Niesamowity powrót. Złoty medal i co za czas! Goni rekord świata Aleksandry Mirosław
Aleksandra Mirosław od dawna dzierży rekord świata we wspinaczce sportowej na czas. W ubiegłym roku wyśrubowała go do poziomu 6,03 sek. Teraz bardzo do tego wyniku zbliżyła się inna z Polek - Aleksandra Kałucka. 24-latka w wielkim stylu powróciła do rywalizacji po wielomiesięcznej przerwie. W rodzinnym Tarnowie została mistrzynią Polski, a przy tym osiągnęła niesamowity wynik. To drugi czas w historii. Szybciej po 15-metrowej ściance biegała tylko Mirosław.

Aleksandra Mirosław, mistrzyni olimpijska, trzykrotna mistrzyni świata i dwukrotna mistrzyni Europy oraz rekordzistka świata, jakiś czas temu zapowiedziała, że najbliższy sezon będzie dla niej ostatnim w karierze. Nie mamy się jednak co martwić o jej następczynie. Zresztą od wielu lat było wiadomo, że zaraz za Mirosław czają się niezwykłe siostry Aleksandra i Natalia Kałuckie.
One od kilku lat sprawiają nam radość, zdobywając medale w najważniejszych imprezach. Aleksandra przed dwoma laty została brązową medalistką olimpijską w Paryżu (2024). Na koncie ma też tytuł wicemistrzyni Europy wywalczony w 2022 roku. W tym samym sezonie Ola zdobywała Puchar Świata we wspinaczce na czas. Dwa razy była też czwartą zawodniczką mistrzostw świata. W ostatnim czempionacie jednak nie wystartowała. Ciało i organizm odmówiły posłuszeństwa. To był trudny czas dla Kałuckiej.
Kocha wygrywać, ale ostatnie miesiące były dla niej koszmarem. "Nie jestem terminatorem"
Aleksandra Kałucka znowu jest uśmiechnięta, a to znaczy, że wszystkie troski i zmartwienia ma już za sobą.
- Rozmawiamy dzień po moim zwycięstwie i akurat mam dobry dzień. Po prostu uwielbiam wygrywać. Jak się wygrywa, to życie jest proste - śmiała się Ola w rozmowie z Interia Sport.
Kilka miesięcy temu nie było jej jednak do śmiechu. Wydawało się, że po sukcesie olimpijskim pójdzie za ciosem. Tymczasem zaliczyła słaby sezon. Z jej twarzy zniknął uśmiech. Było jej ciężko. Od igrzysk tak naprawdę niewiele startowała. Ten czas poświęciła na naukę, kończąc studia matematyczne w Edynburgu. Kiedy pojawiła się w Pucharze Świata, to nie zachwyciła. W Krakowie była siódma, a później w Chamonix dziewiąta. Widząc, że nie czuje się dobrze, zrezygnowała ze startu w mistrzostwach świata w Seulu. Spadła mocno w światowym rankingu.
- Nie był to dobry czas, ale nie mówiłabym o dużym kryzysie. Jestem osobą, która w siebie bardzo wierzy. Jak już podjęłam decyzję o tym, by zrezygnować ze startu w mistrzostwach świata, to usiadłam z trenerem Aleksandrem Huszczo i wszystko przedyskutowaliśmy. Wiedziałam, co mam zrobić. Przede wszystkim musiałam odpocząć i zadbać o zdrowie, bo ono po prostu zaszwankowało. Musiałam zrozumieć, że mój organizm nie regeneruje się tak szybko, jak kilka lat temu, dlatego nie mogę robić tego wszystkiego, co chcę. Muszę to robić bardziej z głową. Ciało wysłało mi sygnał, że nie jestem terminatorem i też mogę mieć chwilę słabości. Zawsze po kontuzjach i problemach wracałam silniejsza. Tak było przecież, kiedy złamałam nogę. I teraz też tak będzie. Ten luźniejszy poprzedni rok na pewno przyda mi się przed igrzyskami w Los Angeles - mówiła Kałucka.
Mistrzostwo Polski i niesamowity czas. Tylko Aleksandra Mirosław biegała szybciej
Widać, że tych kilka miesięcy odpoczynku wiele jej dało. Została w Tarnowie, przed własną publicznością, mistrzynią Polski. Zawodniczka KU AZS ANS Tarnów na zmodernizowanej ściance pokonała Ukrainkę Polinę Chalkewicz. Medale mistrzostw Polski zdobyły jej siostra bliźniaczka - Natalia Kałucka i Anna Brożek. Aleksandra Kałucka zanotowała jednak znakomity czas. Rekord życiowy z igrzysk w Paryżu pobiła aż o 0,16 sek. Od teraz wynosi on 6,18 sek. To drugi wynik w historii. Szybciej na 15-metrowej ściance biegała tylko rekordzistka świata Aleksandra Mirosław (6,03 sek.). Taki sam czas, jak Kałucka, uzyskała jeszcze w olimpijskim finale Chinka Lijuan Deng.
- Ten czas pokazuje, że opłaciło się kilka miesięcy temu podjąć trudną decyzję. Nie chciałam za wszelką cenę cisnąć, tylko po prostu się wycofałam. Wycofanie się z mistrzostw świata nigdy nie jest łatwą decyzją, ale teraz cieszę się, że to zrobiłam. Te moje problemy były przede wszystkim fizyczne. Cały czas utrzymuję bardzo niską tkankę tłuszczową i to po wielu latach ciężkiego treningu dało o sobie znać. Do tego przeorały mnie też trochę igrzyska. Najpierw musiałam bowiem walczyć z moją siostrą Natalią o udział w nich. Do tego tuż przed igrzyskami zmieniłam trenera. Po medalu było wokół mnie wiele szumu medialnego. Musiałam odnaleźć się w tej sytuacji. To zajęło mi trochę czasu, ale też wyczerpało organizm. To była jednak dobra nauka. Teraz wiem, co jest dla mnie dobre - przyznała 24-latka.
Mimo że ten medal olimpijski kosztował mnie bardzo, to jednak bardzo się z niego cieszę. Udowodnił mi, że nie ma rzeczy niemożliwych. Pokazał, że mogę sięgać po to, co chcę. To jest realne wi w moim zasięgu
Kałucka do treningów przed nowym sezonem wracała stopniowo. Początkowo to były lekkie zajęcia na siłowni połączone z treningiem funkcjonalnym. Na ściankę weszła pod koniec października.
- Już w grudniu poczułam, że będzie dobrze. Po koniec lutego czasy pokazywały, że to może być dobry sezon. Rosłam wraz z każdym treningiem. Bałam się tylko tego, że jednak miałam wiele miesięcy przerwy od startów i nie wiedziałam, czy czasy z treningów będę w stanie przełożyć na zawody. Teraz wiem, że jestem. Nie ukrywam, że ten rekord życiowy jest dla mnie zaskoczeniem. Wszystko dlatego, że tydzień wcześniej mocno stłukłam kość w kolanie, bo uderzyłam się o chwyt. Miałam krwiaka. Była stłuczona okostna. Nie trenowałam przez kilka dni. W czwartek mój sztab medyczny nie wierzył w to, że wystartuję w mistrzostwach Polski, bo ból był tak duży. W pierwszych biegach trochę brakowało mi koordynacji, ale kiedy złapałam odpowiednią technikę, to wszystko się ułożyło. Już w półfinale pobiłam życiówkę, bo pobiegłam 6,32 sek. W finale urwałam jeszcze 0,14 sek. Wiedziałam jednak, że jestem gotowa na bieganie w granicach 6,10 sek., ale nie sądziłam, że to nastąpi już na tych zawodach - opowiadała Kałucka.
Aleksandra Kałucka zbliżyła się do rekordu świata. "Pobicie go z pewnością będzie możliwe"
Ten wynik z pewnością rozbudza nadzieje przed sezonem, ale nasza medalistka olimpijska stara się zachowywać spokój, bo wiem, że rywalki też nie śpią. Polka zapowiada jednak walkę o medale w Pucharach Świata i mistrzostwach Europy. Sezon PŚ zacznie w chińskim Wujiang (7-9 maja). Potem w planie ma występy w: Madrycie (28-31 maja), Krakowie (3-5 lipca), Chamonix (10-12 lipca), Guiyang (11-13 września), Chongqing (18-20 września) i Santiago (23-25 października). Mistrzostwa Europy we francuskim Laval zostały zaplanowane na dni 28-30 sierpnia.
- I to będzie dla mnie docelowa impreza - przyznała.
Nie ma co ukrywać, że Kałucka mocno zbliżyła się do rekordu świata Mirosław i to już w marcu. 24-latka wie, że stać ją na bieganie poniżej 6,10 sek.
Pobicie rekordu świata z pewnością będzie możliwe. Już biegam 6,18 sek., a mam dopiero 24 lata. Jeśli tylko zdrowie dopisze, to wszystko jest otwarte, ale nie skupiam się na tym. W naszym sporcie nie chodzi o rekordy świata, ale o wygrywanie biegów. Moje czasy zależą też od tego, co robi rywalka obok mnie. Jak mnie nikt nie ciągnie do góry, to jednak nie czuję adrenaliny. Jeśli zdarzy się okazja na szybki bieg, to kto wie...
Zobacz również:















