Już dwa tygodnie w areszcie przebywa Radosław Piesiewicz, jeszcze aktualny prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Wszystko po tym, jak został powiązany z aferą Zondacrypto i usłyszał zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli wspomnianej giełdy kryptowalut z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością.
Z tego względu najprawdopodobniej w najbliższy poniedziałek zostanie odwołany ze stanowiska, a jego kadencję jako "głowa" całego Komitetu zapewne dokończy ktoś z wiceprezesów: Adam Korol, Otylia Jędrzejczak, Tomasz Chamera, Marian Kmita, Adam Konopka, Mieczysław Nowicki, Henryk Olszewski bądź Andrzej Supron.
Tajemnicą nie jest, że kandydować w przyszłości chce również Robert Korzeniowski, czyli czterokrotny mistrz olimpijski. Ten w całej sprawie Piesiewicza oraz PKOl-u wypowiadał się już wielokrotnie. I znów zrobił to przy okazji porannej rozmowy z radiem TOK FM. Tym razem w sposób nawiązujący do przeszłości.
Korzeniowski stanowczo. I wspomniał o Dudzie oraz Sasinie
58-latek przyznał, że gdy Piesiewicz obejmował stanowisko w 2023 roku, to większość głosów była oddana na niego po rekomendacji poprzednika - Andrzeja Kraśnickiego. W końcu ten wprost powiedział, że do odejścia działacza przyczynili się ówczesny prezydent Andrzej Duda oraz wicepremier w rządzie PiS - Jacek Sasin. I dodał, że Piesieiwcz dobrze manipulował wszelkimi osobami decyzyjnymi.
- Część głosów za Piesiewiczem była oddana po rekomendacji poprzednika, który ustępował pod naciskiem prezydenta Dudy i Jacka Sasina. Środowisko było pogubione, chcieli dobrze. Trudno dzisiaj rozliczać działaczy, którzy dali się wmanewrować i później byli szantażowani finansowo przez Radosława Piesiewicza. Nic nie było tam czarno-białe - powiedział.
Jak już wspomnieliśmy, posiedzenie zarządu PKOl-u odbędzie się w poniedziałek 14 września. To w ten dzień może formalnie dojść do odwołania Radosława Piesiewicza.

















