Aż 116 pkt Polaka na starcie z mistrzem świata. Trzy frejmy różnicy
Bez względu na wynik swojego spotkania w Crucible Antoni Kowalski już zapisał się w historii snookera - jako pierwszy Polak, który dotarł do głównej fazy mistrzostw globu. Aby znaleźć się w drugiej, musiał pokonać Marka Williamsa - legendę, trzykrotnego mistrza świata. Zaczął znakomicie, zaskoczył rywala. A później Walijczyk pokazał, dlaczego od tylu lat wciąż jest w światowej czołówce. Dokończenie meczu w niedzielę wieczorem, na razie bliżej awansu jest 51-latek.

18 kwietnia 2026 roku - ta data będzie wpisana już na stała do historii światowego snookera. Polska, jako 21. kraj, miała swojego przedstawiciela w finałowym turnieju mistrzostw świata.
Tym debiutantem okazał się 22-letni Antoni Kowalski, który cztery dni temu pokonał Walijczyka Jamiego Jonesa w czwartej rundzie eliminacji. I jako pierwszy nasz zawodnik w historii zameldował się w Crucible.
W Sheffield na placu boju zostało 32 najlepszych snookerzystów świata. Większość z nich do "wyjadacze" - zawodnicy doświadczeni, mający w swoim sportowym CV dziesiątki, jeśli nie setki, takich spotkań jak to dzisiejsze. Kowalski chciał wylosować Marka Williamsa - legendę tej dyscypliny. Zawodnika z rocznika 1975, podobnie jak Ronnie O'Sullivan czy John Higgins. Trzykrotnego mistrza świata, który rok temu był o krok od czwartego tytułu. Przegrał jednak wielki finał z Zhao Xintongiem.
A teraz powiedział, że jeśli wygra tytuł, pojedzie do Cardiff... na golasa. Zwykł zaś dotrzymywać słowa.

Dla Williamsa to już 27. występ w Crucible, sześć razy odpadał w eliminacjach. Ma blisko 900 stupunktowych brejków w Main Tourze.
A Polak nie zamierzał się tym przejmować. On już jedno swoje marzenie spełnił, został ciepło przywitany przez kibiców w Crucible, gdy wyłonił się już ze słynnego korytarza. I ładnie przywitał go też znany prezenter Rob Walker - przypomniał, że to pierwszy Polak w historii w MŚ.
Na dziś mieli zaplanowaną pierwszą sesję - składającą się maksymalnie z dziewięciu frejmów. A druga nastąpi w niedzielę - po godz. 20. Wtedy poznamy zawodnika, który - dzięki dziesięciu wygranym partiom, wystąpi w 1/8 finału.
Mistrzostwa świata w snookerze. Antoni Kowalski zadebiutował w Crucible. Rywalem Mark Williams
Polak zaczął ten mecz w taki sposób, jakby nie czuł żadnej presji. Odważnie, czuł sukno na stole w Crucible. Od raz popisał się też takim zagraniem spod brzucha, z jakiego słynie 51-letni Walijczyk. Kamery od razu zresztą pokazały twarz Williamsa.

Polak zaś przywitał się z mistrzostwami świata w najlepszy możliwy sposób - wygrywającym podejściem. Z pomocą przyrządu wbił czerwoną na wystarczającą przewagę, wtedy pojawił się gest ulgi. A tu jeszcze była szansa na "setkę" - dwunastą w caym sezonie. Nie udało się, w końcu się pomylił. Ale wynik 82:0 sprawił, że Williams nie zdecydował się już na podejście do stołu.
Na dobrą sprawę Zielonogórzanin powinien prowadzić po dwóch frejmach 2:0, miał kilka okazji, by zapewnić sobie tę partię. A prowadził już 34:0, 41:5, później miał łatwe szanse na czerwonej i żółtej. Wygrywał też 57:34, na stole zostało 25 punktów, gdy Williams ustawił świetnego snookera do zielonej. Polak popełnił pięć fauli, ale i tak nic nie było jeszcze rozstrzygnięte. Zdecydowały ostatecznie trzy najwyższe kolory. I jeden błąd Kowalskiego, który wystawił je rywalowi na tacy.
Polak jednak odpowiedział podobną "kradzieżą" w czwartym frejmie, bo trzeciego wyraźnie przegrał. Sam zdobył 21 punktów, ale później spudłował. A Walijczyk, świetnym wbiciem, zbudował sobie wygrywającą przewagę.
Ale w tym czwartym nawet i trzykrotny mistrz świata został skarcony za swoją niedokładność. Bo miał prowadzenie 43:6 i dobry układ na wynik 3:1 przed regulaminową przerwą. A dał szansę 22-latkowi z Polski - Kowalski zagrał tu znakomicie.
Remis przed przerwą, remis po niej. 3:3 w debiucie Polaka. Zostały trzy ostatnie partie
Po wznowieniu dalej trudno było wskazać lepszego - Williams zapisał na swoim koncie piątą rozgrywkę, Kowalski zaś - szóstą. Nasz zawodnik nie bał się odważnych zagrań, przewagę dał mu świetny dubel. Ważne było, by z tych trzech pozostałych frejmów wygrał przynajmniej jeszcze jednego. By w niedzielnej drugiej sesji mieć w najgorszym wypadku wynik 4:5. Ale może i lepszy.
Miał szansę już w siódmej partii, bo choć przegrywał 44:60, to jednak on budował brejka. I zostały same kolory, żółtą Polak miał na wprost kieszeni. A skoro sam nie trafił, to były mistrz świata skorzystał z okazji. I po trzech kwadransach gry zapisał czwarty punkt na swoim koncie.

A później Polak znów był zły na swój zły wybór, złe dostawienie do czerwonej po kolorze. Gonił od stanu 0:50, miał już 35-punktowego brejka. I nie trafił ostatniej czerwonej na stole, zostawił ją do ścięcia rywalowi. A Williams oczywiście skorzysał. I pierwszy raz w meczu uzyskał dwa frejmy przewagi.
A później trzy, choć nic tego nie zapowiadało. Polak świetnie zaczął, zdobył 41 punktów. Williams nie miał dobrego układu na start brejka, ale dał radę. I zdobył 50 punktów, gdy też się jednak pomylił. Tym razem Polak też nie zdołał odwrócić losów.
Williams prowadzi więc 6:3, dokończenie meczu w niedzielę po godz. 20. Aby awansować do drugiej rundy, Polak będzie musiał okazać się lepszy w aż siedmiu frejmach.
Mark Williams (Walia, 6) - Antoni Kowalski (Polska, 69) 6:3
Frejmy: 0:82, 75:61, 85:21, 43:73, 78:0, 7:75, 74:44, 74:35, 73:45.














