Od quidditcha do quadballa. Jak rozgrywki czarodziejów stały się prawdziwym sportem mugoli
31 lipca to dzień urodzin zarówno J.K. Rowling, autorki bestsellerowego cyklu o Harrym Potterze, jak i samego tytułowego bohatera serii, który "odziedziczył" tę datę po pisarce. Przygody młodego czarodzieja od blisko trzech dekad zmieniają nie tylko świat popkultury, ale i rezonują na inne obszary życia, w tym... sport. "Chłopiec, który przeżył" wyczarował bowiem rzeczywistą rywalizację sportową, w której biorą udział pasjonaci z najróżniejszych zakątków świata.

Wydana 26 czerwca 1997 roku książka "Harry Potter i kamień filozoficzny" stała się przyczynkiem do olbrzymiej sławy jej autorki, J.K. Rowling, która w ramach cyklu o młodym czarodzieju napisała łącznie siedem tomów, a każdy w momencie premiery sprzedawał się dosłownie na pniu.
Dziś możemy mówić już o wielkim uniwersum HP, za którym niezmiennie ciągnie się olbrzymi potencjał komercyjny - dzieła literacki stały się swoistym zaczątkiem dla filmów, zabawek, figurek i kart kolekcjonerskich, sztuki teatralnej i sam tylko Albus Dumbledore raczy wiedzieć, czego jeszcze. Wpływ Pottera na otaczającą nas rzeczywistość okazał się ogromny - i dotknął nawet świat... sportu.
Quidditch oczarował świat. Nie tylko na kartach powieści o Harrym Potterze
Już w pierwszej części przygód Pottera pojawia się niezwykły sport czarodziejów - quidditch, dyscyplina, którą w świecie mugoli, osób niemagicznych, można by zapewne porównać popularnością do piłki nożnej.
Młody czarodziej dziedziczy talent do quidditcha (rozgrywanego na latających miotłach) po swoim ojcu i podobnie jak on odnajduje się w roli szukającego - a jest to na boisku kluczowa pozycja, bo szukający w jednym momencie może zakończyć mecz łapiąc niewielkiego złotego znicza. Wątek tego sportu przewija się w różnych tomach powieści, a szczególnie ciekawie na tym tle wypada "HP i Czara ognia".
W tej odsłonie Harry i jego przyjaciele są bowiem świadkami mistrzostw świata w quidditchu, w którym triumfuje drużyna Irlandii - w dosyć specyficznych okolicznościach, bowiem w wielkim finale znicza łapie Wiktor Krum, zawodnik drużyny przeciwnej, Bułgarii i jedna z największych gwiazd wśród szukających.
Cały ten sportowy wątek został też poszerzony przez autorkę w książce "Quidditch przez wieki" - i co ciekawe w uniwersum HP doczekaliśmy się też wyraźnych śladów dotyczących Polski, bowiem wśród quidditchowych drużyn wymieniono m.in. Gobliny z Grodziska (nie wiadomo jednak, czy chodzi tu o ten Wielkopolski, Mazowiecki, czy może jedną z licznych wsi o takiej nazwie).
Największą gwiazdą Goblinów został zaś Józef Wroński, autor swojego - można powiedzieć markowego - zagrania, znanego jako "zwód Wrońskiego". Manewr, wykonywany przez szukającego, polega na skierowaniu miotły ku ziemi udając, że dostrzegło się znicza i poderwaniu jej w ostatnim momencie, prowokując rywala do rozbicia się o ziemię. Kanonicznie w uniwersum do tego pojawia się jeszcze jedna polska gwiazda - Władysław Zamojski.
Quadball - gdy poszukiwania znicza stały się czymś realnym
Wróćmy jednak do naszej rzeczywistości, w której... też istnieje quidditch, oczywiście odpowiednio dostosowany. Gdy popularność Harry'ego Pottera zaczęła drastycznie wzrastać, od razu pojawili się zapaleńcy, którzy postanowili magiczny sport przenieść w mugolskie warunki.
Tak powstały realne rozgrywki, które obecnie znane są pod nazwą quadball, a ich reguły są zbliżone do tych quidditchowych. W zmaganiach biorą udział dwie drużyny, po siedmiu zawodników i zawodniczek - czterech ścigających (z czego dodatkowo jeden jest obrońcą), dwóch pałkarzy i jeden szukający. Ścigający starają się przerzucić jedną z piłek (tzw. kafel) przez jedną z trzech obręczy (pętli), pałkarze używają innego rodzaju piłek (tłuczków) do czasowego eliminowania innych zawodników (działa to podobnie jak w zbijaku), z kolei szukający, jak już wcześniej wspomniano, muszą złapać znicza, którym w quadballu jest flaga dzierżona przez neutralnego gracza. Ostatecznym celem jest uzyskanie większej liczby punktów od oponentów - to oczywiście w największym skrócie. Oczywiście nie brakuje tu też "mioteł" - obecnie zastępowanych przez specjalne kijki.
Quadball doczekał się międzynarodowej federacji, IQA, w ramach której zrzeszone są kraje ze wszystkich zakątków globu, łącznie mowa tu o 42 państwach, od Ameryki Północnej po Australię. W tym gronie nie brakuje także i Polski.
Wedle informacji przedstawionej w serwisie Polskiej Ligi Quadballa w naszym kraju na ten moment funkcjonują trzy kluby - Kraków Dragons, SkyWeavers Łódź oraz Warsaw Mermaids. Te mierzą się między sobą w serii turniejów, a na koniec najlepsza z ekip otrzymuje szanse na wzięcie udziału w zmaganiach europejskich.
Oczywiście jeśli mamy rozgrywki klubowe, to równolegle muszą istnieć też rywalizacje reprezentacyjne. Polska jak najbardziej posiada kadrę w quadballu - a "Biało-Czerwoni" wzięli udział całkiem niedawno w mistrzostwach świata, na których zajęli 28. miejsce, kończąc jednak turniej całkiem pozytywnie, bo z wygranymi nad Czechami i Hongkongiem. Złoto uzyskała Belgia, która w finale pokonała Niemcy 170:90.
Quadball, choć wciąż niszowy, stale się rozwija. Jest przy tym unikalny - bo która inna dyscyplina sportowa wnosi tyle magii do naszego świata?










