Tragiczna śmierć Polaka, zawody przerwane. Nasz wielki mistrz dał upust emocjom
Do wielkiej tragedii doszło w trudno dostępnym terenie na Słowacji. Nad górą Borisova w paśmie Wielkiej Fatry zderzyły się dwa szybowce. Śmierć poniósł 65-letni polski pilot. Zawody zostały przerwane. Brał w nich udział 18-krotny mistrz świata w szybownictwie Sebastian Kawa, który w rozmowie z Interia Sport odniósł się do wypadku.

Koszmarnie rozpoczęły się międzynarodowe zawody szybownicze Flight Challenge Cup w słowackiej Prievidzy. Już pierwszego dnia doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął polski pilot.
Do zderzenia doszło w niedzielę (12 kwietnia) krótko po godzinie 16.30 nad górą Borisova w Wielkiej Fatrze. Policja potwierdziła, że w zderzeniu zginął 65-letni obywatel Polski Andrzej Majewski, który pilotował jeden z szybowców. Razem z nim leciał Czech Petr Krejcirik, który doznał obrażeń głowy i kończyn dolnych. Drugą maszynę pilotował Austriak. Jemu nic się nie stało.
Słowacja. Polak zginął w zderzeniu szybowców
"Pilotem jednego z szybowców był Austriak, który wyszedł z wypadku bez obrażeń. Drugą maszyną leciał Polak, a drugim pilotem był Czech. Ten ostatni przeżył dzięki temu, że się katapultował. Doznał obrażeń głowy i kończyny dolnej, ale drugi członek załogi nie miał już tyle szczęścia. Niestety, 65-letni pilot narodowości polskiej zginął" - przekazała Horska Zachranna Służba (HZS), czyli miejscowe Górskie Pogotowie Ratunkowe.
W akcji ratunkowej poza HZS brała także udział załoga ratowników lotniczych ATE z Bańskiej Bystrzycy, a także załoga słowackiego ministerstwa spraw wewnętrznych.
Piloci brali udział w międzynarodowych zawodach szybowcowych FCC, które rozpoczęły się w niedzielę na lotnisku w Prievidzy koło Trencina.
Uczestniczy w nich kilkudziesięciu pilotów szybowcowych z różnych krajów, a zaplanowane były do 23 kwietnia.
Zawody zostały przerwane. Sebastian Kawa: wszystko traci sens
Szef operacji lotniczych lotniska Lubos Janosik powiedział, że po wypadku niedzielne konkurencje zostały odwołane.
Majewski, który zginął w wypadku, był doświadczonym pilotem szybowcowym. Przed rokiem został wybrany przewodniczącym sekcji szybowcowej Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego.
W zawodach brał udział m.in. Sebastian Kawa. To 18-krotny mistrz świata w szybownictwie. W mediach społecznościowych zabrał głos po wypadku.
Gdy pilot ginie na zawodach to wszystko traci sens
Polski pilot mówi o tym, co mogło doprowadzić do wypadku. Dlaczego Polak nie wyskoczył z szybowca?
Okoliczności, w których doszło do tragicznej kolizji, są badane przez policję.
O to, co się mogło stać, Interia Sport zapytała Kawę, który uczestniczy w zawodach na Słowacji.
To był moment, kiedy piloci mogli się nie widzieć. Latali już w kominie termicznym, w którym była grupa około 20 szybowców. I wtedy wiele zależy od obserwacji, bo trzeba sobie znaleźć miejsce wśród szybowców, które tam już latają wkoło. Najprawdopodobniej tak było, że obaj piloci dopuścili do takiej sytuacji, że się nie obserwowali. Jeden nie widział do tyłu i do góry, a drugi do przodu i w dół. Nie było dużych różnic prędkości w tych szybowcach. Trzeba było jednak wyskoczyć
Czech zdążył wyskoczyć, ale Polak, który był doświadczonym szybownikiem, już nie.
- Decyzja o tym, by wyskoczyć z szybowca, jest trudna do podjęcia. Możliwe, że w pierwszym momencie pilot nie wiedział, że szybowiec nie nadaje się już do lotu. Nawet gdybyśmy stracili kawałek skrzydła albo steru, to takim szybowcem można dolecieć do lotniska, a tam było ono bardzo blisko. Oni byli bardzo blisko nad szczytem góry, więc decyzję o tym, by wyskoczyć, trzeba było podejmować błyskawicznie. Wyjście z szybowca to jest około 4-5 sekund, ale podjęcie takiej decyzji może zajmować więcej czasu. Być może po zderzeniu pilot miał jakiś uraz, który sprawił, że nie był w stanie tak szybko wyskoczyć z szybowca. Tego nie wiem. To będą już ustalały odpowiednie służby - wyjaśniał nasz znakomity pilot.
Coraz więcej wypadków w szybownictwie. "Piloci są gorzej wyszkoleni". Kawa ma pretensje do władz lotniczych
Jak się okazuje, tego typu wypadki, nie są wcale rzadkością w szybownictwie.
- Zacząłem latać w 1988 roku i wtedy też latało się bardzo dużo, ale w lotnictwie w całej Polsce był może jeden wypadek śmiertelny. Od tamtych czasów lotnictwo bardzo się zmieniło. Przed laty szkolenie było bardzo wyselekcjonowane i do trafiali do niego po prostu najlepsi. Oni byli później przygotowywani pod przemysł lotniczy. Teraz sytuacja bardzo się zmieniła, bo szkolą się ludzie, którzy zaczynają latać bardzo późno. Poziom szybownictwa rośnie, bo jest ogromny rozwój technologii, ale jednak ludzie są gorzej wyszkoleni i to nawet na tym podstawowym poziomie. W Nitrze na Słowacji regularnie odbywały się największe zawody szybowcowe na świecie, gdzie latało ponad 160 maszyn. I nic się nie działo. Teraz tłok na niebie ludziom przeszkadza. Niestety nie rozglądają się w kabinie. Są mniej ostrożni oraz mniej dokładni i przez to kolizje się zdarzają. Jest też mniejsza odpowiedzialność, bo sprzęt jest dostępny. Kiedyś jak rozbiło się szybowiec, to była tragedia dla klubu, a teraz ubezpieczenie pokrywa koszty - tłumaczył Kawa.
Mamy też pewne swoje zasady, których trzeba przestrzegać. Mam tutaj pretensje do władz lotniczych, że takie zasady nie zostały opublikowane, żeby wszyscy jasno mieli je sprecyzowane. Sam od lat publikuję takie zasady dobrej praktyki. One nie są jednak uwzględnione w żadnych przepisach. Ruch szybowniczy jest specyficzny, bo my często latamy w kółko. Dlatego potrzebne są dodatkowe zasady, których musimy przestrzegać, by było bezpiecznie. Jedną z podstawowych zasad jest ta, że jak ktoś leci z tyłu, to on jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Te zasady są omawiane przez organizatorów zawodów, ale to nie jest nic obowiązującego w przepisach
Kawa, który jest wybitnym szybownikiem, przyznał, że w zawodach Grand Prix takie sytuacje się nie zdarzają. Tam jednak jest grupa pilotów, która musi się zakwalifikować na zawody. Szybowce latają ciasno, ale nie dochodzi do kolizji, choć zdarzają się lądowania awaryjne, czy zderzenia ze zboczem. Tymczasem Flight Challenge Cup w słowackiej Prievidzy, to są pierwsze zawody w sezonie. Wielu pilotów po raz pierwszy po półrocznej przerwie wsiada do szybowca. Do tego nie ma żadnych kwalifikacji, tylko każdy, kto się zapisze, to może wystartować, jeśli tylko mieści się w limicie miejsc. Latają w tych zawodach też piloci o różnym stopniu wyszkolenia.
- Trzeba po prostu uważnie śledzić, co się dzieje poza kabiną. To jest jak z ruchem pieszym na chodniku. Trzeba widzieć każdego i się nie potrącać. Taka jest najprostsza zasada w szybownictwie. Nie ma żadnego kontrolera ruchu lotniczego, a piloci są sami odpowiedzialni za to, co robią w powietrzu. I bardzo dużo zależy od koncentracji i obserwacji pilota - zakończył.
W poniedziałek w zawodach jest dzień przerwy, ale te mają być wznowione we wtorek.












