Tomasz Kalemba, Interia Sport: Od momentu kiedy wygrałaś "Plebiscyt Przeglądu Sportowego" już nic nie będzie takie samo w polskim sporcie. Wiele zmieniłaś.
Klaudia Zwolińska: - O jej, aż tak?
A wygrał kiedyś ten plebiscyt przedstawiciel slalomu kajakowego?
- Nie. Najwyższa pora była. Ile można czekać?
Burza po ogłoszeniu wyników na Sportowca Roku. Nawet Zwolińska była w szoku
Klaudia Zwolińska: są niezadowoleni, więc szukają się rysy na moim sukcesie
Za tobą takie sławy polskiego sportu jak Iga Świątek, Wilfredo Leon, Bartosz Zmarzlik, czy Robert Lewandowski. Twoja wygrana jest szeroko komentowana. Mało kto w tym wszystkim dostrzega, że zapisałaś się w historii światowego sportu, bo przecież zdobyłaś na jednych mistrzostwach świata trzy medale w trzech jakże różnych od siebie konkurencjach.
- Zawsze są dyskusje przy okazji takich plebiscytów. Bez względu na to, czy wygrałaby Iga Świątek, czy Robert Lewandowski, to i tak byłyby pozytywne albo negatywne komentarze. Kibiców tych kultowych sportów jest w Polsce bardzo dużo. Teraz są niezadowoleni, więc starają się poszukać rysy na moim sukcesie. Jeżeli w dyscyplinie niszowej, bo tak nazywane jest kajakarstwo slalomowe, zdobyłam trzy medale mistrzostw świata i nie zasłużyłam na wygraną w plebiscycie, to co mogę zrobić więcej, by na nią zasłużyć. Nie wiem zatem, po co byłyby nominacje dla przedstawicieli takich dyscyplin, skoro i tak nie powinnam była wygrać plebiscytu.
Oczywiście, by wygrać "Plebiscyt Przeglądu Sportowego", trzeba było się naprawdę napracować. Takie globalne gwiazdy, jak Iga, czy Robert mają niesamowite zasięgi i są postaciami bardzo medialnymi. Oni nawet nie muszą się starać o głosy, a zawsze mają dobry wynik w plebiscycie. W mojej dyscyplinie musiałam wykonać ogromną pracę, by Polacy w ogóle dowiedzieli się o tym, że zdobyłam trzy medale mistrzostw świata, napisałam historię tego sportu, bo ten wynik będzie bardzo trudno powtórzyć. Jeszcze nie było ogłoszenia nominacji do plebiscytu, a ja już pracowałam nad tym, by walczyć o głosy. To była mrówcza praca na wielu płaszczyznach przez ostatnie trzy miesiące. Do tego łączyłam to wszystko z treningami, ale też projektem dla dzieciaków, jaki prowadziłam. To było dla mnie wielkie wyzwanie. Jestem tym wszystkim zmęczona i cieszę się, że w końcu mogłam wyjechać na obóz przygotowawczy do sezonu.
Zakładałaś, że ta praca da aż tak piorunujący efekt, czy raczej nastawiałaś się na miejsce w piątce?
- Szczerze, to bardzo mocno celowałam w trójkę. Uznałam, że to byłby już sukces dla mojej dyscypliny. Udało nam się w końcu zaangażować całe środowisko kajakowe. Aktywnie działał też cały mój region. Nie wszystko wychodziło też ode mnie. Niektóre działania w regionie były oddolne. Mam znajomego w Nowym Sączu, który drukował plakaty, z których ludzie mogli się dowiedzieć, jak mają głosować. To były grube działania. Miałam wokół siebie tyle życzliwych osób. Najbardziej dumna jestem z tego zjednoczenia środowiska kajakowego, które jest w Polsce ogromne. Złączyć je i zmotywować w jednym celu. Zresztą dla dobra kajaków działaliśmy razem z naszymi sprinterkami - Anną Puławską i Martyną Klatt, bo przecież Ania też zapisała się w historii polskiego sportu. Byłam aktywna medialnie, ale też w każdym wywiadzie wplatałam informację o plebiscycie. Starałam się walczyć o głosy, wiedząc, że moja dyscyplina nie jest medialna. Wiem, jak działa plebiscyt. Czasami wyniki sportowe to nie wszystko.
Miałaś blisko 100 tysięcy punktów przewagi w plebiscycie nad Igą Świątek. Zaskoczona byłaś tak wyraźną wygraną nad pierwszą polską triumfatorką Wimbledonu?
- Zaskoczona i to bardzo byłam już wygraną w plebiscycie, a potem zobaczyłam wyniki i przewagę, z jaką wygrałam. To tylko pokazuje, jak duże znaczenie miały nasze działania. Do tego wszystkiego włączyli się też moi partnerzy, którzy dawali mi przestrzeń, jakiej wcześniej nie miałam. Co drugi dzień w mediach społecznościowych pojawiały się rolki, które nagrywałam. Nawet takie cringowe. Byleby tylko ludzie wiedzieli, że coś się dzieje. Moja społeczność w porównaniu do tych najbardziej rozpoznawalnych sportów w Polsce, była przy nich taką małą mróweczką. Tyle że przez trzy miesiące bardzo mocno angażowaliśmy też społeczność. To była taka minikampania, ale co innego mogliśmy zrobić, będąc tak niszową dyscypliną.
Dla nas ta wygrana jest takim game changerem dla całej dyscypliny, jeśli chodzi o zaufanie kibiców i mediów. Było warto, choć kosztowało nas to wszystkich bardzo wiele pracy. Nie wiem, czy byłoby możliwe wbicie się do pierwszej trójki, gdyby nie pomoc ludzi naokoło, którzy stanęli na wysokości zadania i zachęcali do głosowania, promując też dyscyplinę. Dotarliśmy do takich grup ludzi, którzy nie byli fanami kajaków, ale z czasem to się zaczęło zmieniać, co widziałam na własne oczy. Przed zdobyciem medalu olimpijskiego musiałam tłumaczyć, co to w ogóle jest za dyscyplina, jaką uprawiam, a teraz w Warszawie spotykałam ludzi na ulicy, którzy mnie zatrzymywali i mówili, że głosują na mnie, bo widzieli rolkę w social mediach. To było niesamowite. Sama droga do wygrania tego plebiscytu bardzo mocno przysłużyła się kajakarstwu.
Skoro wygrałaś z przedstawicielami tak potężnych dyscyplin, to slalom kajakowy nadal jest sportem niszowym?
- W ogóle nie lubię tego słowa "niszowe". Myślę, że tak się określa sporty, które są mniej medialne i rozpoznawalne. Teraz wygrałam "Plebiscyt Przeglądu Sportowego", więc nie wiem, czy dalej mogę nazywać moją dyscyplinę niszową.
Chce wykorzystać dla dyscypliny sukces w Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski. Jest lista zadań
Trzeba zatem wykorzystać ten moment.
- I to chcemy robić. Przede wszystkim zależy nam na tym, by były regularne transmisje z naszych zawodów. Chcemy, by Polska zorganizowała dużą imprezę. Bierzemy przykład od najlepszych. Idealnym przykładem sportu niszowego są skoki narciarskie. One wybiły się tak, że stały się zimowym sportem narodowym w Polsce. Jestem i byłam wielką fanką skoków i one były idealnym przykładem do naśladowania dla małych dyscyplin. Jesteśmy w stanie zrobić dużo, bo mamy wielki potencjał. Społeczność kajakowa w Polsce jest bowiem ogromna. Trzeba ją tylko rozruszać i połączyć.
Kiedy w taki sposób wywróciłaś stoli w polskim sporcie, to nabrałaś pewności? Czujesz, że teraz możesz jeszcze więcej i to nie tylko sportowo?
- Wszystko naprawdę super się poukładało. Mam dużo szczęścia w tym wszystkim. Ludzie pytają się, jak to się stało, że zostałam najlepszym sportowcem Polski? Odpowiadam, że to zasługa tych wszystkich ludzi, których mam dookoła siebie. Wywodzę się ze sportu, w którym wszystko trzeba było sobie wywalczyć. Jeśli chodzi o medialność naszego sportu, to zaczynaliśmy od zera, a może nawet z niższego poziomu. Trzeba było zatem wykonać pracę u podstaw. Mamy jednak w sobie pokorę, jakiej nauczyła nas nasza dyscyplina. Zazwyczaj umniejszaliśmy sobie, stawialiśmy siebie na dalszym planie, bo od wielu lat nie mieliśmy medalu olimpijskiego. I właśnie on - zdobyty w Paryżu - zaczął wielką przemianę w naszym sporcie. Dlatego działania medialne naokoło są dla mnie bardzo istotne, a nawet kluczowe.
Nie było łatwo, ale jest sukces.
- Po zdobyciu trzech medali mistrzostw świata byłam straszliwie zmęczona. Starty w mistrzostwach w Australii uważam za najtrudniejsze w całej mojej dotychczasowej karierze. Przez kilka dni z rzędu musiałam być maksymalnie skoncentrowana, a każdy z przejazdów był bardzo istotny. Na koniec start w crossie, w którym zdobyłam brązowy medal. Byłam wycieńczona. Marzyłam o wakacjach. Moje rywalki pojechały na takie na miesiąc, a ja od powrotu do Polski pracowałam cały czas na sukces całej dyscypliny. Skoki narciarskie swego czasu pociągnął Adam Małysz, biegi narciarskie - Justyna Kowalczyk, dlatego w naszym sporcie też była potrzebna taka osoba, która będzie osiągała sukcesy, a do tego wybije medialnie slalom kajakowy. Ja w porównaniu do Małysza, czy Kowalczyk, mam o tyle łatwiej, że nie jestem sama w tym dźwiganiu naszego sportu na szczyt. W sprincie mamy bowiem medalistki olimpijskie i mistrzostw świata. Teraz łączymy nasze działania, licząc na to, że coś z tego wyjdzie. Poświęcam się i przepracowuje się trochę, ale myślę, że ten czas jest warty tego. Czuję z tego satysfakcję. Gdybym miała zdobywać medale tylko dla siebie, to byłoby dla mnie trochę przykre, że nie dzielę się tym z nikim. Widzę, że te działania mają sens. Także moje zajęcia z dzieciakami. To wszystko rozwija się bardzo dynamicznie. Gdyby nie było efektów, to pewnie bym się poddała, ale te są i to mnie napędza do działania.
Nie ma zatem wyjścia. W Nowym Sączu musi powstać nowoczesny tor kajakowy.
- Tak jest. W Nowym Sączu musi powstać tor kajakowy, a ten w Krakowie musi zostać zmodernizowany. Nie możemy mieć jednego obiektu w Polsce na wysokim poziomie. Potrzebujemy na pewno drugiego toru i będziemy o to walczyć. Przed nami dużo pracy. Teraz jednak najważniejsza jest dla mnie walka o to, by były transmisje z naszych zawodów oraz duża impreza w Polsce. Turystyka kajakowa w Polsce jest duża ciągle się rozwija. Teraz trzeba to jeszcze połączyć ze sportem zawodowym, ale nad tym pracujemy z ministerstwem sportu i Polskim Związkiem Kajakowym. Jesteśmy na fali i trzeba to wykorzystać. Tym bardziej że po plebiscycie to już jest takie trochę tsunami.
Wyjechała z Polski, by mieć święty spokój i szlifować formę
Wyjechałaś już z Polski, ale nie odpoczywasz.
- Tak. Na kilka dni wyjechałam na zgrupowanie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. To jest mój przystanek przed wyjazdem do Australii, gdzie będę się przygotowywała do sezonu. Jeżdżę tam od kilku lat i treningi w Australii dobrze mi służą. W tym roku nie chciałam jechać tak daleko, ale trenerzy zdecydowali, że lepiej będzie mnie tam wysłać, bo kiedy u mnie będzie dzień, to w Polsce będzie noc, więc będę mogła się skupić na treningach, bo nikt nie będzie mi przeszkadzał.
Pewnie nakreślony jest też już wstępny plan startów?
- W tym roku zaczynają się nam kwalifikacje olimpijskie. Czekają nas zatem najpierw trzy Puchary Świata, a potem mistrzostwa świata w Oklahomie, czyli na torze, na którym za dwa lata będą igrzyska. Ta impreza będzie pierwszą kwalifikacją olimpijską. Dwie kolejne to będą zawody Pucharu Świata. Potem czekają nas jeszcze mistrzostwa Europy. Zapowiada się intensywny sezon.
Kiedy pojawisz się pierwszy raz na zawodach w Polsce?
- Nie mam bladego pojęcia. Jestem zwolniona z kwalifikacji do kadry, bo medaliści mają taki przywilej. Jestem jednak osobą mało asertywną, więc jeśli ktoś mnie o coś prosi, to zazwyczaj się zgadzam. Dlatego poza Polską mogę się skupić na treningu, bo kiedy wracam, to od razu mam mnóstwo zajęć. Jak najwięcej czasu będę się starała spędzać za granicą w ciepłym klimacie. Może na zawodach w Polsce pojawię się dopiero wiosną.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















