Niemal 100 lat mistrzostw świata. Pierwszy Polak zagra w Crucible Theatre
Pierwsze mistrzostwa świata w snookerze rozegrano w 1927 roku - to niezwykle popularny sport w Wielkiej Brytanii, ale i zyskujący na znaczeniu w kontynentalnej części Europy, a przede wszystkim - w Chinach. Bo to Chińczyk bronić będzie w Sheffield tytułu. Żaden Polak nie dostał się dotąd do finałowego turnieju, mało tego - żaden nasz zawodnik nie grał nawet w spotkaniu o Crucible. Ta seria w końcu się skończyła. Dziś o mistrzostwa świata grał w finale kwalifikacji Antoni Kowalski. Przegrał cztery frejmy z rzędu, z 5:2 zrobiło się 6:5 dla jego rywala Jamiego Jonesa. Ostatnie słowo należało do Zielonogórzanina.

Po raz pierwszy w historii Polska ma aż trzech zawodników w zawodowym Main Tourze, ale żaden z nich nie jest jeszcze zawodnikiem wiodącym. Mieliśmy już w przeszłości po trzech snookerzystów w jednej edycji MŚ, tak jak teraz, ale żaden z nich nie zagrał dotąd w finale eliminacji. O samym występie w Crucible już nie mówiąc, bo tam przecież - bez eliminacji - trafiają wyłącznie najlepsi na świecie. Pokroju Judda Trumpa, Ronniego O'Sullivana czy Johna Higginsa.
A dziś pierwszy Polak w historii stanął przed szansą awansu do Crucible. Mowa o Antonim Kowalskim, zaledwie 22-letnim zawodniku z Zielonej Góry, który już jako dziecko był wielkim talentem. I jako 10-latka zapraszano go do gry z najlepszymi w turniejach pokazowych.
Dla niego to było absolutnie kluczowe spotkanie. Grał nie tylko o awans do Crucible, ale też o utrzymanie statusu zawodowca. Musiał awansować do mistrzostw świata, by kolejne dwa sezony spędzić w tym gronie.
Jego rywalem był Walijczyk Jamie Jones - już sześciokrotny uczestnik decydującej fazy MŚ. W pierwszej sesji Polak prowadził już 5:2, ale przegrał dwa ostatnie frejmy. Żal było tego dziewiątego, Polak miał dużą przewagę, Jones odwrócił jego losy w samej końcówce.
Mistrzostwa świata snookera. Antoni Kowalski kontra Jamie Jones w decydującej rundzie kwalifikacji
Ta wieczorna sesja zaczęła się w bardzo zły dla Polaka sposób. Miał już, tak się wydawało, kontrolę nad stołem, objął prowadzenie we frejmie 36:23. I chyba za bardzo skupił się nad tym, jak przesunąć białą na dół stołu, by kontynuować serię. Biała rzeczywiście ustawiła się dobrze, ale sęk w tym, że brązowa, która miała wpaść do "żółtej" kieszeni, została przy niej. Walijczyk z okazji skorzystał, wyczyścił stół. I wyrównał na 5:5.

W głowie Polaka musiało być pewnie sporo myśli - z prowadzenia 5:2 nic nie zostało. A przecież Jamie Jones w poprzedniej rundzie kapitalnie zagrał z Matthew Seltem właśnie wieczorem, wygrał wtedy wszystkie frejmy, łącznie pięć. A nie był bynajmniej faworytem.
I niestety, Kowalski zaczął grać nerwowo, a Walijczyk imponował długimi wbiciami. Był więc faul Polaka na starcie, za cztery karne punkty, później kolejny już za sześć, gdy po snookerze rywala trącił różową. Największym kłopotem okazało się jednak wystawienie Walijczykowi czerwonej bili przy stanie 16:16, Jamie Jones zdobył 43 kolejne punkty. Pozwolił jeszcze Polakowi wrócić do gry, ale układ był już bardzo trudny - wszystkie cztery pozostałe czerwone przy bandach. I pierwszy raz w tym meczu 38-latek objął prowadzenie.
Teraz celem podstawowym dla Polaka było przerwanie wygranych frejmów rywala. I to się udało, w efektowny sposób, choć przy dużej dawce szczęścia.
Obaj grali już bardzo nerwowo, sporo było zaskakujących, jak na ten poziom, pomyłek. Kowalski odskoczył na 42:0, ale wciąż nie mógł być niczego pewny. Wygrał tego frejma, sukces rodził się w bólach. Przed kwadransem przerwy prowadził jednak 7:6.

Po przerwie Kowalski zaczął frejma od 42-punktowego brejka. I znów się zatrzymał, choć niebieska zdecydowanie była do wbicia. Notowane serie, czyli powyżej 50-punktów, którymi imponował w starciu z O'Connorem, dziś nie były dane. Niemniej starszy o 16 lat rywal też miał problemy, nie prezentował nic wielkiego.
Po 15. frejmie byliśmy już bardzo, bardzo blisko pierwszego Polaka w Crucible. Kowalski zaliczył w końcu okazałego, 87-punktowego brejka, objął prowadzenie 9:6.
Został ten jeden jedyny. Dający mu miejsce wśród 32 najlepszych snookerzystów świata. I licencję na kolejne miesiące w Main Tourze. I cztery szanse.

Pierwsza się nie powiodła, Polak chciał grać za mało pragmatycznie, a za bardzo widowiskowo. I za tę nonszalancję został ukarany.
A w kolejnym Jones prowadził 56:0, gdy Polak dostał jednak szansę. Wykonał całą czarną robotę i znów zupełnie niepotrzebnie mocno uderzał czarną, by odrzucić czerwoną od bandy. Efekt? Nie wbił czarnej, za chwilę prowadził już tylko 9:8.
Aż przyszedł ten historyczny moment w 18. frejmie. Zaczął od brejka 62-punktowego, ale później pomylił się na czerwonej. Na stole zostały 83 punkty. Później Polak prowadził 73:8, zostało 59 punktów. Jones potrzebował dwóch snookerów, wciąż walczył. Ale w końcu uznał wyższość Zielonogórzanina. Podszedł, pogratulował.
Antoni Kowalski zagra w 1/16 finałów mistrzostw świata w słynnym Crucible Theatre. Ta faza ruszy 18 kwietnia.
Jamie Jones (Walia) - Antoni Kowalski (Polska) 8:10
Frejmy 1. sesji: 72:84, 67:76, 71:1, 65:14, 47:69, 43:73, 44:55, 98:4, 59:47.
Frejmy w 2. sesji: 78:36, 65:24, 1:67, 22:60, 4:90, 12:84, 61:2, 67:35, 16:81.













