Mirosław zrobiła to pierwszy raz w karierze. Od razu przemówiła, prosto z Krakowa
W finale Pucharu Świata w Krakowie Aleksandra Mirosław popełniła falstart, przez co wypadła z gry o medale. Zaraz po zakończeniu rywalizacji chwyciła mikrofon i podzieliła się swoimi emocjami z setkami kibiców zgromadzonych na Rynku. - To mogło wydarzyć się w każdym biegu, w każdych zawodach. Ale dzisiaj ktoś mądry powiedział mi, że ja już przeszłam tę grę, że ja nic nie muszę, wszystko mogę - powiedziała. Potem odbyła się konferencja prasowa.

Kiedy zawodnicy i zawodniczki zakończyli już finałowe biegi, nagle spiker poprosił wszystkich o skupienie. Na środek sceny wyszła mistrzyni olimpijska z Paryża, która z pewnością nie tak wyobrażała sobie swój ostatni start przed polską publicznością. Lekko drążącym głosem Mirosław powiedziała:
- To mogło wydarzyć się w każdym biegu, w każdych zawodach. Ale dzisiaj ktoś mądry powiedział mi, że ja już przeszłam tę grę, że ja nic nie muszę, wszystko mogę. Ale jednego mi w tej grze brakowało - i to był falstart. Przez całą karierę nie zrobiłam falstartu.
Chwilę później kibice zgromadzeni na krakowskim Rynku skandowali nazwisko mistrzyni. Były to naprawdę wzruszające chwile. Reszta uczestników turnieju także przysłuchiwała się przemowie 32-latki, która za moment - po sierpniowych mistrzostwach Europy - zakończy karierę.
Uzupełniłam wszystkie "pokemony"
Około godziny 14:00 w Pałacu Pod Krzysztofory odbyła się konferencja prasowa. Najpierw pojawili się medaliści dzisiejszych zawodów, a następnie sama Ola Mirosław.
- Nigdy nie skupiam się na czasie, pobiciu rekordu. Kiedy skupiam się na czasie, to tego nie ma. Pojawia się napięcie, sztywność. Do tego biegu podeszłam z naprawdę dobrym nastawianiem. Byłam w dobrym miejscu w mojej głowie. Przytrafił się falstart. To jest sport, to jest brutalność tego sportu - mówiła.
- Koniec końców schodzę ze sceny z podniesioną głową. Jestem dumna ze swojej kariery, z tego, czego dokonałam. Uzupełniłam wszystkie "pokemony" - dodała, żartując z błędu w finałowym biegu.
Pytanie Interii: Przede wszystkim na początku chciałbym pogratulować dotarcia do finału oraz całokształtu kariery. Wprowadziła pani wspinaczkę sportową w Polsce na zupełnie inny poziom, wielkie gratulacje. Ale wracając do dzisiejszego falstartu, chciałem zapytać o emocje. Czy czuje pani rozgoryczenie, żal, czy może bardziej sportową złość?
- To był szok. Tak naprawdę nie wiem, co tam się zadziało. Moją intencją w ogóle nie było testowanie tego, jak szybko mogę się wbić do rywalizacji, żadne myślenie o czasie, czysty szok. Jak już zeszłam ze sceny, usiadłam, to pojawiły się emocje. To jest naturalne. Jestem sportowcem, przyjeżdżam na zawody z najwyższymi celami, ambicjami. Natomiast nauczyłam się tego, że w życiu wszystko jest dla mnie i przeciwko mnie. To jest paradoks tej gry. Przeszłam całą, czegoś brakowało - to był falstart. Czy mogłam wygrać te zawody? Myślę, że tak. Czy mogłam pobić rekord świata? Oczywiście. Ale tego już się nie dowiemy (…) czasu nie cofniemy. Trzeba żyć dalej. Jutro też słońce wyjdzie - podsumowała.













