Polak krzyczał: Jest, jest, warto było wstać. Ronnie O'Sullivan z historycznym brejkiem
Geniusz, legenda, największy w historii - nie ma chyba w świecie snookera osoby, która podważyłaby te słowa o 50-letnim Angliku. Choć wydawało się, że Ronnie O'Sullivan, bo o nim mowa, powoli już odpuszcza, regularnie wycofywał się z turniejów World Snooker Tour. A gdy startował, trochę jednak brakowało tak formy, jak i koncentracji. A teraz w Chinach, w World Open, on sam zaprzeczył tym twierdzeniom. I dokonał czegoś, co być może na długie dziesięciolecia zostanie historycznym rekordem.

Ronnie O'Sullivan jest po prostu ikoną, tym największym w historii snookera, siedmiokrotnym mistrzem świata, po osiem razy dodawał tytułu w pozostałych zawodach "Triple Crown", czyli UK Championship i The Masters. Od dwóch sezonów 50-letni dziś Anglik, mieszkający w Dubaju, zaczął jednak odpuszczać znaczną część turniejów, rzadko pokazywał się w Anglii, a przecież to tam organizowana jest większość turniejów. A że idzie coś nowego wskazuje fakt, że... "The Rocket" pierwszy raz w karierze zgłosił się do mistrzostw świata mastersów.
W tych "normalnych" mistrzostwach świata O'Sullivan rok temu dotarł do półfinału, tam przegrał 7:17 z Zhao Xintongiem. Później był jeszcze przegrany 9:10 z Neilem Robertsonem finał Saudi Arabia Masters. I raczej już seria rozczarowań. Albo do zawodów nie przystępował, albo osiągał w nich kiepskie wyniki. Przegrane z Zhou Yuelongiem w UK Championship czy Alim Carterem w Berlinie takimi bowiem były.
Aż przyszedł turniej World Open w Yushan w Chinach. I tu Ronnie zaskoczył wszystkich. Najpierw tym, że przyleciał. A później swoją postawą.
Ronnie O'Sullivan ze snookerowym rekordem świata. Czegoś takiego nie zrobił nikt w historii. Dodatkowa "wolna bila"
Anglik w drugiej rundzie miał wolny los, bo jego rywal z Indii się wycofał. A później było 5:0 z Matthew Seltem i 5:3 z Shaunem Murphym - w obu tych meczach miał dziewięć notowanych brejków, dwa były ponad 100-punktowe. Znów imponował lekkością, grał fenomenalnie. I czasami - z charakterystyczną dla siebie nonszalancją.
Aż w piątek rano przyszło starcie z Walijczykiem Ryanem Dayem - to ono przejdzie do historii. W ćwierćfinale tego turnieju.
Day na starcie popełnił faul, biała bila wpadła do kieszeni. Anglik dostał więc cztery punkty, a później ustawił arcytrudnego snookera, którego jego rywal chciał źle rozwiązać.

Walijczyk nie trafił w czerwoną raz, potem drugi i trzeci. Zrobiło się 0:16, co jednak większego znaczenia nie miało. Anglik w końcu uznał, że wykorzysta sytuację "wolnej bili", gdy nie ma bezpośredniego dostępu do czerwonej. A wtedy może skorzystać z kolorowej. I ona tak zrobił, wbił zieloną za jeden punkt, później poprawił czarną. Miał więc osiem punktów w gratisie, na stole zaś pozostały wszystkie czerwone. A to dawało szansę na "brejka maksymalnego" w wysokości 155 punktów. Coś, czego nikt nigdy nie osiągnął. Gdzie już zdobycie tego na 147 punktów jest czymś wybitnym.
O'Sullivan już pobijał inne rekordy, był jednym z dwóch zawodników, którzy osiągali dwa "maksy" w jednym meczu rankingowym, ale jedynym, który dokonał tego w jednej sesji. I to niedawno, w tym sezonie, w półfinale z Chrisem Wakelinem.

A teraz zaczął punktować w kierunku pobicia rekordu świata. - Nie wszyscy się domyślają, co tu się może dziać - komentowali w Eurosporcie Michał Ebert i Przemysław Kruk. A im bliżej było tego historycznego końca, tym bardziej oni sami byli w szoku. - To jest poezja, to jest maestria - mówił Kruk, gdy Ronnie kapitalnie dopozycjonował białą do czarnej. Mały kłopot pojawił się, gdy zostały dwie ostatnie czerwone, a różowa dość pechowo uderzyła w czarną i przyparła ją do bandy. Ale i z tym Anglik sobie poradził - dwukrotnie poprawiał różową, co ostatecznie dało brejka nie na 155 punktów, a na 153. "Jest, jest! Warto było wstać o tak wczesnej porze, o szóstej czy siódmej rano - krzyczeli komentatorzy.
To najlepsza partia w historii, wcześniej 148 punktów zaliczył Jamie Burnett, w UK Championship w listopadzie 2004 roku. Day tylko wstał i pogratulował mistrzowie. A później przegra ł mecz 0:5, "The Rocket" kolejne frejmy wygrał 84:24, 110:8, 108:0 i 96:6. Jeszcze dwa razy miał ponad 100-punktowe brejki, w każdym zaś - osiągał ponad 50 punktów z rzędu.
"Najlepszy w historii i najlepszy, jaki kiedykolwiek będzie. Fani snookera, mam nadzieję, że ceniliście go przez lata za radość, jaką przynosił milionom przez ponad cztery dekady - skomentował to Neil Robertson.
W półfinale rywalem Anglika będzie Chińczyk Wu Yize.










