Horror Polaka. Wielki zwrot akcji w MŚ. Koniec nastał już po północy
Choć w snookerowych mistrzostwach świata dopiero czwartą rundę kwalifikacji nazywa się Judgement Day, czyli Dniem Sądu, to dla Antoniego Kowalskiego ten moment na dobrą sprawę nadszedł już teraz. Aby utrzymać się w gronie profesjonalistów, 22-latek musiał wygrać potyczkę z 28. na światowej liście Joe O'Connorem. I w pierwszej sesji Polak spisywał się wyśmienicie, wygrał ją 7:2, imponował na tle znacznie wyżej notowanego rywala. Wieczorem musiał dołożyć trzy brakujące do awansu frejmy. Tymczasem cztery pierwsze przegrał, później Anglik wyrównał na 8:8. Sytuacja zrobiła się bardzo nerwowa.

W rankingu Johnstone's Paint World Rankings Joe O'Connor jest 28., Antoni Kowalski - 69. To przepaść. Polak kończy swój drugi sezon wśród zawodowców, walczy o utrzymanie w tym gronie. Wyniki tak źle się dla niego ułożyły, że sam awans do decydującej rundy kwalifikacji do Crucible nie wystarczyłby mu do utrzymania karty. Musiał dziś wygrać z O'Connorem, a później we wtorek kolejne starcie. Też z wyżej notowanym rywalem.
Historyczne miejsce w Crucible Theatre, wśród 32 najlepszych snookerzystów w MŚ, byłoby podwójnym spełnieniem dla 22-latka z Zielonej Góry.
Tyle że już dziś nie dawano mu większych szans w potyczce z 30-letnim rywalem, który w Main Tourze kończy ósmy sezon, a w karierze rozegrał trzy finały zawodów rankingowych. Tymczasem Kowalski zaliczył fenomenalną pierwszą sesję, wygrał w niej siedem z dziewięciu frejmów, zaliczyły dwa brejki stupunktowe. Wieczorem miał dopełnić dzieła, ale pojawił się problem - O'Connor znacznie wyżej zawiesił poprzeczkę.
Mistrzostwa świata w snookerze. Antoni Kowalski kontra Joe O'Connor. Stawką czwarta runda
Wczoraj Michał Szubarczyk przystępował do drugiej sesji potyczki z Hosseinem Vafaeim przegrywając 0:9. Tu już nikt nie liczył na cud, faworyt z Iranu imponował, miał tylko dokończyć dzieła. I dokończył, choć 15-latek wyrwał mu jeszcze dwie partie.
7:2 to też okazałe prowadzenie, ale jednak trzeba wygrać jeszcze trzy rozgrywki. Nie jedną, jak u Irańczyka. Polak mógł szybko podwyższyć na 8:2, miał sporą przewagę, a tymczasem ostatnią bilą w frejmie O'Connor zapewnił sobie wygraną. Zaledwie jednym punktem, ale jakże ważnym. To dało mu paliwa, kolejne dwie rozgrywki wygrał bardzo wyraźnie.

Polak potrzebował przełamania, najlepiej jeszcze przed regulaminowym kwadransem przerwy, po czterech rozgrywkach w sesji. Tymczasem Anglik znów zdobył 41 punktów po otwarciu, ale tym razem oddał jednak stół. Kowalski odrobił połowę strat, doszło do decydującej rozgrywki, przy trubnym układzie ostatnich czerwonych. Lepszy okazał się O'Connor, wygrał czwartego frejma z rzędu. I na regulaminową przerwę zeszli już przy minimalnym prowadzeniu Polaka - 7:6.
Po przerwie Polak jednak przerwał serię rywala, popisał się 66-punktowym brejkiem, ale na stole pozostało jeszcze... 67 punktów. O'Coonor zaczął dobrze, ale się zaciął. Niemniej nawet wtedy, gdy potrzebował czterech fauli Polaka, walczył. I przedłużał rozgrywkę, starał się ustawiać pułapki na żółtej bili. A Kowalski perfekcyjnie z nich wychodził. Aż po drugim faulu Anglika odskoczył na 8:6.
Już wtedy było wiadomo, że lepszy z tej party zagra o Crucible z Jamiem Jonesem - Walijczyk wygrał wszystkie frejmy w drugiej sesji z Matthew Seltem, a cały mecz: 10:3.
Po 15. partii przewaga Kowalskiego zmalała do jednego punktu. Popełnił dwa poważne błędy, rywal zaś - jeden. Po nieudanej próbie na czerwonej otworzył stół Anglikowi, a O'Connor popisał się 107-punktowym brejkiem. A po 16. - był już remis. Polak miał wiele szans, u obu coraz większą rolę odgrywały nerwy. To jednak Kowalski popełnił decydujący błąd na żółtej, wystawił ją rywalowi.

Byli więc już w tej sesji przy stole niemal 3,5 godziny, a sytuacja - niewyjaśniona. Niemniej wszystkie atuty zadawały się już być w rękach dużo bardziej ogranego w meczach o taką stawkę Anglika. Tymczasem to on jako pierwszy dał się "wypuścić" w arcyważnym frejmie numer 17. Po długiej taktycznej batalii w dolnej części stołu. A Polak, gdy dostał okazję, już nie zawalił. Wygrywającym brejkiem zdobył dziewiąty punkt w meczu. Potrzebował jeszcze jednego, miał dwie szanse.
Wykorzystał tę pierwszą. Dobrze zaczął, choć brejk skończył się na 25 punktach. Wrócił po chwili, dołożył kolejnych 10 (35:1), choć pomylił się w stosunkowo prostej sytuacji. A później były jeszcze nerwy, choć miał już wygrywającą przewagę. O'Connor wciąż walczył, Polak popełnił faul za sześć punktów.
Ale jednak wygrał. I we wtorek zagra o Crucible z Jamiem Jonesem.
Joe O'Connor (Anglia) - Antoni Kowalski (Polska) 8:10.
Frejmy w 1. sesji: 5:124, 86:8, 12:70, 0:83, 11:71, 71:20, 12:66, 6:112, 27:62.
Frejmy w 2. sesji: 63:62, 88:0, 85:0, 66:28, 24:82, 117:2, 81:41, 0:89, 22:69,













