Polska mistrzyni poprosiła o zwolnienie. Odsłaniamy kulisy decyzji. "Z radością bym ją sprzedał"
Przez 17 lat, a zatem od dziecka, Klaudia Zwolińska była zawodniczką KS Start Nowy Sącz. Niespodziewanie jednak dwukrotna mistrzyni świata i wicemistrzyni olimpijska w slalomie kajakowym poprosiła o zwolnienie z klubu, który ją wychował. W Interia Sport odsłaniamy kulisy sensacyjnej zmiany u 27-latki, która została wybrana Najlepszym Sportowcem Polski w 2025 roku.

Kiedy mówisz Klaudia Zwolińska, to myślisz Start Nowy Sącz. Od 17 lat najlepsza w historii polska kajakarka slalomowa była związana właśnie z tym klubem. W nim się wychowała i odniosła największe sukcesy.
W ubiegłym roku zawodniczka z Kłodnego została dwukrotną mistrzynią świata w K-1 i C-1, a do tego dorzuciła brązowy medal w kajak crossie w slalomie kajakowym.
Rok wcześniej Zwolińska została wicemistrzynią olimpijską w Paryżu w konkurencji K-1. Na koncie ma też brązowy medal MŚ z 2023 roku w K-1. W 2024 roku była mistrzynią Europy w K-1, a w 2023 roku została wicemistrzynią Europy i igrzysk europejskich w K-1 i C-1.
Klaudia Zwolińska po 17 latach zmieniła klub. Co się stało? Jakie są przyczyny?
Przez wszystkie lata swojej kariery, kiedy zdobywała także największe laury w gronie młodzieżowców i juniorów, reprezentowała Start Nowy Sącz. Nagle jednak postanowiła zmienić klub. Co się stało? Jakie są tego przyczyny, bo jednak przejście do UKS KKK Kraków jednej z najlepszych sportsmenek w Polsce należy uznać za transferową bombę.
Jak się okazuje, to sama Zwolińska poprosiła o zwolnienie z KS Start Nowy Sącz. To zawodniczka, która od wielu lat świadomie buduje swoją pozycję sportową, a teraz dochodzą do tego jeszcze kwestie marketingowe. 26-latka, wygrywając plebiscyt na Najlepszego Sportowca Polski "Przeglądu Sportowego", pokazała, że też dobrze czuje się w działaniach poza torem kajakowym. Obrała zatem nową drogę, która ma przynieść korzyści nie tylko jej.
- Bardzo dużo zawdzięczam mojemu macierzystemu klubowi. To była zatem niełatwa decyzja, ale podjęłam ją też ze względu na to, że Start Nowy Sącz i Krakowski Klub Kajakowy zawsze ze sobą współpracowały. Jesteśmy w bardzo dobrych relacjach. Wiedziałam, że w mieście Krakowie i w klubie przy tak dużej aglomeracji jesteśmy w stanie zrobić bardzo dużo. Także w tych działaniach poza torem kajakowym. Na torze Kolna mamy bardzo dobre warunki treningowe. To miejsce było też przez wiele lat moim drugim domem. Kraków pozwoli mi lepiej wykorzystać moje sukcesy w promocji dyscypliny. Nie odcinam się jednak od Nowego Sącza. Naszym celem jest, by Małopolska kojarzyła się ze sportami wodnymi i kajakarstwem - powiedziała Zwolińska, która została ambasadorką Krakowa, w rozmowie z Interia Sport.
17 lat temu Klaudia przyszła do naszego klubu. Zapisała się, a teraz poprosiła o zwolnienie. Z jednej strony jest przykro, a z drugiej strony jest satysfakcja. Nie z tego, że odchodzi, tylko z tego, że taka zawodniczka się u nas wychowała. Trenerzy klubowi przez wiele lat jej pomogli w jej rozwoju, a ja dodatkowo - jako prezes klubu i wiceprezes Polskiego Związku Kajakowego - pomogłem jej w tym rozwoju od strony organizacyjnej
Nie tylko Kraków chciał Zwolińską. Stanowcze słowa prezesa Startu Nowy Sącz
Jak się okazuje, w batalii o to, by pozyskać Zwolińską, były też inne miasta (Bydgoszcz i Poznań), ale Popiela postawił sprawę jasno.
- Bardzo mądra i rozważna postawa Janusza Kozioła (były dziennikarz, a obecnie pełnomocnik prezydenta miasta Krakowa ds. rozwoju kultury fizycznej - przyp. TK) zdecydowała o tym, że transfer doszedł do skutku. Gdyby nie on, to nie było zmiany barw klubowych Klaudii. Do żadnego innego klubu by nie poszła, bo ja nie miałem takiego obowiązku, żeby ją zwolnić, a myślę, że nikt nie zdecydowałby się na jakieś tam karencje, zawieszenia itd. Na transferze zaważyły zatem pełne zrozumienie z troską z mojej strony o dobro i przyszłość Klaudii - opowiadał Popiela.
Prezesowi Startu nie było jednak łatwo podjąć decyzję, bo jednak pozbywał się perełki klubu.
- Nikt nie chce się pozbywać z własnego klubu zawodnika czy zawodniczki, który ma takie sukcesy. Natomiast musiało tutaj zadziałać, nazwijmy to, takie zdroworozsądkowe działanie z mojej strony, jako prezesa klubu. Miałem też duży wpływ na to, co postanowi zarząd klubu. Klaudia podjęła decyzję, żeby przy wsparciu Krakowa lepiej się rozwijać, ale bardziej, życiowo niż sportowo. Na pewno nie powiem, że będzie miała lepsze warunki sportowe niż w Starcie, bo wiem, że ich nie będzie miała. W Nowym Sączu miała wszystko, o czym tylko mogła zamarzyć. Zarówno ze strony klubu, jak i ze strony związku. Natomiast oczywiście Kraków był jej domem treningowym i po prostu będzie dalej. Samo to, że została też ambasadorką Krakowa, da jej inną przestrzeń do możliwości rozwoju osobowego. Nie ma tu żadnej złości, zazdrości, zawiści. Jest zrozumienie z naszej strony, bo Klaudia może mieć w Krakowie lepiej w przyszłości - dodał.
Popiela zapytany o to, czy klub zarobił coś na transferze Zwolińskiej, tylko się uśmiechnął i odparł:
Byłbym najszczęśliwszym prezesem na świecie, gdyby było tak jak w piłce nożnej i z radością bym Klaudię sprzedał wtedy tak, jak Lewandowskiego do Barcelony sprzedali, czy gdziekolwiek indziej. Natomiast realia są takie, jakie są. Znaleźliśmy z miastem, a konkretnie z Januszem Koziołem, który był główną osobą odpowiedzialną za rozmowy na temat Klaudii, kompromisowe rozwiązanie. Jako klub będziemy mieć, ze względu na to, że Kolna jest obiektem miasta, uprzywilejowaną pozycję do treningów w perspektywie najbliższych czterech lat. To nas odciąży w jakimś stopniu i będziemy mogli zaoszczędzone pieniążki, których nie wydamy na obiekt, przeznaczyć na szkolenie dzieci i młodzieży, żeby kolejna Klaudia Zwolińska pojawiła w naszych szeregach.
W sumie to w Starcie są już jej następczynie. Jest Dominika Brzeska i Hanna Danek, która w ubiegłym roku została mistrzynią świata juniorek w K-1.
- Misją naszego klubu jest praca z młodzieżą. Wychowankowie naszego klubu stanowią ponad 50 procent każdej reprezentacji - i juniorów, i młodzieżowców, i seniorów. My po prostu umiemy to robić w Starcie.
Zbigniew Miązek, prezes UKS KKK Kraków, z radością przyjął w szeregach klubu tak utytułowaną zawodniczkę. Nie ukrywa, że przejście takiej kajakarki do Krakowa, to duża sprawa.
- Klaudia nie bez powodu wybrała ten klub. Zawodnik idzie tam, gdzie widzi swoją przyszłość. Gdyby w Starcie Nowy Sącz nic jej nie brakowało, to być może nie podjęłaby decyzji o zmianie klubu. Nie mnie to jednak oceniać. O to trzeba pytać samą zawodniczkę. Podchody do Klaudii prowadziliśmy od dawna, ale dopiero teraz dojrzała do tego, by podjąć decyzję. Do tego bardzo pomogło w tej kwestii miasto Kraków - przyznał.
Zwolińska wiąże duże nadzieje ze zmianą klubu. Już szykuje się na olimpijskie kwalifikacje
Sama Zwolińska wiąże duże nadzieje ze zmianą barw klubowych i współpracą z Krakowem. Na pewno jej obecność w KKK przysłuży się przebudowie toru Kolna. 27-latka nie zapomina też jednak o Nowym Sączu.
Dalej staramy się o tor nowosądecki. Chcemy, żeby powstał, bo Start zasłużył na to. Dlatego nie odcinam się od miasta. Zależy mi jednak też na tym, by na torze Kolna zawsze był tłum ludzi
Nasza gwiazda sportu przygotowuje się już do kwalifikacji olimpijskich do igrzysk w Los Angeles (2028), które ruszą za kilka miesięcy. Zwolińska ma zapewnione miejsce w kadrze, więc odpuści kwalifikacje do niej.
- Szykuję się bezpośrednio na mistrzostwa świata, które będą jedną z kwalifikacji na igrzyska w Oklahomie. Myślę, że na pewno wystąpię w mistrzostwach Polski w Krakowie - zdradziła.
27-latka z resztą kadry była na rekonesansie w Oklahomie. Nie miała jednak okazji potrenować na olimpijskim torze, bo ten był zamknięty. Kadrowicze ćwiczyli na torze, na którym rozgrywane będą mistrzostwa świata.
- Widziałam jednak ten olimpijski i wygląda na wymagający i trudny technicznie. Zresztą z tym na mistrzostwa świata jest podobnie. Największym zmartwieniem dla wszystkich będą jednak niestabilne warunki pogodowe. To będzie wielkie wyzwanie. W pierwszy dzień naszego pobytu temperatura odczuwalna wynosiła około minus 20 stopni Celsjusza, a kolejnego plus 30 stopni. Do tego jest bardzo silny wiatr. Raz nawet uciekałam przed tornadem. Dla mnie wielkim zaskoczeniem jest fakt, że pierwszą kwalifikację olimpijską wyznaczono właśnie w Oklahomie. Na torze, na którym nie było zbyt wielu możliwości do treningu i w dodatku, na którym panują takie warunki - zakończyła Zwolińska.










