszło w mediach, że taka umowa z Zondacrypto została podpisana, że ludzie z zarządu PKOl nie mieli takiej wiedzy i świadomości. Część z członków prezydium po tej informacji zadawała pytania i była zdegustowana tą informacją. Podkreślaliśmy wówczas bardzo mocno jedną rzecz: jesteśmy Polskim Komitetem Olimpijskim, który powinien w sposób bardzo racjonalny i bardzo ostrożny podchodzić do tego typu umów z takimi sponsorami, ponieważ jest to zawsze zagrożenie. Ta firma już wtedy budziła kontrowersje, więc nie mogliśmy się jako Polski Komitet Olimpijski - z taką historią, z takim bagażem medali olimpijskich, historią polskiego sportu, gdzie sport i kultura to są dwie dziedziny życia, które bardzo mocno oddziałują na emocje, na dumę narodową - zdecydować na to. Poszliśmy w kierunku bardzo niebezpiecznym i my to cały czas podkreślaliśmy. To był bardzo duży błąd i nie dziwię się, że ludzie podpinają w jakimś procencie aferę Zondakrypto pod PKOl, bo myśmy dali do tego twarz. To w ogóle nie powinno mieć miejsca.
"Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony prezesa wprowadził mnie w zdumienie"
Jest pan wybitnym sportowcem, bo zdobył potrójną koronę. Jest pan mistrzem olimpijskim, mistrzem świata i mistrzem Europy w gimnastyce sportowej. Poczuł się pan urażony zachowaniem prezesa Piesiewicza, który kompletnie zignorował delegatów i nie zdecydował się zabrać głosu w ważnych sprawach?
- Mimo że czasami nie stronię od mocnych słów, to nie szedłbym w kierunku podgrzewania dalej atmosfery. Natomiast na pewno byłem bardzo mocno zdziwiony i zaskoczony negatywnie takim zachowaniem, bo sam nie dałbym rady usiedzieć z boku i nie reagować, nie odpowiadać, nie odnosić się do pewnych zarzutów, pewnych faktów i też nie ukrywam przegranych głosowań. Wydawało mi się, że chociaż prezes na sam koniec powie coś od siebie. Coś, co by złagodziło atmosferę i dało nadzieję na to, że jest w stanie stanąć ponad wszystko. Myślałem, że da do zrozumienia, że jeżeli ta przytłaczająca na ten moment większość chce zmian, to od odnajdzie się w tej sytuacji. Brak jednak jakiejkolwiek reakcji ze strony prezesa wprowadził mnie jednak w zdumienie.
Macie już listę kandydatów w wyborach na prezesa PKOl?
- Nie ukrywam, że nie jestem w głównym nurcie tych działań. Stoję wprawdzie blisko, ale nieco z boku. Różne nazwiska, które padają w przestrzeni medialnej, dają do myślenia. Nic nie wiem jednak na temat konkretnego kandydata. Natomiast, jak przyjdzie czas, z całą pewnością się do tego ustosunkuję.
Pan wolałby, żeby to był ktoś ze środowiska sportowego? Czy raczej ktoś, kto byłby świetnym zarządzającym i tu pojawia się nazwisko Rafała Brzoski?
- Niekoniecznie musi to być medalista olimpijski, były olimpijczyk, czy były sportowiec, ale na pewno osoba, która jest blisko środowiska sportowego i która na pewno będzie w stanie pomóc nam w odbudowaniu wizerunku oraz zjednoczeniu środowiska. Natomiast myślę, że za wcześnie tutaj na kreowanie kogokolwiek. Najpierw trzeba uporządkować sprawy, które są, a następnie postaramy się jak najbardziej rozsądnie wybrać osobę, która powinna być na tym stanowisku. Pana Rafała Brzoskę znam tylko z doniesień medialnych. Myślę, że niekoniecznie zna tematykę olimpijską. Sportową być może, bo udziela się bardzo, pomagając, za co na pewno trzeba pochwalić.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:









![Tak Noskova przypieczętowała triumf. Czeski finał Wimbledonu [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1CJPNKTI2STR-C401.webp)

![Serbki w końcu zwycięskie. Niemki zatrzymane w trzech setach [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N1CQ313DN4KMC-C401.webp)

