Dla Mateusza Baranowskiego i Michała Szubarczyka to decydujący sezon w kwestii walki o utrzymanie się w gronie profesjonalistów. Obaj półtora roku temu wywalczyli dwuletnie przepustki, pierwszy rok lepiej wypadł u nastolatka z Lublina. Tyle że Szubarczyka dopadła zadyszka, przegrywał swoje mecze latem, kolejną sesję eliminacji do turniejów rankingowych zaczął tak samo. W poniedziałek wieczorem zmierzył się z Belgiem Julienem Leclerqiem - mający niemal dwa metry wzrostu rywal dość łatwo wygrał 4:1.
Baranowski zaś w dość kuriozalny sposób awansował w niedzielę do drugiej rundy eliminacji Northern Ireland Open. Jego przeciwnik - Gong Chenzhi... nie zjawił się przy stole. Sędzie orzekł więc walkower na rzecz aktualnego mistrza Polski.
A dziś Mateusz rywalizował już normalnie z innym Chińczykiem. Yuan Sijun, dziś 33. zawodnik w rankingu WST, był zdecydowanym faworytem. I kapitalnie zaczął spotkanie. A później wszystko się odmieniło.
Northern Ireland Open. Mateusz Baranowski walczył o wyjazd do Belfastu
Stawką dwuetapowej kwalifikacji było miejsce wśród 64 najlepszych zawodników turnieju - gwarantujące już 3600 punktów rankingowych. Te decydujące rundy odbędą się za nieco ponad miesiąc w Waterfront Hall w Belfaście.
Baranowski zagrał już w Anglii we wrześniu dwa spotkania, przegrał jednak najpierw z Markiem Joycem 1:4 w przeniesionych do fazy głównej eliminacjach British Open, a później także 1:4 z ósmym w rankingu, byłym mistrzem świata Kyrenem Wilsonem w głównej częsci English Open.

Sijun był zdecydowanym faworytem ich potyczki, przez półtora frejma 26-latek pokazywał wielką klasę, wykorzystał dwie drobne pomyłki Polaka. To dało mu 80-punktowego brejka w pierwszej partii, przerwanego przez przypadkowy faul, gdy białą wpadła do kieszeni razem z czerwoną. A w drugim frejmie odskoczył na 46:0, gdy dość przypadkowo biała zbiła się z czerwoną przy odstawnej. Polak nie miał łatwiej sytuacji, ale w końcu sam zaczął punktować. I gdy już się wydawało, że ma pełną kontrolę, prowadził 52:46, pogubił się przy próbie wbicia ostatniej czerwonej. Były zły, uderzył w stół.
To Chińczyk ponownie objął prowadzenie, ale i on zaliczył wpadkę na zielonej. Baranowski wykorzystał szansę, wyrównał na 1:1. Równie zacięta była trzecia partia, znów Zielonogórzanin okazał się lepszy w końcówce. Później podwyższył na 3:1, dość pewnie, ale pozostał jeszcze jeden krok. Grali bowiem do czterech wygranych frejmów.
Chińczyk prowadził w niej 69:0, na stole - w najlepszym układzie, zostało 75 punktów. I wtedy zaczął punktować Polak, już pierwsze wbicie wymagało sporych umiejętności. Baranowski wpadł w trans, wyczyścił stół. I całego frejma wygrał jednym punktem.
W fazie głównej, za miesiąc, zagra z Garym Wilsonem. W czwartek z kolei mistrza Polski czeka pojedynek ze Stephenem Maguirem w eliminacjach International Championship.
Mateusz Baranowski (Polska, 84) - Yuan Sijun (Chiny, 33) 4:1
Frejmy: 4:80, 70:56, 70:59, 76:1, 70:69.













