Rozżalona polska mistrzyni. Nie oszczędza związku. "Z wilka stałam się lwem"
Polskie ciężary nie wywalczyły żadnej kwalifikacji na igrzyska olimpijskie w Paryżu. To katastrofa dla tej dyscypliny sportu, która była na igrzyskach reprezentowana - poza bojkotem igrzysk w 1984 roku - na wszystkich zawodach od 1952 roku. Ostatni raz Biało-Czerwonych zabrakło w 1948 roku. To tylko pokazuje skalę upadku podnoszenia ciężarów w Polsce. Teraz trzeba liczyć na łut szczęścia przy relokacjach. Najbliżej szansy występy na w Paryżu jest Weronika Zielińska-Stubińska. Nasza mistrzyni Europy podzieliła się teraz z kibicami swoimi emocjami.

Nie ma co ukrywać, że Weronika Zielińska-Stubińska ma prawo czuć się rozżalona. Obecnie jest ona najjaśniejszym punktem polskiej reprezentacji, a tymczasem przez wiele miesięcy, zamiast skupiać się na walce o igrzyska, musiała walczyć z Polskim Związkiem Podnoszenia Ciężarów (PZPC).
Działacze chcieli pozbawić tę sztangistkę prawa startu w igrzyskach olimpijskich już na samym początku kwalifikacji. Początkowo nie znalazła się na zamkniętej już liście zgłoszeń do mistrzostw świata w podnoszeniu ciężarów. Otrzymała też pismo, że nie ma możliwości dokooptowania jej. Jak się jednak okazało, było to możliwe.
Związek rzucał kłody pod nogi mistrzyni Europy. Ta nie pozostawiła tego bez komentarza
Zielińska-Stubińska pojechała w końcu do Rijadu (Arabia Saudyjska) i była najlepszą z grona kadrowiczek. Tym samym utarła nosa działaczom, a przede wszystkim trenerowi reprezentacji Antoniemu Czerniakowi.
Mimo kłód rzucanych pod nogi przez Polski Związek Podnoszenia Ciężarów dopięła swego. Jakby tego było mało, kilka miesięcy później została mistrzynią Europy. Byłą też najbliżej z grona Polaków uzyskania kwalifikacji olimpijskiej. Zielińska-Stubińska nie trenuje jednak według planów szkoleniowca kadry Czerniaka, ale według programu przygotowanego przez jej trenerkę Paulinę Szyszkę. I o to była właśnie cała wojna.
Sytuację dość szczegółowo opisywaliśmy na stronach Interia Sport.
Zielińska-Stubińska systematycznie dźwigała coraz większe ciężary, ale zabrakło niestety do kwalifikacji olimpijskiej.
W igrzyskach w Paryżu będzie tylko dziesięć kategorii wagowych (pięć u kobiet i pięć u mężczyzn). W każdej z nich wystąpi 12 osób. Każdy kraj będzie mógł wystawić jednak tylko po trzy kobiety i trzech mężczyzn. Jeśli zatem nikt z Polaków nie znajdzie się w "12" rankingu, wówczas trzeba będzie liczyć na relokacje. Zielińska-Stubińska jest sklasyfikowana najwyżej z naszego kraju. Wciąż może zatem liczyć na łut szczęścia. O tym, czy pojedzie na igrzyska, dowie się najwcześniej pod koniec maja.
Po ostatnim starcie, w którym walczyła o wynik, dający bilet do Paryża, napisała w mediach społecznościowych:
Ten rok to była ciągła walka z wiatrakami, może gdybym miała spokojniejszą głową, byłoby lepiej. Tylko ja i paulina Szyszka wiemy, ile nas to kosztowało nerwów, zdrowia i ciągłej walki o swoje. O wielu rzeczach nie mówiłyśmy głośno, bo nie mamy na celu kolejnej wojny medialnej. Nie wiem, co dalej. Czas pokaże! Na pewno ten rok odmienił mnie jako człowieka i sportowca. A działania Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów przyczyniły się do tego, że z wilka stałam się lwem. Dzięki serdeczne, essa.

W historii igrzysk olimpijskich Polska najwięcej medali wywalczyła w lekkoatletyce (66). Trzecią siłą polskiego sportu jest podnoszenie ciężarów. Sztangiści zdobyli na pomoście aż 34 medale olimpijskie. Tyle że ostatni w 2012 roku. Kryzys rozpoczął się w 2016 roku, kiedy to afera dopingowa wstrząsnęła polskimi ciężarami.
Od 72 lat nasi sztangiści nieprzerwanie stawali do olimpijskiej rywalizacji w latach 1956-2012 z każdych igrzysk przywozili medale.













