Polak mistrzem Europy. Nagle dyskwalifikacja. Godziny czekania i zwrot
Alex Borucki, który jest uznawany za wielki talent polskiego sprintu kajakowego, został w sobotę, 13 czerwca, mistrzem Europy w konkurencji K-1 500 metrów w portugalskim Montemor-o-Velho. Polak popłynął fantastycznie i cieszył się z pierwszego seniorskiego złota, ale zaraz został brutalnie sprowadzony na ziemię. Otrzymał dyskwalifikację. Po kilku godzinach nastąpił jednak zwrot.

Alex Borucki to jedna z największych nadziei polskiego sprintu kajakowego i chyba jeden z największych talentów w historii tej dyscypliny w Polsce.
Teraz w portugalskim Montemor-o-Velho potwierdził to, zostając mistrzem Europy w konkurencji K-1 500 m, która nie jest olimpijską. Na dwukrotnie dłuższym dystansie, na którym kajakarze rywalizują w igrzyskach, był dziewiąty.
Klaudia Zwolińska znowu pisze historię. Kolejny medal naszej mistrzyni
Alex Borucki sięgnął po złoto, ale został zdyskwalifikowany. Polacy złożyli protest
Borucki niespodziewanie pierwszy minął linię mety, ale zaraz za nią spotkała go wielka przykrość. Polak został bowiem zdyskwalifikowany. Jego radość nie trwała zatem zbyt długo. Kara została nałożona za to, że nie płynął środkiem toru.
Polska ekipa natychmiast złożyła protest. Na jego rozstrzygnięcie trzeba było czekać kilka godzin. Ostatecznie jednak cała akcja zakończyła się sukcesem. 20-letniemu Polakowi przywrócono wygraną i tym samym mógł się cieszyć ze złota mistrzostw Europy.
Nasz zawodnik pokonał m.in. absolutne gwiazdy światowego kajakarstwa jak Josef Dostal czy Węgier Adam Varga. Czech serdecznie pogratulował nawet młodszemu koledze tytułu i kiedy uradowany Borucki udzielił już wywiadów, dowiedział się, że… został zdyskwalifikowany. Powód? Płynął zbyt blisko linii toru.
20-latek zamarł, ale bardzo szybko zareagował sztab szkoleniowy naszej reprezentacji, który zgłosił protest. Negocjacje, tłumaczenia i same decyzje sędziów zabrały blisko dwie godziny, a załamany Borucki czekał na decyzję arbitrów w call roomie. Nareszcie Maciej Zawadzki, team leader reprezentacji, wrócił z dobrą nowiną, że… protest został zaakceptowany!
- Alex przekroczył linię mety jako pierwszy i został mistrzem Europy. Chwilę później zostałem poproszony na wieżę sędziowską. Byłem przekonany, że chodzi jedynie o formalności związane z zakończeniem rywalizacji. Nie przypuszczałem nawet, że sprawa może dotyczyć dyskwalifikacji. Tym większy był mój szok, gdy dowiedziałem się, że Alex został zdyskwalifikowany za zejście ze środka toru. Faktycznie, w trakcie wyścigu zbliżył się do bojek wyznaczających jego tor, jednak nie przekroczył go. W tym momencie rozpoczęła się cała procedura odwoławcza. Wspólnie ze sztabem szkoleniowym, trenerami i sekretarzem reprezentacji przeanalizowaliśmy sytuację i przygotowaliśmy argumentację.
Zwróciliśmy uwagę na to, że Alex nie był jedynym zawodnikiem, który podczas wyścigu zbliżył się do bojek. Co najważniejsze, nie uzyskał z tego tytułu żadnej przewagi sportowej. Nie utrudniał rywalizacji innym zawodnikom, nie skrócił sobie dystansu i nie wpłynął na przebieg wyścigu. Nasz pierwszy protest został jednak odrzucony, co było dla nas kolejnym dużym zaskoczeniem. W tej sytuacji pozostała już tylko możliwość odwołania się do jury zawodów. W odwołaniu ponownie podkreśliliśmy, że choć Alex rzeczywiście zbliżył się do granicy toru, to nie przekroczył jej i nie odniósł z tego żadnej korzyści. Wręcz przeciwnie: płynąc bliżej bojek, pokonał nieco dłuższy dystans. Dodatkowo wskazaliśmy, że podobne sytuacje miały miejsce również w przypadku innych zawodników, którzy nie zostali ukarani.
Jury zawodów bardzo dokładnie przeanalizowało sprawę. Zauważono między innymi, że podobnie płynął również Josef Dostal, który nie został zdyskwalifikowany. Co więcej, sam zawodnik nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń do wyniku rywalizacji i po wyścigu pogratulował Alexowi zwycięstwa, uznając je za w pełni zasłużone. Ostatecznie jury przyznało nam rację i uznało, że w tej sytuacji dyskwalifikacja nie była konieczna. W przepisach istnieje bowiem zapis mówiący, że taka kara może zostać zastosowana, ale nie musi.
Po ponownym rozpatrzeniu sprawy uznano, że nie było podstaw do odebrania Alexowi zwycięstwa. Przez ponad dwie godziny żyliśmy w ogromnym napięciu. Telefony nie przestawały dzwonić, trenerzy, działacze i kibice pytali o rozwój wydarzeń. Otrzymywaliśmy kolejne materiały i zdjęcia pokazujące, że podobne sytuacje zdarzały się także innym zawodnikom. Towarzyszyły nam ogromne emocje i niepewność. Najbardziej przeżywał to oczywiście sam Alex. Dla młodego zawodnika, który dopiero wchodzi do seniorskiego kajakarstwa, była to niezwykle trudna sytuacja. Pojawiły się łzy, ogromny stres i niepewność co do ostatecznego wyniku. Kiedy jednak zapadła ostateczna decyzja, wszystkie emocje opadły. Najważniejsze jest to, że sprawiedliwości stało się zadość. Alex wygrał ten wyścig uczciwie, był najszybszy na trasie i zasłużenie został mistrzem Europy - relacjonuje Maciej Zawadzki.
- To jest coś niesamowitego. Jeszcze tydzień temu byłem nastolatkiem przed dwudziestymi urodzinami, a dziś jestem mistrzem Europy seniorów. To brzmi wręcz nieprawdopodobnie i szczerze mówiąc, nadal trudno mi w to uwierzyć. Myślę, że dopiero za jakiś czas, może jutro, a może jeszcze później, w pełni dotrze do mnie to, co właśnie się wydarzyło. Emocje są ogromne. W tej chwili najchętniej po prostu płakałbym ze szczęścia. To wyjątkowy moment i spełnienie marzeń, na które pracowałem przez wiele lat. Ten wynik pokazuje, że potrafię rywalizować z najlepszymi seniorami w Europie i że moje miejsce jest w światowej czołówce kajakarstwa. Ten sukces ma dla mnie szczególne znaczenie również dlatego, że swój pierwszy tytuł mistrza Europy w tej samej konkurencji zdobyłem właśnie tutaj, trzy lata temu. Montemor jest dla mnie miejscem wyjątkowym. Bywa wymagające, ale za każdym razem wywożę stąd świetne wspomnienia i bardzo dobry wynik. Mam nadzieję, że ta tradycja będzie trwała jak najdłużej - cieszył się Borucki, który medal odbierze dopiero w niedzielę ze względu na tak długą procedurę.
Borucki to wielokrotny złoty medalista największych imprez juniorskich i młodzieżowych. Jest naszą wielką nadzieją być może już na najbliższe igrzyska olimpijskie w Los Angeles (2028).
Polska pierwszego dnia finałów ME wywalczyła cztery medale. Poza Boruckim na podium stali też: kobieca czwórka w olimpijskiej konkurencji K-4 500 m (srebrny medal), kanadyjkarka Dorota Borowska na 200 m i kobieca dwójka w C-2 200 m (brązowe medale).












