Radosław Piesiewicz, wciąż prezes PKOl, został na trzy miesiące aresztowany. Prokuratura postawiła mu zarzuty płatnej protekcji zagrożonej karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 oraz zarzut związany z dowolnym zaspokajaniem wybranych wierzycieli, zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 3. To pokłosie afery wokół Zondacrypto.
We wtorek 8 września zebrało się prezydium PKOl na którym ustalono datę spotkania zarządu. W poniedziałek 14 września spośród aktualnych wiceprezesów PKOl zostanie wybrany tymczasowy następca Piesiewicza, który będzie sprawował funkcję do czasu nowych wyborów (wiosną 2027 roku), otwiera się w nowym oknie.
Szymon Łożyński, Interia Sport: Jak pan skomentuje zatrzymanie Radosława Piesiewicza?
Kamil Bortniczuk, były minister sportu i turystyki w latach 2021-2023: Nie byłem zaskoczony, widząc jaką wojnę toczyli moi następcy z Koalicji Obywatelskiej z PKOl-em i Radosławem Piesiewiczem. Myślę, że w powyborczym amoku nie mogli znieść, że ktoś w jakimkolwiek stopniu powiązany nawet nie z partią - bo przecież Pan Piesiewicz żadnych formalnych związków z Prawem i Sprawiedliwością nie miał - ale choćby niektórymi politykami partii opozycyjnej, może zajmować tak eksponowane stanowisko. Pamiętajmy o jednym, wszystkie te problemy rozpoczęły się od tego, gdy jeden z moich następców wciągnął PKOl, a w ślad za tym sportowców i cały polski ruch olimpijski w wojnę polityczną.
Polityka za mocno weszła do PKOl?
Zdecydowanie. Za mocno weszła do sportu w ogóle. Gdy byłem ministrem postanowiłem ograniczyć swoje aktywności polityczne właśnie po to, aby nie wciągać sportu w bieżący spór. Nie ingerowałem w pracę Polskiego Komitetu Olimpijskiego czy związków sportowych. PKOl jest stowarzyszeniem związków sportowych i powinien być wolny od polityki.
Prezydium ustaliło na poniedziałek 14 września datę zarządu, na którym ma zostać wybrany tymczasowy nowy prezes PKOl. To pierwszy krok do odbudowy stowarzyszenia?
Na pewno jakieś kroki trzeba było podjąć. Nie było już wyjścia po tym, jak PKOl został wzięty jako zakładnik w tej polsko-polskiej wojnie.
Nie można jednak obojętnie przejść obok tego, że sponsorem PKOl była firma Zondacrypto, wokół której wybuchła tak potężna afera.
Zacznijmy od praprzyczyny problemu. Dlaczego wśród sponsorów pojawiła się ta firma? Dlatego, że PKOl został "zagłodzony". Przestały go wspierać Spółki Skarbu Państwa jak chociażby Orlen, otwiera się w nowym oknie, które wcześniej od kilkudziesięciu lat pomagały finansowo ruchowi olimpijskiemu. Po wyborach w 2023 roku, motywowane politycznie, zakręciły kurek z pieniędzmi i trzeba było szukać innych źródeł finansowania PKOl.
Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli. W żaden sposób nie chcę wybielać nawiązania współpracy z firmą Zondacrypto, a tym bardziej umieszczenia jej neonu na siedzibie Centrum Olimpijskiego. Musimy jednak pamiętać, co jest przyczyną kłopotów PKOl - niedobór finansów sprokurowany przez polityków. Był taki czas, że ministrowie zamiast zabiegać o większe środki dla polskiego sportu, wywoływali kryzysy, które kończyły się zrywaniem umów sponsorskich. To była momentami wręcz zbrodnia na polskim sporcie.
Gdy zatrzymano Radosława Piesiewicza, podniesiono głosy, że MKOl może zawiesić polskich sportowców. Groźba była realna?
PKOl działa na tych samych zasadach jak związki sportowe. Przypomnijmy sobie jak kilkanaście lat temu minister sportu toczył wojnę z PZPN i jak natychmiast do gry wkroczyły FIFA oraz UEFA, które groziły wykluczeniem reprezentacji i drużyn klubowych z ich rozgrywek.
Związki sportowe, tak samo PKOl, mają być niezależne od władz państwowych. Jeśli dobrze zrozumiałem komunikat MKOl, to tam było ostrzeżenie, że światowe władze zareagują, jeśli rządzący będą próbowali wprowadzić do PKOl-u swojego kuratora czy komisarza. Myślę, że nawet obecna władza nie odważy się na taki ruch i zawieszenie polskich sportowców nie jest realne.
Kogo widziałby pan jako nowego prezesa PKOl?
Zacznijmy od tego, że kiedy ja byłem ministrem to w żaden sposób, czy to bezpośrednio czy jakkolwiek pośrednio, nie angażowałem się w wybory prezesa PKOl. Nie mieszałem się też w żadne wybory prezesów w związkach sportowych. Nie jest to rolą ministra sportu. Sport powinien być apolityczny.
Teraz nie jest już jednak pan ministrem, więc kogo z grona ośmiu wiceprezesów widziałby jako następcę Piesiewicza?
Rozumiem, że rozważamy to teoretyzując, że reprezentuję związek sportowy i mam prawo głosu. Z kandydatów pojawiających się na giełdzie nazwisk wybrałbym Pana Mariana Kmitę.
Dlaczego?
Z wielu powodów. Jest od dłuższego czasu w strukturach PKOl, nie musi się ich uczyć. Reprezentuje organizację, Grupę Polsat, która na bardzo trudnym rynku medialnym potrafi zachować dystans do obu stron politycznego sporu, a nie jest to łatwe. Grupa Polsat ma też duże możliwości finansowe, które mogą pozwolić odbudować finansową niezależność PKOl, by nigdy ponownie nie został wzięty "głodem", w wojnie takiego czy innego ministra, z takim czy innym prezesem.
A co z Robertem Korzeniowskim, który teraz nie może zostać wybrany na tymczasowego prezesa, ale zgłosił swoją kandydaturę na nowe, przyspieszone wybory i chciałby, żeby odbyły się one jeszcze w tym roku. WP SportoweFakty ujawniły też, że tzw. otoczenie polityczne chciałoby, aby tymczasowym prezesem został Adam Korol.
Partia rządząca, ale też jakakolwiek inna partia polityczna, nie powinny mieszać się w wybór tymczasowego, czy później docelowego prezesa PKOl. Jeśli to zrobią, to za rok - po nowych wyborach parlamentarnych - może nas czekać powtórka z rozrywki. Nowy rząd może nie widzieć możliwości współpracy z prezesem, któremu będzie można zarzucić jakiekolwiek upolitycznienie.
Z tego powodu wybór Roberta Korzeniowskiego, który do ubiegłego tygodnia był pracownikiem ministerstwa, nie powinien być brany pod uwagę. To samo dotyczy Adama Korola, jako byłego ministra sportu w rządzie PO.
Da się jeszcze w ogóle odbudować zaufanie do PKOl?
Zdecydowanie tak. Podstawowa zasada, o której tutaj zapomniano - sport musi być wolny od polityki. Sport musi łączyć, a nie dzielić. Sportowcy reprezentują całą Polskę, niezależnie jakie mają poglądy czy jaką wyznają religię. Zawsze walczą dla biało-czerwonych barw i tak powinno pozostać.
Dlatego apeluję do wszystkich polityków, w szczególności byłych, obecnych i przyszłych ministrów sportu, żeby nigdy nie wciągali sportu do polityki, bo na przykładzie ostatnich wydarzeń w PKOl doskonale widzimy, jak to się brzydko kończy.












