Rzadka zakaźna choroba w Norwegii. Na to trzeba uważać w lesie
W Norwegii wszczęto alarm. Wszystko za sprawą dziesiątek przypadków zachorowania na tularemię. Potocznie ta choroba nazywana jest gorączką zajęczą. To bardzo rzadka choroba zakaźna, ale jak się okazuje, wciąż jest z nami. Wspomniane przypadki zachorowań w Norwegii dotyczyły sportowców rywalizujących w zawodach w biegu na orientację, który przebiegał przez tereny leśne. I tam prawdopodobnie było źródło choroby. O sprawie poinformowała norweska telewizja NRK.

W skrócie
- W Norwegii odnotowano dziesiątki przypadków rzadkiej choroby – tularemii, zwanej gorączką zajęczą.
- Chorobę wykryto wśród sportowców startujących w zawodach w biegu na orientację po lasach pobliżu Oslo.
- Prawdopodobnym źródłem zakażenia była skażona woda lub kontakt z martwymi zwierzętami.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Wysyp objawów tularemii nastąpił po zawodach Pucharu Norwegii w biegu na orientację w As nieopodal Oslo. Organizatorzy proszą teraz wszystkich z objawami o poddanie się testom.
Sportowcy jakiś czas po zawodach skarżyli się na: powiększone węzły chłonne w pachwinie, wysypkę przypominającą półpasiec i problemy z oddychaniem, ale też wysoką gorączkę. Objawy przypominały silne przeziębienie.
Bieg, po którym wiele osób zachorowało na tularemię
W zawodach w sumie brało udział ponad 500 sportowców. I do wszystkich zostały wysłane informacje. Wstępnie szacuje się, że chorych może być nawet kilkadziesiąt osób.
Na razie nie wiadomo, jak doszło do zakażenia się sportowców. Na pewno nie zarażali się od siebie, bo ta choroba nie przenosi się z człowieka na człowieka.
Do zakażenia często dochodzi poprzez wodę pitną, na przykład gdy martwe myszy zakażają studnie, strumienie i inne źródła wody. Zakażenie może również nastąpić poprzez wdychanie pyłu zanieczyszczonego chorymi zwierzętami lub ich odchodami. W Szwecji i Finlandii najczęstszą przyczyną zakażenia są komary i kleszcze.
Norwescy lekarze uważają, że najbardziej prawdopodobne jest, że sportowcy zarazili się podczas biegu. Podczas zawodów padał ulewny deszcz, a na ich trasie znajdowały się duże kałuże wody i błota. Mogli też biec przez skażoną wodę, w której mogło znajdować się na przykład martwe, zakażone zwierzę.
Organizatorzy wnikliwie badali sprawę i trafili też na trop. W okolicy prawdopodobnie wybuchła epidemia pomoru królików i to ona mogła spowodować rozwój tularemii.
Tularemia - co to jest?
Tularemia (potocznie nazywana "gorączką zajęczą") - jak pisze serwis Medycyna Praktyczna - jest chorobą ludzi i zwierząt spowodowaną zakażeniem bakterią Francisella tularensis. Szczególnie wrażliwe na zakażenie są króliki, zające oraz gryzonie, ale chorują również na przykład koty domowe.
Do zakażenia ludzi dochodzi poprzez ukąszenia kleszczy oraz much jelenich, przez kontakt skóry z zakażonym zwierzęciem, spożycie skażonej wody, ekspozycję zawodową (np. w laboratorium), inhalację zanieczyszczonego kurzu lub aerozolu.
Osobnym potencjalnym sposobem ekspozycji jest bioterroryzm ze względu na małą liczbę (10-50) bakterii konieczną do wywołania choroby. Bakterie mogą wnikać do organizmu człowieka przez skórę, oczy, jamę ustną lub płuca.
W leczeniu tularemii stosuje się antybiotyki, zwykle w postaci długiej, 10-21-dniowej kuracji.
Większość pacjentów zostaje w pełni wyleczona, jednak objawy choroby mogą się utrzymywać przez wiele tygodni. Nieleczona tularemia wiąże się ze śmiertelnością rzędu 5-15 procent, natomiast leczona 1-3 procent. Czynnikami pogarszającymi rokowanie są: uszkodzenie nerek, poważne choroby współistniejące oraz późne rozpoznanie choroby.
Zobacz również:














