W poniedziałek w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyło się posiedzenie zarządu. Na nim najpierw odwołano z funkcji prezesa, aresztowanego, Radosława Piesiewicza, a później na pełniącego obowiązki prezesa PKOl, do czasu nowych wyborów w marcu 2027 roku, wybrano Mariana Kmitę.
Nowy prezes otrzymał 43 głosy za. 9 członków było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. - 43 głosy za, to mocny mandat. Wielu członków zarządu wierzy we mnie i to dla mnie zaszczyt i otucha. Nie było też z grona ośmiu wiceprezesów wielu chętnych do objęcia tej funkcji - mówił na początku wywiadu w "Sportowym Wieczorze" na antenie TVP Sport Marian Kmita.
Jednym z pierwszych zadań nowego prezesa, jak sam przyznał, będzie odbudowa finansów PKOl. Priorytetem jest przeprowadzenie audytu. Marian Kmita zaprzeczył jednak informacjom, że sytuacja finansowa PKOl jest na tyle słaba, że pieniędzy wystarczy tylko do końca września tego roku.
- Pieniędzy wystarczy do końca roku. Do końca roku trzeba też spłacić długi w wysokości około 3,5 miliona złotych i dodatkowo trzeba znaleźć na każdy kolejny miesiąc po milion złotych na utrzymanie PKOl. Razem daje nam to 6,5 miliona złotych - ujawnił na antenie TVP Sport.
Ostry wpis Sławomira Nitrasa. Tak odpowiedział nowy prezes PKOl
Tuż po wyborze Mariana Kmity na pełniącego obowiązki prezesa PKOl, krytyczny wpis w serwisie X zamienił Sławomir Nitras. "Przypomnę kto był najbliższym współpracownikiem i największym promotorem Piesiewicza w środowisku sportowym i jego tarczą medialną przez długi czas. Pan Kmita. Jeśli to ma być "uzdrowienie" PKOl to komitet pozostanie ciężko chory" - napisał były minister sportu.
- Sławomir Nitras miał swoje pięć minut. Premier Donald Tusk chyba właściwie ocenił jego pracę, skoro nie jest już ministrem - odpowiedział w "Sportowym Wieczorze" Marian Kmita i od razu zapewnił, że liczy na dobrą współpracę z obecnym ministrem sportu Jakubem Rutnickim. Panowie mieli już okazję porozmawiać po poniedziałkowych wyborach i są już wstępnie umówienie na spotkanie.
Podczas wtorkowej rozmowy Jacek Kurowski poruszył również wątek nazywania Mariana Kmity "człowiekiem Piesiewicza". - Nie chcę używać tego terminu, bo to jest ulubione sformułowanie Sławomira Nitrasa. Jestem w gronie ludzi, którzy zaufali Piesiewiczowi. To zjawisko było kilka lat temu powszechne. Niech pan zapyta Henryka Olszewskiego czy Leszka Blanika - tłumaczył nowy prezes.
- Kilka lat temu Radosław Piesiewicz wydawał się człowiekiem dobrej energii, pełnym dobrych pomysłów, gotowy do pracy zespołowej i wtedy nie było argumentów, żeby to podważać. Ten czas trwał do dwóch, trzech miesięcy po igrzyskach w Paryżu. Pracowaliśmy zespołowo. Potem zaczęły się rozchodzić relacje, gdy prezes zaczął sam podejmować decyzje. Punktem zapalnym był konflikt z ministerstwem, nawet po zmianie ministra. Apelowaliśmy, żeby zakończyć tą wojnę polsko-polską - mówił Marian Kmita.
Kolejne wybory. Czy nowy prezes PKOl w nich wystartuje?
Nowy prezes PKOl poinformował też, że na razie nie podjął decyzji, czy będzie kandydował wiosną 2027 roku w nowych wyborach na szefa PKOl. Na razie potrzebuje czasu, by przekonać się, czy misja, której się podjął, ma sens. Zapewnił także, że chce współpracować z wszystkimi osobami w PKOl, także ze zwolennikami przebywającego w areszcie Radosława Piesiewicza.
- Mam do nich wielki szacunek. Są bohaterami mojego dzieciństwa, są bardzo wartościowymi ludźmi i wciąż mogą przysłużyć się reformie PKOl - podkreślił na antenie TVP Sport.









