Dwie salwy śmiechu w meczu Polaka z mistrzem świata. Komentator nie wytrzymał
Już przed meczem z Johnem Higginsem w 1/32 finału Scottish Open Antoni Kowalski nie ukrywał, że słynny Szkot jest jego idolem. I teraz po raz pierwszy w karierze mógł się z nim skonfrontować w bezpośredniej potyczce - w Edynnburgu, czyli "na terenie" rywala. Higgins został oczywiście przywitany przez kibiców owacją. A później jedno z jego zagrań doczekało się zaskakującej reakcji, Szkot też nie mógł uwierzyć w to, co się stało. A co zrobił Kowalski na końcu kolejnego frejma?

W 128-osobowej elicie światowego snookera jest aż trzech zawodników z Polski: Antoni Kowalski, Mateusz Baranowski i Michał Szubarczyk. Wszyscy, patrząc na standardy tego sportu, bardzo młodzi, choć ten ostatni jest szczególnym ewenementem. Nigdy bowiem dotąd nie zdarzyło się, by pełnoprawnym uczestnikiem Main Touru stał się 14-latek. A tyle ma Szubarczyk, kolejne urodziny będzie obchodzić w styczniu.
On i Baranowski grają w tej elicie pierwszy sezon, wypadnięcie z grona zawodowców na razie im nie grozi. Mają jeszcze niemal półtora roku na potwierdzenie swojej przynależności do najlepszych. Kowalskiemu zostało już tylko kilka miesięcy, do pełni szczęścia brakuje mu kilkudziesięciu tysięcy punktów, choć w miejsce słowa "punktów" można też wstawić słowo "funtów". Bo właśnie nagrody decydują o rankingu.
Stąd tak istotny był start 21-letniego zielonogórzanina w Edynburgu. Dwa miesiące temu w Wigan odbyły się dwustopniowe kwalifikacje do tego turnieju. Szubarczyk i Baranowski przegrali już swoje pierwsze potyczki, Kowalski najpierw pokonał Irlandczyka Leone Crowleya 4:0, a później wyżej od siebie notowanego Davida Lilleya z Anglii - 4:2.
I awansował do głównej drabinki, która zaczęła zmagania w poniedziałek. W puli nagród w 2025 BetVictor Scottish Open jest ponad pół miliona funtów, dla triumfatora przewidziano równe 100 tysięcy.
Antoni Kowalski grał z Johnem Higginsem w Edynburgu. Zabawne sytuacje i masa szczęścia wielkiego mistrza
Z rywalizacji w Meadowbank Sports Centre w Edynburgu wycofało się kilka gwiazd: już wcześniej uczynili to Judd Trump czy Ronnie O'Sullivan, a w ostatnich dniach dołączyło czterech zawodników, w tym dwóch ze światowej czołówki: Australijczyk Neil Robertson oraz Walijczyk Mark Williams.
Oczy kibiców są więc zwrócone przede wszystkim na osobę Johna Higginsa, bo nie dość, że to światowa gwiazda, to jeszcze ze Szkocji. I 50-letni czterokrotny mistrz świata został nagrodzony brawami już na wejściu. A później ruszył do potyczki z Polakiem.
Szkot miał duże problemy z dostosowaniem się do warunków na stole, "nie czuł" go najlepiej. Do tego Kowalski zaczął mecz świetnie, radził sobie z odstawnymi bilami, korzystał z błędów ikony snookera. Wygrał pierwszego frejma, w drugim przez ponad 10 minut toczyli taktyczną walkę, z odsuwaniem białej bili na drugą część stołu.
Aż doszło do dziwacznej sytuacji, w której Higgins, po wbiciu czerwonej na 14:1, "zakleszczył" białą między czerwonymi. A mimo to próbował wbić różową, choć zagranie było co najmniej ryzykowne.

Tyle że nie dość, że tylko delikatnie dotknął kijem białej bili, to jeszcze ten kij spadł z przyrządu i uderzył w dwie czerwone znajdujące się tuż obok. To oznaczało sześć punktów dla Polaka i stratę ruchu Szkota.
- Ojej, co tu się wydarzyło? Taki sfrustrowany był chyba John Higgins, że się gania z białą bilą - komentowali eksperci w polskim Eurosporcie: Rafał Jewtuch i Grzegorz Biernadski. Bardzo wyrazisty był zaś Neal Foulds w TNT, były snookerzysta, triumfator Scottish Open z 1986 roku. - Cóż, jeśli cokolwiek podsumowuje początek meczu w wykonaniu Johna Higginsa, to chyba właśnie to - mówił podczas transmisji Dave Hendon. A towarzyszący mu Foulds śmiał się coraz głośniej. Aż w końcu dał jednak radę powiedzieć: - Nie powinniśmy się śmiać, prawda? W końcu to jeden z najwspanialszych graczy, jakich świat widział, panie i panowie - dodał.
Tego frejma Higgins jednak wygrał 74:7, wyrównał na 1:1.
A do drugiej zabawnej sytuacji doszło kilkadziesiąt minut później. Kowalski prowadził już 43:1, ale dał szansę Szkotowi na odwrócenie losów meczu. Doszło jednak do zaciętej końcówki, w której - przy zielonej bili - Higgins miał ogromne szczęście. Ta odbiła się bowiem od krawędzi bocznej kieszeni i... wleciała do tej po przeciwnej stronie.- Niemożliwe, niemożliwe, ile szczęścia ma w końcówce tej partii John Higgins - mówił w Eurosporcie Grzegorz Biernadski.
Polak walczył jeszcze do końca, gdy na stole pozostały już tylko: biała, różowa i czarna. Potrzebował snookera, później aż trzech, po swoim błędzie. A zakończyło się tak, że... biała odbiła się od krawędzi bocznej kieszeni, przeleciała całą szerokość stołu i już miała wpaść do kieszeni. Wtedy 21-latek z Zielonej Góry sam jej w tym pomógł.

I kibice w Edynburgu znów wybuchnęli śmiechem.
Ostatecznie to jednak Higgins wygrał całe spotkanie 4:2 - i awansował do 1/16 finału. Na tym etapie w środę zmierzy się z Nopponem Saengkhamem z Tajlandii, pogromcą Michała Szubarczyka z UK Championship. W ich bezpośrednich potyczkach jest 6:5 dla Szkota, ale dla lata temu w półfinale w Edynburgu lepszy był Azjata.
Polacy wrócą do gry w Main Tourze w styczniu.













