Bad Bunny wystąpił na Super Bowl. Nie był sam, nagle pojawiła się Lady Gaga
W nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu cały świat spoglądał na Santa Clarę. To właśnie w tym mieście odbył się tegoroczny Super Bowl, który wyłonił nowego mistrza NFL. Po dwóch kwartach tradycyjnie kibice byli świadkami występu z okazji Halftime Show. Tym razem kilkudziesięciotysięcznej publiczności zaprezentował się Bad Bunny. Znanemu artyście groziło w pewnym momencie aresztowanie. Skończyło się jednak na strachu. A fanów zachwyciła także między innymi Lady Gaga.

Bad Bunny przeżywa obecnie swoje najlepsze chwile w dotychczasowej karierze muzycznej. Wyjątkowy okres w życiu gwiazdora rozpoczął się zaledwie kilka dni temu, kiedy odebrał prestiżową statuetkę Grammy w kategorii Album Roku. Raper cieszył się wtedy podwójnie, ponieważ przeszedł do historii jako pierwszy artysta śpiewający po hiszpańsku z tego typu nagrodą. Równie wielkie podekscytowanie towarzyszy mu również dzisiaj. Tym razem oczy skierował na niego cały świat za sprawą występu w przerwie Super Bowl.
"Wczoraj w nocy nie mogłem spać. (…) Wiem, że cały świat będzie szczęśliwy w tę niedzielę, będzie się dobrze bawił, tańczył i miło spędził czas" - mówił w przededniu widowiska na oficjalnej konferencji prasowej, cytowany przez "bbc.com". "Chcę po prostu tam być. Jestem po prostu gotowy, żeby to zrobić. Chcę to poczuć. Chcę, żeby ludzie to oglądali i czerpali z tego radość" - to z kolei słowa Portorykańczyka na łamach "billboard.com". Jedynym problemem były tylko niepokojące doniesienia z otoczenia Donalda Trumpa.
Bad Bunny porwał publiczność podczas Halftime Show. Na scenie też goście specjalni
31-latkowi groziło aresztowanie przez funkcjonariuszy ICE. Z powodu jego pochodzenia oraz odważnych opinii wygłaszanych na temat obecnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych. "Nie ma miejsca, w którym można zapewnić bezpieczne schronienie osobom przebywającym w tym kraju nielegalnie. Ani Super Bowl, ani nigdzie indziej. Znajdziemy cię, zatrzymamy, umieścimy w areszcie i deportujemy" - wypalił Corey Lewandowski, były szef sztabu wyborczego Donalda Trumpa.
Finalnie skończyło się na strachu. Portorykańczyk zaserwował podekscytowanej publiczności kilka hitów, wcześniej zaliczył efektowne wejście, niosąc piłkę, na której umieszczono wymowne hasło "Wszyscy jesteśmy Ameryką".
Muzyk następnie wymienił nazwy krajów Ameryki Środkowej i Południowej, towarzyszący mu tancerze nieśli z kolei flagi wspomnianych państw. W tle pokazano billboard z hasłem "Jedyną rzeczą potężniejszą od nienawiści jest miłość". Te elementy były wyraźną odpowiedzią na to, co w ostatnim czasie dzieje się w Stanach Zjednoczonych, w tym na brutalne zachowanie policji imigracyjnej ICE.
Ponadto w gościnie pojawiła się Lady Gaga. Koniec niespodzianek dla kibiców? Nic z tych rzeczy. Na prowizorycznej scenie wystąpiła również ikoniczna postać dla kraju Bad Bunny'ego, czyli Ricky Martin. W Santa Clara wybrzmiały takie utwory jak "BAILE INoLVIDABLE" czy "Gasolina".
W lepszych humorach fragmentu koncertu słuchali futboliści Seattle Seahawks. Ekipa ze stanu Waszyngton do szatni udała się przy prowadzeniu 9:0. Każdy z punktów został zdobyty po udanym kopnięciu na bramkę.













