Wielki polski sukces na stole obok Szubarczyka. Padła setka, faworyt rozbity
Michał Szubarczyk i Antoni Kowalski na sąsiednich stołach walczyli w Sheffield o przepustkę do głównej fazy turnieju Welsh Open. Obaj nie byli faworytami, obaj spisali się na medal. O ile jednak genialny 14-latek awansował dzięki świetnej taktyce, to Kowalski popisywał się znakomitym wbijaniem. I zaskoczył Thepchaiyę Un-Nooha, choć niefrasobliwie oddał mu pierwszego frejma. A wisienką na torcie był ponad 100-punktowy brejk Polaka.

Jak zdobyć około 40 tysięcy funtów (albo inaczej: 40 tysięcy punktów) w samej końcówce sezonu? To pytanie, które krąży zapewne po głowie Antoniemu Kowalskiemu. Tyle mniej więcej brakuje Polakowi na dziś, by utrzymać się w elicie snookera. Jeden wielki sukces załatwiłby sprawę, ale skoro nie udało się go osiągnąć przez półtora roku, to i ciężko liczyć, żę jeden turniej załatwi sprawę.
Choć pojawiło się małe okienko w tunelu - jeszcze przed kończącymi sezon mistrzostwami świata. W sobotę w Sheffield 21-letni zielonogórzanin sprawił miłą niespodziankę swoim fanom - pokonał znacznie wyżej notowanego Thepchaiyę Un-Nooha z Tajlandii, niegdyś 15. w rankingu, a dziś - 40. Znacznie wyżej od Polaka, pewny już swojej przyszłości w Main Tourze. A na dodatek potrafiący grać z elitą jak równy z równym.
O Un-Noohu mówi się bowiem, że gdy gra na luzie, to na stole wyczynia cuda. A gdy dochodzi presja, pojawia się jakby jego druga, gorsza wersja.
Pytanie brzmiało, na którą wersję trafi Kowalski.
Welsh Open. Antoni Kowalski kontra Thepchaiya Un-Nooh w Sheffield. Mecz o główną fazę turnieju
Tajlandczyk zaczynał zmagania w Sheffield właśnie od tej potyczki, Kowalski w piątek rozbił 4:0 Connora Benzeya. Rozbił do mało powiedziane - Anglik w tym frejmach zdobył zaledwie pięć punktów, a to się rzadko zdarza.
Dziś zielonogórzanin też zaczął znakomicie, w pierwszej rozgrywce wbijał jedną bilę za drugą, uciekał na bezpieczny dystans. Było 63:0, miał dość prostą czerwoną do wbicia, poprawienia kolorem - i już miałby frejma.

A tymczasem nie dotoczył jej do kieszeni, wystawił Azjacie. A ten skorzystał z szansy, wyczyścił stół. Gdy miał do wbicia czarną, był remis 63:63. I bez problemu ją wbił.
Ten nieudany frejm nie wpłynął negatywnie na Polaka, zachował spokój. Kolejne rozgrywki były już jego popisem. W drugiej partii Un-Nooh i Kowalski dość długo rywalizowali taktycznie, ale gdy Polak znalazł już odpowiedni układ, wywalczył dość bezpieczną przewagę. I wygrał do zera.
Podobnie wyglądała sytuacja w trzecim frejmie, Kowalski uciekł, Azjata nieco podgonił, ale na ostatniej czerwonej Polak załatwił sprawę. A czwarty frejm był popisem 21-latka. Thepchaiya Un-Nooh zaczął go dobrze, zdobył 16 punktów, miał bardzo korzystny układ, jak na poniższej ilustracji. już brał przyrząd, by wbijać do lewej dolnej kieszeni tę czerwoną bilę, która znajdowała się przy białej. Zmienił jednak zdanie - zdecydował się grać po przekątnej. Nie trafił. A Polak podszedł do stołu i zaliczył 103-punktowego brejka.
Podobnie świetnie spisywał się w kolejnym, ostatnim już frejmie. Wygrał 4:1, sprawił niespodziankę. I w nagrodę w drugiej połowie lutego zagra w Llandudno w 1/32 finału. Razem z Szubarczykiem.
Thepchaiya Un-Nooh (Tajlandia) - Antoni Kowalski 1:4
Frejmy: 70:63, 0:89, 24:87, 16:103, 10:94.













