Bez Polaków, za to z finałem marzeń. Kradzież dnia i historyczna chwila w UK Championship
Choć już dawno bez reprezentantów naszego kraju, to jednak tegoroczna edycja UK Championship wywołuje wyjątkowe zainteresowanie do samego końca także w Polsce. A to za sprawą renesansu formy Marka Selby'ego, czterokrotnego mistrza świata, który w porywającym stylu awansował w sobotę tuż przed północą do wielkiego finału. I spróbuje go wygrać pierwszy raz od 2016 roku, choć zadanie czeka go niełatwe. Rywalem będzie bowiem lider światowego rankingu i obrońca tytułu w York Barbican.

Turniej UK Championship to jeden z trzech tworzących tzw. "Potrójną Koronę" - najbardziej prestiżowych w kalendarzu całego sezonu. Obok mistrzostw świata i The Masters. Tegoroczna edycja zmagań w Anglii dla polskich kibiców była już i tak wyjątkowa, bo na liście startowej znalazło się aż czterech naszych zawodników. Żaden z nich nie przeszedł jednak czterostopniowych eliminacji w Robin Park Leisure Centre w Wigan, choć ze świetnej strony pokazał się zaledwie 14-letni Michał Szubarczyk.
Pokonał legendę snookera Jimmy'ego White'a, później Jordana Browna z Irlandii Północnej, zatrzymał się dopiero na trzeciej rundzie. W drugiej swoje mecze przegrali z kolei Mateusz Baranowski i Antoni Kowalski, a w pierwszej - Krzysztof Czapnik. Ten ostatni ma status amatora, w piątek grał w piątej serii zawodów Q-Schools, ale przegrał mecz w 1/32 finału. To jedna ze ścieżek do miejsca w World Snooker Tour.
Główna część rywalizacji odbywa się oczywiście w York Barbican - z udziałem 32 najlepszych snookerzystów. W sobotę wyłoniono finalistów, jeszcze w systemie Best-of-11, czyli do sześciu wygranych frejmów. A niedzielny mecz o tytuł odbędzie się już na dłuższym dystansie - triumfator musi wygrać aż 10 rozgrywek.
Dwaj zdobywcy "Potrójnej Korony" w finale UK Championship. Lider rankingu kontra legenda
Tak jak np. w tenisie czy piłce nożnej, niektórzy snookerzyści mają wielkie grono sympatyków na całym świecie. Takim zawodnikiem jest właśnie Mark Selby, jego sympatycy nazywają siebie "selbiarzami". Czterokrotny mistrz świata, zawodnik z 24 rankingowymi tytułami w karierze, wielokrotny lider światowej listy. Teraz może i poza najlepszą dziesiątką, bo do zmagań w Yorku przystępował jako jedenasty. To się jednak zmieni, już zapewnił sobie awans na minimum ósmą pozycję, a jest o włos od wyprzedzenia Ronniego O'Sullivana.

42-latek z Leicester, gdy jest w formie, potrafi ocierać się o snookerową magię. Tyle że tej formy trochę brakowało, a gdy się pojawiał bardzo dobry wynik, to za chwilę dochodziło do zaskakującej wpadki. Jak w Szanghaju, gdy w ćwierćfinale pokonał w ćwierćfinale 6:4 Judda Trumpa, by w półfinale ulec nisko notowanego Anglikowi Aliemu Carterowi.
Przełomem był już niedawny nierankingowy turniej "Champion of Champions" - Selby go wygrał z przytupem, pokonał m.in. Marka Williamsa i Neila Robertsona, a w finale - 10:5 Judda Trumpa. W Yorku też wszystkie mecze wygrywał dość wyraźnie, w boju o finał Selby zmierzył się z Shaunem Murphym. I był to mecz godny finału. Gdy nieco ponad dwa miesiące temu rywalizowali o finał British Open, Murphy zdemolował młodszego o rok rodaka 6:1.
Tym razem do powtórki nie doszło, mimo że Murphy był w świetnej dyspozycji. Kluczowe momenty? Na pewno drugi frejm, w którym Shaun najpierw wykorzystał jeden z niewielu błędów Selby'ego, przejął inicjatywę. I przy wyniku 68:32, gdy do objęcia prowadzenia 2:1 potrzebował jeszcze tylko wbicia czerwonej, pomylił się w tak nieskomplikowanej sytuacji.

Selby miał trudny dalszy układ, ale w mistrzowski sposób przeszedł do ostatniej czerwonej bili, a później wyczyścił stół. Wbicie czarnej dało mu wygraną 73:68, komentatorzy w Eurosporcie mówili o wybitnej "kradzieży".
A za chwilę było już 1:3, choć Murphy prowadził we frejmie 32:0. I tak odstawił białą, że wpadła ona do bocznej kieszeni. Selby z okazji skorzystał, uciekł na wystarczający dystans. W całym meczu miał doskonałą skuteczność, zaledwie 12 uderzeń było bez wbić.
W ćwierćfinałowym spotkaniu z Johnem Higginsem Murphy przegrywał już 1:4 i 3:5, a jednak potrafił pokonać Szkota. W sobotę też przegrywał 1:4 i 3:5, ale Selby na drugi taki cud nie pozwolił. Ósmy frejm był jego popisem, zaliczył 127-punktowy brejk. I awansował do finału.
A zmierzy się w nim z Trumpem, który wcześniej przegrywał 2:3 z Neilem Robertsonem, ale później dorzucił Australijczykowi cztery frejmy.
I będzie to finał marzeń - na dystansie Best-of-19. Początek w niedzielę o godz.14.











