Przypomnijmy, że Radosław P. został zatrzymany w czwartkowe przedpołudnie przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, zatrzymanie, do jakiego doszło w jego warszawskim domu, miało związek z aferą Zondacrypto.
"Dziś w ramach śledztwa w sprawie ZondaCrypto zatrzymany został Radosław P. Prokuratura będzie przekazywała dalsze informacje po zakończeniu czynności z jego udziałem, prowadzonych w Śląskim Wydziale PZ PK" - informował w serwisie X minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Jak przekazał później TVN 24, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego usłyszał zarzuty płatnej protekcji biernej, zagrożonej karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 oraz zarzut związany z dowolnym zaspokajaniem wybranych wierzycieli, zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 3.
Radosław P. opuścił prokuraturę po północy
Czynności z udziałem Radosława P. zakończyły się dopiero po północy, jak informuje Polska Agencja Prasowa, wówczas sternik PKOL został wywieziony z gmachu katowickiej prokuratury. Nie wiadomo jednak, czy oznacza to zakończenie czynności czy jednie przerwę i kontynuację ich w piątek.
"Kilkanaście minut po północy funkcjonariusze wyprowadzili Radosława P. do samochodu przed budynkiem prokuratury i odjechali w nieznanym kierunku. Grupa dziennikarzy wciąż czeka przed prokuraturą licząc, że któryś z prokuratorów lub obrońców P. udzieli im informacji" - relacjonowała PAP w nocy.
Na dalsze informacje w sprawie trzeba poczekać. Sam Radosław P. po zatrzymaniu sugerował, że to on jest poszkodowany. Zapytany o to, czy czuje się ofiarą, odpowiadał, że "bardzo dużą". "Polityka, polityka, polityka. Zobaczymy, co z tego będzie. Zobaczymy, kto jest winny" - dodawał.











