Błyskotliwy "wózek" w debiucie 14-letniego Polaka w Shoot Oucie. Były trzy minuty do końca
Michał Szubarczyk z przytupem zameldował się w profesjonalnym świecie snookera. Ma 14 lat i ogromny talent. W tym roku awansował do Main Touru, został amatorskim mistrzem świata, pokonał wielką legendę Jimmy'ego White'a. A dziś zadebiutował też w zawodowym Shoout Oucie - w pierwszej rundzie zmierzył się z niezłym Walijczykiem Jamiem Jonesem. W połowie pojedynku był remis 7:7, wtedy zmniejszył się czas na kolejne wbicia. I jedna akcja okazała się kluczowa. Za to niezwykła.

Nie każdy snookerzysta traktuje Shoot Out poważnie, Ronnie O'Sullivan omija te zawody szerokiem łukiem, Judd Trump też nie daje się przekonać. Bo ten "snookerowy konserwatyzm" tu się właśnie rozbija o zasady. Jest ograniczony czas, nie ma ciszy na trybunach. Są za to gigantyczne momentami emocje, które trwają maksymalnie 10 minut.
Tyle bowiem jest przeznaczone na każde spotkanie - czas nie jest zatrzymywany między wbiciami. A na wbicie jest tylko 15 sekund w pierwszych pięciu minutach gry, a później już 10. No i ograniczone są możliwości taktycznego uderzania kolorowych bil, a każdy faul ma bardzo wysoką cenę.
Shoot Out lubi też sensacje, tu o nie łatwiej. Niedługo przed meczem naszego Michała Szubarczyka Mark Allen, zdobywca tytułu dwa lata temu, stoczył kapitalny bój z Ng On-yee z Hongkongu. Z jedną z najlepszych kobiet. I przegrał 34:37, to Azjatka świetnie kontrolowała czas w samej końcówce.
A później przyszła pora na naszego Michała, 14-latka z Lublina, mistrza Polski w tej specjalizacji z zeszłego roku. Teraz w niedzielę ma bronić tytułu, ale najlepiej, jakby... nie musiał tego robić. By został w Blackpoolu do soboty, do samego końca, bo wtedy - późnym wieczorem - odbywać się będą decydujące pojedynki.
Snooker Shoot Out 2025. Michał Szubarczyk z debiutem. Rywal z Walii grał tu kiedyś w półfinale
Rywalem młodego Polaka był 37-letni Walijczyk Jamie Jones. Solidny zawodnik, z kilkunastoletnim doświadczeniem wśród profesjonalistów. Jednym słowem - solidny snookerzysta, któremu po tym sezonie nie powinno grozić wypadnięcie z Main Touru. A co ważniejsze - w Shoot Out grać potrafi, kiedyś dotarł tu do półfinału.

Szubarczyk takiego doświadczenie na tym poziomie nie ma, bo co innego mistrzostwa Polski w tej snookerowej specjalizacji, a co innego gra w takiej otoczce, jaką proponuje Tower Circus w Blackpoolu. Gdzie kibice co chwilę żywiołowo reagują, nawet w trakcie zagrania, słychać wiwaty, ale też i gwizdy, gdy coś im się nie podoba.
Nasz mistrz świata amatorów wygrał losowanie, wskazał na rywala. A gdy Jones lekko rozbił czerwone, to Polak zdecydował się na pierwsze wbicie. Odskoczył na 7:0, ale sporo wciąż było kombinacji z obu stron - z odstawianiem białej na drugą część stołu.
Walijczyk w końcu dostał jednak szansę, wyrównał na 7:7, minęło wtedy 5 minut gry. Mieli już tylko po 10 sekund na ruch, wtedy niezbędne jest opanowanie emocji i wybranie właściwej ścieżki. Później było 8:8, do końca zostały trzy minuty, gdy Michał zdecydował się na podwójny wózek. Biała uderzyła w czerwoną, ta w inną czerwoną, a ta w jeszcze kolejną, stojącą przy samej kieszeni. I wpadła, choć ledwo ledwo.

A dalej wszystko poszło już gładko, Polak wspomagał się niebieską bilą. Uciekł na 22:8, do końca zostało 100 sekund. Jones miał jeszcze możliwość powrotu do gry, choć było to utrudnione przez stojące gdzieś z lewej strony różową i czarną. Pomylił się jednak na czerwonej. A wtedy Szubarczyk, już czekając w każdym ruchu na te 7-8 sekund, dokończył dzieła. Gdy spudłował, było 29:8 i 15 sekund.
Jones uznał, że nie ma sensu już wbijać. Oddał honor naszemu zawodnikowi.
W środę swój mecz w 1/64 finału przegrał Mateusz Baranowski, w czwartek rywalizować będzie jeszcze Antoni Kowalski. Potem odbędzie się losowanie drugiej rundy.
Szubarczyk zagra w niej w piątek.
Michał Szubarczyk (Polska, nr 85 w tych zawodach) - Jamie Jones (Walia, nr 45) 29:8












