Szalony mecz Polaka w MŚ. Osiem fauli po starcie, spalony plan faworyta
Żaden Polak nie grał dotąd w ostatniej rundzie kwalifikacji do MŚ w snookerze, zarazem żaden Polak nie wystąpił dotąd w Crucible Theatre. A dziś tym pierwszym może się stać Antoni Kowalski - 22-latek z Zielonej Góry. Trzykrotny mistrz Polski na stole numer 8 rywalizuje z wyżej notowanym Jamiem Jonesem z Walii, to rywal był uważany za faworyta tej potyczki. Tymczasem Polak "skradł" mu na starcie dwa frejmy, po ośmiu prowadził już 5:3. A przed końcem sesji zagrali dwa kolejne. Oto szczegóły.

Pod względem popularności snooker nie jest w Polsce wysoko notowaną dyscypliną, choć w niedalekiej przyszłości może to się zmienić. Popularność wzbudziły wyczyny Michałą Szubarczyka, który niedługo po swoich 14. urodzinach jako najmłodszy w historii awansował do zawodowego Main Touru. A później został mistrzem świata amatorów, odniósł kilka zwycięstw w elicie, w tym to głośne z Jimmym Whitem, choć przecież niekoniecznie najbardziej wartościowe sportowo.
Tu 15-letni zawodnik z Lublina dostał się do trzeciej rundy eliminacji, przegrał w niej z Hosseinem Vafaeim z Iranu. Za to do czwartej przedostał się Antoni Kowalski, którego staż w Main Tourze jest o rok dłuższy. I właśnie teraz 22-latek broni się, by z niego nie wypaść. A aby tak się stało, musi dokonać czegoś wielkiego - awansować do fazy finałowej MŚ. Do Crucible Theatre.
Zaskakujący początek meczu o Crucible. Antoni Kowalski kontra Jamie Jones w Sheffield
Rywalem Polaka był 38-letni Walijczyk Jamie Jones, który w Crucible grał już sześć razy. A raz dotarł tam do najlepszej ósemki. Choć w tym sezonie nie błyszczał, przegrał m.in. dwa mecze z Szubarczykiem, to jednak jego wskazywano jako faworyta. Choćby z racji doświadczenia, ale też i tego, że on tu nie grał o zawodową kartę. Ma pewny byt w Main Tourze, w przeciwieństwie do Kowalskiego. A Polak już jedną sensację w Sheffield spawił, pokonał Joe O'Connora.
Już początek pierwszego frejma pokazał, że możemy być w tym spotkaniu świadkami rzeczy niezwykłych. Kowalski popełnił przypadkowy faul na rozbiciu, ale za moment ustawił doskonałego snookera przy samej górnej bandzie stołu.

Jones popełnił aż sześć fauli w tym ustawieniu, nie dotoczył białej do czerwonej na dole stołu. Po piątym Polak się zastanawiał, czy nie zacząć wbijania czerwonych, ale odpuścił. A gdy już Walijczyk w końcu trafił, sam Kowalski... sfaulował. I to Jones zaczął punktować.
Starszy z zawodników prowadził w tym frejmie już 72:24, wydawało się, że pewnie obejmie prowadzenie. Na stole zostało 67 punktów. Tymczasem Polak zdołał zaliczyć jeszcze jedno podejście, nadzieja została. Tym większa, że gdy zostały same kolorowe bile, przegrywał tylko 57:72.
Końcówka była dramatyczna, Polak pomylił się na brązowej, ale jednocześnie - przypadkowo - ustawił rywalowi snookera. Ostatecznie to on wbił tę bilę. I pozostałe, wykradł rywalowi tę partię.
To był dopiero początek takich historii. W drugim frejmie Jones wygrywał już 63:4, gdy w końcu Kowalski dostał szansę. I zrobił rzecz niesamowitą, w drugiej kolejnej rozgrywce "ukradł" partię rywalowi na ostatnich kolorach. Mimo swojego faulu w końcówce, ale też dzięki znakomicie ustawianym snookerom. Miał dwa frejmy w garści, osiem brakowało do Crucible.
Na kwadrans przerwy zeszli jednak przy stanie 2:2, bo dwie kolejne rozgrywki padły łupem Walijczyka. Choć w tej czwartej Zielonogórzanin mógł zdziałać więcej, pomyłka na czerwonej drogo go kosztowała. Jones przejął stół, mimo braku dostępu do czarnej bili. I uzyskał bezpieczną przewagę.
Niepokoiło to, że Polak nie był w stanie na początku frejmów budować większych brejków, a to potrafił Walijczyk. Po przerwie Kowalski też delikatnie odskoczył (31:11), ale już za chwilę na prowadzeniu był rywal.
Trzecia kradzież frejma w sesji. Antoni Kowalski mistrzem końcówek. Aż przyszło ostatnie rozdanie
W końcu i Polak zbudował coś solidnego - w szóstym frejmie. Miał na liczniku 63 punkty, gdy pomylił się na różowej - miał ją na wprost kieszeni. I widać było, że mocno to przeżył. Walijczyk mógł jeszcze zdobyć 75 punktów w optymalnym układzie, choć kilka bil było blisko krawędzi. Ostatecznie jednak faul Walijczyka zamknął sprawę, Jones poddał tę partię. A za moment Kowalski po raz trzeci w tej sesji "skradł" mu frejma na ostatnich bilach. Gonił, gonił - i po różowej wyprzedził. Miał 5:2, ta sesja mogła stać się idealną.
Inne spotkania już się zakończyły, to było najdłuższe. W ósmym frejmie Jones wykorzystał niedokładne zagranie Polaka już na samym początku i uzyskał niemal 100-punktowego brejka.
Polak mógł mieć jednak świetną sytuację przed zejściem na przerwę, prowadził w dziewiątym frejmie 47:13, gdy się pomylił. Jones przejął stół, zaczął punktować. Po różowej wyprzedził Polaka (52:47), na stole została tylko czarna. Na niej stoczyli ostateczną rozgrywkę. Polak dwa razy próbował wbijać przez całą długość stołu, nie trafił. I wystawił bilę rywalowi, który osiągnął sukces. I zacisnął pięść, tak ważna dla niego była ta rozgrywka.
Jest więc 5:4 dla Kowalskiego, dokończenie meczu po godz. 18. Awansuje zawodnik, który wygra 10 frejmów.
Jamie Jones (Walia) - Antoni Kowalski (Polska) 4:5 (po 1. sesji)
Frejmy: 72:84, 67:76, 71:1, 65:14, 47:69, 43:73, 44:55, 98:4, 59:47.













