Dopełniła się deklasacja w mistrzostwach świata. 132 punkty Polaka
Michał Szubarczyk jako pierwszy z Polaków wywalczył awans do trzeciej rundy kwalifikacji mistrzostw świata w Sheffield. Po dramatycznym spotkaniu, w którym 10:8 pokonał Sandersona Lama, odwracając losy w 18. frejmie. Nie był to jednak koniec czwartkowych emocji związanych z występami polskich snookerzystów. Chwilę później swoje potyczki wznowili Antoni Kowalski i Mateusz Baranowski. Imponujące było zwłaszcza to, co uczynił młodszy z Zielonogórzan.

Rok temu w mistrzostwach świata w Sheffield mieliśmy trzech zawodników - mowa tu oczywiście o etapie kwalifikacji, bo w Crucible Theatre gra tylko 32 najlepszych zawodników świata. Antoni Kowalski i Mateusz Baranowski wygrali wtedy po jednym spotkaniu, odpadli w drugiej rundzie. A Michał Szubarczyk w pierwszej - wtedy debiutował w starciach z profesjonalistami.
Teraz cała trójka znów pojawiła się w Anglii - bogatsza o te dwanaście miesięcy i sporo spotkań z najlepszymi na świecie. Baranowski i Szubarczyk to już bowiem pełnoprawni uczestnicy Main Touru, wtedy nimi nie byli. Dziś każdy z nich miał się przekonać, czy dane mu będzie zagrać w trzeciej rundzie. Szubarczyk kończył swój mecz z Sandersonem Lamem, wczorajszą sesję wygrał 5:3. W czwartek prowadził już 9:6, później stracił dwa frejmy, a mógł i kolejnego. Zdołał w nieprawdopodobny sposób odwrócić losy, a gdyby to się nie udało, decydująca rozgrywka odbyłaby się zapewne późno w nocy. Bo do gry szykowali się już uczestnicy wieczornej sesji, w tym Kowalski i Baranowski.
Mistrzostwa świata. Drugie sesje w meczach Antoniego Kowalskiego i Mateusza Baranowskiego
Antoni Kowalski zapewniał, że ciężko trenował przed tymi mistrzostwami świata - dla niego to turniej ostatniej szansy, by utrzymać się w Main Tourze. A potrzebuje w Sheffield awansu minimum do czwartej rundy kwalifikacji, a najlepiej - do fazy finałowej. Dziś zaczął zmagania z Connorem Benzeyem w rewelacyjny sposób - w sesji przedpołudniowej wygrał w ekspresowy sposób osiem z dziewięciu frejmów. I wieczorem miał dopełnić formalności, dołożyć dwa kolejne.
Tak też zrobił, uporał się z rywalem w... pół godziny. Najpierw 62:24, później pogoń za nieco starszym Anglikiem, bo ten rozpoczął wbijanie. Skończyło się na 70:39, a w całym meczu - 10:1. Taką demolką zakończyła się dotąd w Sheffield tylko jedna potyczka: w pierwszej rundzie Marco Fu z Hongkongu wygrał 10:1 z najlepszą snookerzystką z Tajlandii Mink Nutcharut, byłą mistrzynią świata kobiet.
Kowalski zanotował pięć notowanych brejków, czyli ponad 50-punktowych. W niedzielę poprzeczka pójdzie już jednak wyraźnie w górę - jego kolejnym rywalem będzie Joe O'Connor. To 28. zawodnik w światowym rankingu, finalista Championship League z tego sezonu.
O trzecią rundę walczył jeszcze Mateusz Baranowski. Aktualny mistrz Polski miał jednak znacznie trudniejsze zadanie - mocniejszego rywala. Ricky Walden prowadził z Polakiem po pierwszej sesji 5:4, w drugiej dołożył kolejne frejmy.
Zwłaszcza ten dwunasty mógł zaboleć zawodnika z Zielonej Góry - miał różową i czarną na przejęcie partii, a nie trafił w dość klarownej sytuacji. Zamiast 5:7 zrobiło się 4:8. Za moment Walden popisał się ponad 100-punktowym brejkiem i podwyższył na 9:4. A później zamknął spotkanie - wygrał 10:4.













