Małysz nie patyczkuje się ws. afery. Tomasiak wciąż czeka, mówi o dymisji
Wciąż nie kończy się zamieszanie związane z PKOl oraz Zondacrypto, której problemy spowodowały brak wypłacenia nagród finansowych dla medalistów niedawnych zimowych igrzysk olimpijskich. Na pieniądze wciąż czeka choćby Kacper Tomasiak. Część działaczy natomiast chce dymisji Radosława Piesiewicza. W mocnych słowach o prezesie komitetu wypowiedział się Adam Małysz.

Zdecydowanie nie tak miała wyglądać wiosna dla naszych sportowych gwiazd, które stanęły na podium podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie oraz Cortinie d'Ampezzo. Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek oraz Władimir Semirunnij wciąż martwią się o nagrody finansowe obiecane im jeszcze przed imprezą. Powód? Ogromne problemy firmy Zondacrypto. Z tego powodu dużo krytyki skierowano w stronę Radosława Piesiewicza.
Sternik PKOl nie chce opuścić swojego stanowiska, ale działacze na wszelkie sposoby próbują doprowadzić do sporych zmian. Kilka dni temu głośno zrobiło się o piśmie, które może doprowadzić do Nadzwyczajnego Wolnego Zgromadzenia organizacji. "Nie można jednocześnie być przeciw prezesowi, krytykować go, ale nic nie robić, by go odwołać. Mam nadzieję, że uda nam się zebrać odpowiednią liczbę podpisów" - usłyszała Polska Agencja Prasowa. Więcej o tym pisaliśmy TUTAJ.
Małysz prosto z mostu o Piesiewiczu. Na jego miejscu podałby się do dymisji
Co o wszystkim sądzi Adam Małysz? Legendarny skoczek popiera wyżej wspomnianych kolegów, na co wyraźnie wskazuje jego wypowiedź dla PAP. "Ja powiem szczerze, jako były sportowiec, jako osoba, która nie podejmuje rękawicy na kolejną kadencję, ja bym się sam podał do dymisji po tych wszystkich wydarzeniach, ale prezes chce walczyć. (…) Jest chyba mocny psychicznie, skoro po tych wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce, chce dalej być i chce dalej kandydować w kolejnych wyborach, więc zobaczymy co się wydarzy" - wyznał.
Przed "Orłem z Wisły" niebawem nowy rozdział w życiu. Nie będzie on walczył o drugą z rzędu kadencję prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. "Jak już powiedziałem, nie do końca jakby było mi po drodze z zarządem, więc dlatego uznałem, że nie będę kandydował. Mam swoje rzeczy do zrobienia, dużo rzeczy zaniedbanych, ale też m.in. zdrowie, które gdzieś tam trochę szwankowało przez ostatnie lata" - uzasadnił decyzję, o której wciąż jest głośno w mediach. Najprawdopodobniej zastąpi go Apoloniusz Tajner. Poseł zgłosił chęć wzięcia udziału w nadchodzących wyborach.














