Sen o igrzyskach olimpijskich w Polsce. "Jest coś ważniejszego niż zawody sportowe"
Polska rozpoczęła starania, by w 2040 roku zorganizować igrzyska olimpijskie. Trwają prace nad Strategią Rozwoju Polskiego Sportu, działa też grupa robocza, której celem jest stworzenie aplikacji i kandydowanie do roli gospodarza imprezy. - Dążenie do organizacji igrzysk, sama droga jest równie ważna jak zawody. One mogą być ukoronowaniem tego, co chcielibyśmy, żeby wynikło ze strategii. Poprawa kondycji polskiego społeczeństwa, zmiana podejścia, zrozumienie, jak ważna w życiu każdego człowieka jest aktywność, a nawet przyszła zdolność do obrony ojczyzny - podkreśla Adam Korol, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Andrzej Klemba, Interia: Zacznijmy od tego, że powstaje diagnoza polskiego sportu, czyli aktywności naszego społeczeństwa. Wiadomo już, co z niej wynika?
Adam Korol, mistrz olimpijski w wioślarstwie: Jesteśmy w trakcie zbierana wszystkiego w jedną całość. To będzie część strategii rozwoju polskiego sportu. O tym już rok temu zaczął mówić poprzedni minister sportu. Wtedy została podpisana umowa z firmą doradczą PwC i od tego momentu trwają prace. Doradcą ministra wtedy był Robert Korzeniowski, który nadal jest odpowiedzialny za strategię. O tym też trzeba mówić w kontekście igrzysk, bo same zawody bez drogi dojścia do nich nie mają sensu. Mówię o tym w dużym uproszczeniu, bo jeszcze nie mamy przyznanych igrzysk, ani nawet stworzonej aplikacji. Jeżeli jednak chcemy się ubiegać o tę imprezę, to potrzebujemy szczegółowej diagnozy. Taką ogólną, to każdy z nas, który choć trochę siedzi w sporcie, zna. I widzi, jaki mamy stan naszego społeczeństwa, szczególnie jeśli chodzi o najmłodszych, którzy w kontekście igrzysk mieliby nas reprezentować.
Z szeroko pojętą kulturą fizyczną jest coraz gorzej
Na jakim jesteśmy etapie w staraniach o igrzyska?
- Na bardzo wstępnym. Doszło do powołania grupy roboczej, która będzie krok po kroku realizowała zadania zgodnie z przepisami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Są w niej osoby z różnych dziedzin, przedstawiciele ministerstwa sportu i innych resortów, mediów, samorządów, Polskiego Komitetu Olimpijskiego i związków sportowych.
Zwieńczeniem strategii rozwoju polskiego sportu mają być igrzyska olimpijskie?
- Nie do końca, bo one albo będą w Polsce, albo nie. Dążenie do organizacji igrzysk, sama droga jest równie ważna, jak zawody. Igrzyska mogą być ukoronowaniem tego, co chcielibyśmy, żeby wynikło ze strategii. Poprawa kondycji polskiego społeczeństwa, zmiana podejścia, zrozumienie, jak ważna w życiu każdego człowieka jest aktywność. I trzeba brać pod uwagę wiele aspektów dotyczących naszego zdrowia, a nawet przyszłej zdolności do obrony ojczyzny. Wie pan doskonale, ile z tych młodych osób, które teraz trenują, pojedzie na igrzyska. Trenuje ich dziesiątki, czasem setki tysięcy w jednej dyscyplinie, a reprezentacja liczy kilkaset osób. Pojedzie więc promil. Ważne jest, żeby zarazić nasze społeczeństwo ideą zdrowego trybu życia. Aktywność to po prostu przepis na zdrowie. Są kraje europejskie, w których lekarze właśnie na recepcie wypisują potrzebę ruchu. Aktywność sprawia, że schorzenia albo ustępują, albo łagodnieją. Wśród moich znajomych są tacy, którzy mieli problemy z nadciśnieniem czy z cukrzycą. Zmiana stylu życia, z nieaktywnego na aktywny, najprostsze formy ruchu - spacer, rower, trochę biegu, tylko regularnie, spowodowały bardzo duże cofnięcie tych przypadłości. A jak weźmiemy statystyki, to choroby układu krążenia są jednym z najczęstszych powodów zgonów. Większość życia byłem zawodowym sportowcem i nie rozumiałem, jak można iść spacerować. Biegałem, jeździłem na rowerze, pływałem. A teraz doceniam fakt, że mogę pochodzić. Pilnuję się, by każdego dnia przejść co najmniej dziesięć tysięcy kroków. Bez względu na to, jaka jest pora roku, norma musi być zrobiona, a najlepiej przekroczona. Do takich form musimy zachęcać nasze społeczeństwo.
Jest pan pięciokrotnym olimpijczykiem. Dlaczego igrzyska olimpijskie to takie wyjątkowe wydarzenie?
- To jest sprawa narodowa. Ogromnej dumy, która przemawia przez społeczeństwo. Ja to widziałem, jako uczestnik rzeczywiście pięć razy. Państwa, które organizowały igrzyska, ich obywatele, naprawdę byli dumni, że goszczą najważniejszą na świecie imprezę dla całego sportu. To zawody dla najlepszych. Oczywiście zawsze cieszymy się z medalistów, ale to około dziesięciu tysięcy zawodników, którzy startują w igrzyskach. To sportowcy, którzy przeszli wiele etapów selekcji i zostali wybrani spośród milionów trenujących różne dyscypliny sportu. To również ogromny skok, jeżeli chodzi o możliwości rozbudowy infrastruktury. Choć Francja pokazała na ostatnich igrzyskach, że można wykorzystywać obiekty nie tylko sportowe, ale też kulturalne, by w nich rozgrywać różnego rodzaju dyscypliny. Szermierka czy boks były właściwie w centrum miasta. Kiedyś to było nie do pomyślenia i każdą arenę trzeba było stworzyć od zera. A teraz można, a wręcz MKOl do tego zachęca. Euro 2012 w Polsce to był dla nas ogromny skok, jeżeli chodzi o rozbudowę infrastruktury. Powstały nie tylko nowe stadiony, ale też cała infrastruktura wokół nich, a do tego sieci drogowe. W moim Gdańsku wybudowano choćby tunel pod Martwą Wisłą. Teraz jesteśmy cywilizacyjnie kilka kroków do przodu. Mamy rozbudowaną sieć autostrad i lotnisk. W kontekście igrzysk w 2040 roku powinien już działać Centralny Port Komunikacyjny. Mówiąc o tej imprezie, mówimy Igrzyska Olimpijskie Polska - Warszawa. Nie wszystkie dyscypliny odbywałyby się w stolicy. To jest projekt narodowy. Żeglarstwo? Pewnie w Gdańsku lub w Gdyni. Wioślarstwo czy kajakarstwo? Nie ma sensu budowy nowego toru w Warszawie, tylko warto skorzystać z najpiękniejszego toru w Europie, jakim jest poznańska Malta. Ta infrastruktura w zupełności wystarcza do rozegrania igrzysk, bo tam były przecież mistrzostwa świata. Ktoś powie, że potrzebny jest tam tor rozgrzewkowy. A jak nie będzie, to co? Skoro na igrzyska w Los Angeles można skrócić konkurencję w wioślarstwie z 2000 metrów do 1500 metrów, to można też rozegrać bez toru rozgrzewkowego.
Nie pierwszy raz Polska chce zostać gospodarzem igrzysk olimpijskich. Jak przekonać tych, którzy już narzekają, że igrzyska kosztują miliardy i zwykle są deficytowe?
- Jeżeli będziemy tak do tego podchodzić, to nigdy nic nie zrobimy. Skąd się bierze założenie, że na pewno będą deficytowe? Trzeba w przemyślany sposób wykorzystać to, co już mamy w zakresie infrastruktury, a po drugie budując coś nowego, mieć pomysł na spożytkowanie nowych obiektów, a ich nam wciąż brakuje. Najgorszym przykładem były igrzyska olimpijskie w Atenach. To była rzeczywiście deficytowa impreza, bo trzeba było większość obiektów wybudować od nowa i Grecy nie mieli pomysłu, co z nimi potem zrobić. Nie możemy tylko patrzeć w takim kontekście, czy zarobimy, czy nie. Trzeba pomyśleć, co zostanie po igrzyskach. I wracamy do strategii, że tę drogę dojścia chcielibyśmy ukoronować zawodami. Najważniejsze jest jednak to, żeby nasze społeczeństwo zmieniło podejście do szeroko pojętej kultury fizycznej. Ta strategia ma powstać nie tylko dla przyszłych sportowców, olimpijczyków, ale dla wszystkich Polaków. By uwierzyli w dobro płynące ze zwykłego codziennego ruchu, by stał się nawykiem, chociażby to robienie dziesięciu tysięcy kroków. Jako dorośli namawiajmy, czy wręcz nakazujmy dzieciom, żeby się ruszały, bo to głównie na nas, rodzicach taki obowiązek spoczywa, nie na szkole czy klubie sportowym. Jak rodzic nic nie robi, to jaki daje przykład? Jak ciągle siedzi na kanapie i patrzy w telewizor, to skąd syn czy córka mają czerpać wzór, skąd nauczyć się o konieczności uprawiania sportu w różnej postaci, a w obecnych czasach możliwości są nieograniczone.
Pamiętam, jak w 2013 roku pojawił się budżet zimowych igrzysk, które miały być w Krakowie z pomocą Słowacji. 21 miliardów wpłynęło na wyobraźnię Polaków i w referendum krakowianie odrzucili ten pomysł. Co zrobić teraz, by nie mówiło się tylko o ogromnych wydatkach?
- Przede wszystkim to jest mocne uproszczenie, że tylko wydamy. Proszę, chociażby zwrócić uwagę, ile przychodów generują igrzyska na przykład w branży turystycznej. Taka impreza sportowa powoduje napływ setek tysięcy kibiców z zagranicy, którzy przyjadą oglądać swoich idoli. Poznają nasz kraj i mogą przyjechać ponownie właśnie w celach już typowo turystycznych, żeby zobaczyć, co Polska ma do zaoferowania. To jedna rzecz, a mówiliśmy o niedoborze infrastruktury sportowej. To, co zostanie wybudowane, będzie wykorzystywane przez kolejne pokolenia. To będzie dobro narodowe, a nie jest tak, że nic po sobie igrzyska nie pozostawią. Polska znajdzie się też na mapie tych państw, w których odbyła się najważniejsza impreza sportowa na świecie. Będzie odmieniana przez wszystkie przypadki. Nie ma lepszej promocji kraju poprzez sport i przez tak ogromne wydarzenie. I wrócę do strategii, bo ja mam nadzieję, że igrzyska będą ukoronowaniem tej drogi, zmiany nastawienia i myślenia o codziennej aktywności fizycznej. A statystyki naprawdę są przerażające i z roku na rok jest coraz gorzej.
Jesteśmy jednym z liderów w bardzo złej klasyfikacji, jeżeli chodzi o najszybciej tyjące społeczeństwo wśród tych najmłodszych. Bierze się to oczywiście z braku ruchu i dostępności jedzenia zawierającego dużo cukru.
W Warszawie nie ma ani hali z prawdziwego zdarzenia, ani stadionu lekkoatletycznego. Pojawiły się pomysły, by przebudować PGE Narodowy, ale jest też Stadion Śląski, gotowy do goszczenia lekkoatletów.
- To jest jeszcze naprawdę wstępny etap. Jeżeli mówimy o Igrzyska Olimpijskich Polska - Warszawa, to wiadomo, z czym związany jest i do czego potrzebny jest stadion lekkoatletyczny. Tu odbywa się ceremonia otwarcia i zamknięcia igrzysk, a także są zawody lekkoatletyczne, które wzbudzają olbrzymie zainteresowanie i wielkie emocje. Nie wyobrażam sobie, żeby takie wydarzenia mogłoby odbywać się poza Warszawą. To musi być w stolicy. Budowanie nowego stadionu? Pewnie nie, jest rzeczywiście ciekawa koncepcja rozbudowy stadionu, ale trzeba przede wszystkim sprawdzić, czy jest wykonalna.



















