Polka nie wytrzymała, tego było za dużo. Ogromne emocje "puściły" po finale
Po słowach Doroty Borowskiej w kierunku Sylwii Szczerbińskiej, swoją drogą nie po raz pierwszy wypowiedzianych podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu, ich adresatka tym razem się rozpłakała. Nasze kanadyjki zajęły piąte miejsce w finale dwójek na 500 m igrzysk olimpijskich. - Wydaje mi się, że zrobiłyśmy wszystko, na ile było nas stać. Ja jestem bardzo dumna z tego wyścigu - mówiła dziennikarzom Borowska, która tuż przed igrzyskami miała zaprzątniętą głowę walką o oczyszczenie się z zarzutów o stosowanie dopingu

Wyścig z udziałem Polek wygrały Chinki Shixiao Xu i Mengya Sun. Drugi miejsce zajęły Ukrainki Ludmiła Łuzan i Anastasija Rybaczok, a na najniższy stopnień podium wjechały na metę Kanadyjki Sloan Mackenzie i Katie Vincent.
Sylwia Szczerbińska: Wzruszyły mnie słowa Doroty
- Tak jak wspominałyśmy, w torze oddałyśmy serce. Rywalki dzisiaj były silniejsze i mocniejsze, ale to nie znaczy, że my byłyśmy słabe. Tak naprawdę liczyłyśmy się w stawce, co ma dla sportowca bardzo duże znaczenie. Oczywiście każdy marzy o medalu, ale sport niesie ze sobą wartości dużo większe niż medale. Przede wszystkim umiejętność oddania wszystkiego w wyścigu, czyli cecha, którą nie każdy ma. A my pokazałyśmy, że wiosłujemy pomimo problemów, które miałyśmy - opowiadała Dorota Borowska.
Podkreśliła także dumę z faktu, że w tych okolicznościach zdołały zebrać się w sobie na tyle, że zostały piątą załogą olimpijską. - Dziękuję ci, Sylwia. Po prostu dziękuję! - dodała Borowska. Sytuacja jako żywo przypominała naszą pierwszą rozmowę, przeprowadzoną po wyścigu eliminacyjnym, jednak z zasadniczą różnicą. Wówczas Szczerbińska wytrzymała napięcie, choć dodała, że czuje wzruszenie po takim wyznaniu.
Tym razem już nie pohamowała łez.
- Co ja mogę powiedzieć... Wzruszyły mnie słowa Doroty. Ja także jestem szczęśliwa, że mogłyśmy tutaj wystartować, bo nasza droga ostatnio była naprawdę bardzo ciężka. Dlatego piąte miejsce, w jakimś sensie, jest dla nas obu nagrodą. Jeszcze cztery dni temu nie wiedziałyśmy, czy w ogóle tutaj wystartujemy - mówiła drżącym głosem 26-letnia kanadyjkarka.
Artur Gac, Paryż














