Polska legenda walczy o zdrowie, syn ikony dziennikarstwa poruszony. "Toczy dwubój"
- Najważniejsze jednak, że główka i mózg pracują, jego głos także. Gdy rozmawiałem z Januszem, też był wzruszony. Rozmawia się z nim całkowicie normalnie. Z Mirkiem Żukowskim i Stefanem Szczepłkiem chciałbym zorganizować wśród nas, dziennikarzy, jakąś pomoc dla niego - mówi w rozmowie z Interią o redaktorze Januszu Pinderze, laureacie nagrody im. Bohdana Tomaszewskiego, Tomasz Tomaszewski. Dziennikarz sportowy toczy obecnie walkę o powrót do zdrowia po ciężkiej chorobie.

Artur Gac, Interia: Gdy już stanąłeś przed mikrofonem na scenie Teatru Polskiego w Warszawie, widziałem na twojej twarzy emocje. A po chwili wypowiedziane słowa tylko to potwierdziły. Jakie myśli tobą zawładnęły?
Tomasz Tomaszewski, syn Bohdana Tomaszewskiego: - Byłem Arturze wzruszony i poruszony z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że premierowo wręczałem tę nagrodę w imieniu mojego ojca. Ten fakt już sprawił, że miałem olbrzymią tremę. Wszystko, co związane z moim ojcem, wyzwala emocje, wspomnienia, a także za każdym razem jest to - chcąc nie chcąc - mierzenie się z jego legendą. Natomiast druga historia, która jeszcze bardziej mnie poruszyła, to ta Janusza Pindery, którego znam, cenię i z którym wielokrotnie rozmawiałem w Polsacie.
Konikiem pana Janusza jest boks, ale ma bardzo kompleksową i specjalistyczną wiedzę z rozlicznych dyscyplin sportu.
- Na przykład zadziwiające, jak dobrze zna się na tenisie. Byłem zaskoczony jego znajomością tematu, prowadziliśmy rozmowy w korytarzach, czy nawet na parkingu. Bardzo, bardzo go cenię. Sytuacja Janusza jest dramatyczna. On w ogóle w swoim życiu miał niesamowite perypetie zdrowotne, a teraz spotkał go dwubój: udar i wylew jednocześnie. Jest połowicznie sparaliżowany, nie chodzi, nie wiadomo czy w ogóle będzie chodził.
- Najważniejsze jednak, że główka i mózg pracują, jego głos także. Gdy rozmawiałem z Januszem, też był wzruszony. Rozmawia się z nim całkowicie normalnie. Z Mirkiem Żukowskim i Stefanem Szczepłkiem chciałbym zorganizować wśród nas, dziennikarzy, jakąś pomoc dla niego. Rozmawiałem długo z jego córką i są w bardzo trudnej sytuacji. Janusza czeka żmudna rehabilitacja, walka o każdy ruch i najmniejszy progres. A przy tym jest to facet, który zachował radość. Nawet trochę pośmialiśmy się, bo Janusz jest wdzięczny, a to jest bardzo ważne w życiu. To znaczy nie jest roszczeniowy, nie jest człowiekiem rozżalonym, tylko dziękował mi, a ściślej mówiąc mojemu ojcu. Było to naprawdę bardzo wzruszające.
Osobiście ucieszyłem się, gdy pan Janusz zareagował na wysłaną wiadomość SMS z życzeniem szybkiego powrotu do zdrowia. Odpisał po kilku dniach, co także mnie podbudowało. Natomiast po odczytanym liście nie wiedziałem, że zaatakował go nie tylko udar.
- Niestety… Kilka dni temu z odwiedzinami byli u niego wspomniani Mirek i Stefan. Z nimi również normalnie rozmawiał.
Głowa i synteza treści - to przez lata była potęga pana Janusza. Niezwykła pamięć, zarejestrowanych mnóstwo szczegółów, jedno słowo klucz otwierające niekończącą się opowieść. Chodząca encyklopedia wiedzy.
- To, co mówisz, trafia w sam środek. Do tego rzetelność, staranność, pracowitość, a także uczciwość. To przymioty, które zawsze go cechowały.
Janusza czeka żmudna rehabilitacja, walka o każdy ruch i najmniejszy progres. A przy tym jest to facet, który zachował radość. Nawet trochę pośmialiśmy się, bo Janusz jest wdzięczny, a to jest bardzo ważne w życiu. To znaczy nie jest roszczeniowy, nie jest człowiekiem rozżalonym, tylko dziękował mi, a ściślej mówiąc mojemu ojcu. Było to naprawdę bardzo wzruszające.
Szczególny był ostatni akapit z przygotowanego przez pana Janusza listu, odczytanego ze sceny przez jego córkę Annę. A brzmiał on następująco: "Wierzę jednak, że powrócę do mojej największej pasji, czyli komentowania wielkich walk bokserskich. I że spełnię moje największe, dziennikarskie marzenie i będę mógł skomentować polski złoty medal w boksie na najbliższych igrzyskach olimpijskich. Życzę tego z całego serca sobie, polskiemu pięściarstwu i polskiemu sportowi". To wspaniałe, że on - człowiek sportu, od razu znalazł możliwie najwyższą motywację w tym osobiście bardzo wymagającym, wręcz olimpijskim fechtunku.
- Dążenie, postawienie sobie ambitnego celu i nasze marzenia - na tym chyba winno polegać życie. Batalia będzie bardzo wymagająca, ale z całych sił trzymam kciuki, aby ta misja zakończyła się powodzeniem.
Parafrazując jedną z idei olimpizmu, najważniejsze nie jest samo zwycięstwo, lecz godny lauru jest już sam udział w tej wymagającej rywalizacji.
- Jeśli walczysz, już jesteś zwycięzcą. Teraz trzymamy kciuki, by ta wygrana Janusza była możliwie jak najkompletniejsza.
Rozmawiał Artur Gac
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl











