Snookerowy sezon 2025/26 to już przeszłość, ale występ Antoniego Kowalskiego w Sheffield będzie pamiętany jeszcze bardzo długo. Jako pierwszy z Polaków w historii zawodnik z Zielonej Góry zdołał przejść etap kwalifikacji, ogrywając po drodze Joego O'Connora i Jamiego Jonesa. Zapewnił sobie tym samym to, o co walczył przez dwa lata - utrzymał się w gronie zawodowców. Choć kolejny sezon musiał już zaczynać z zerowym dorobkiem, od najniższych rund.
Kowalski jest jednym z trzech Polaków w Main Tourze, obok 15-letniego Michała Szubarczyka i aktualnego mistrza kraju Mateusza Baranowskiego. Nastolatek z Lublina błysnął w kilku spotkaniach, niemniej teraz przekonuje się, że wśród zawodowców trzeba grać bardzo równo. Dla niego i Baranowskiego to sezon prawdy - broniąc się w nim przed utratą Statusu profesjonalistów w World Snooker Tour.
Shenzhen Open. Dwa zwycięstwa i jedna porażka Polaków w Leicester
Dla fanów snookera sezon 2026/27 na dobre zacznie się na przełomie sierpnia i wrześnie, gdy odbędą się finały pierwszych "poważnych" zawodów w sezonie, bo za takowe nie jest uważana zakończona już Championship League.
Nawet jednak i w niej nasi zawodnicy nie odegrali poważniejszej roli, choć Baranowski i Kowalski zaliczyli w swoich grupach niezłe spotkania. Wszyscy zaś przepadli wcześniej w eliminacjach China Open i Wuhan Open.

Teraz zaś rozpoczął się kolejny tryptyk - w Leicester odbywają się początkowe fazy Shenzhen Open (do środy), British Open (23-24 lipca) oraz English Open (25-26 lipca).
I tu wreszcie są niezłe informacje, choć zaczęło się źle - w niedzielę swój mecz znów przegrał Michał Szubarczyk. 15-latek wpadł na bardziej obytego w zawodowym snookerze Chińczyka Gonga Chenzhi - Chińczyk mógł wypaść z elity, ale zdołał wygrać ratunkowy dla niego turniej Q School. W Leicester wykorzystywał też wszystkie pomyłki Michała, sam świetnie wbijał. Prowadził już 4:0 i 50:0, zapowiadało się na pogrom Szubarczyka. Ten odwrócił jednak losy frejma, wygrał go na kolorowych bilach, później dorzucił drugiego. Cały mecz padł jednak łupem Chenzhi - 5:2.
Dziś do gry przystąpili dwaj pozostali Biało-Czerwoni. Najpierw Kowalski - z Anglikiem Fergalem Quinnem. 22-letni Polak zaczął imponująco, od 121-punktowego brejka. A mogło być nawet 128. Później wygrywał kolejne frejmy, kluczowy był trzeci, którego zdołał "ukraść" rywalowi. Quinn, przy stanie 53:31, miał proste wbicie na ostatniej czerwonej - i się pomylił. A Kowalski za moment trafił w tak trudnej sytuacji - wykorzystując rotację i odbicie białej od bandy.

Anglik nie wygrał już żadnego frejma - skończyło się na 5:0 dla Polaka. We wtorek po godz. 17 Zielonogórzanin zmierzy się z Walijczykiem Danielem Wellsem. A jeśli go pokona, w walce o wyjazd do Chin rywalizować będzie z innym uczestnikiem z Crucible - Hosseinem Vafaeim.
Awans do trzeciej rundy wywalczył także Mateusz Baranowski - i to spory sukces starszego z zawodników z Zielonej Góry, który już trzy tygodnie temu w Championship League pokazał się z bardzo dobrej strony (zwycięstwo i dwa remisy, w tym z byłym mistrzem świata).
Swój mecz ze Stuartem Carringtonem zaczął może bez fajerwerków i okazałych brejków, za to ważnego przejęcia drugiego frejma (58:57), a później bezpiecznej przewagi (3:0, 4:1). Anglik wygrał co prawda dwie kolejne rozgrywki, miał też szansę na wyrównanie na 4:4, większym opanowaniem wykazał się Polak. Baranowski wygrał 5:3.
W trzeciej rundzie zmierzy się we wtorek z wysoko notowanym Chińczykiem Xu Si, a lepszy z tej pary zagra o wyjazd do Shenzhen z O'Connorem.












