Dariusz Ostafiński, Interia: Wszystkie nasze rozważania dotyczące przyczyn kryzysu Igi Świątek można chyba wyrzucić do kosza. Żeby było śmieszniej, to Polka wygrała w Toronto, choć nie było tam trenera Francisco Roiga, była natomiast pani psycholog Daria Abramowicz, którą obwiniano za prawie wszystkie nieszczęścia. Wygląda na to, że nic się nie zmieniło, ale stara, dobra Iga wróciła.
Tomasz Wolfke, ekspert tenisa, komentator: Jedyne, co zauważyłem, ale tego nie da się zmierzyć, więc to tylko moje wrażenie, że Iga ujęła z siły uderzeń na rzecz precyzji. Moja żona ma identyczne odczucie. Do tego można dodać, że pojawiła się dłuższa seria dobrych spotkań i jednocyfrowe liczby niewymuszonych błędów.
Te lepsze parametry z czegoś się jednak wzięły. Przerzucenie większego ciężaru z siły na precyzję naprawdę wszystko tłumaczy?
- Mam też drugą teorię. Sportowcy dojrzewają. Iga krzepnie psychicznie, robi się dojrzalsza i mądrzejsza. Wiem, że to brzmi dziwnie w kontekście tego, co mówiła pani Woydyłło, więc od razu wyjaśnię, że wcale nie uważam, że teraz Iga nie jest mądra. Natomiast tej mądrości przybywa. Dlatego Iga potrafi zareagować. Po przegranym secie z Kostiuk się nie rozsypała. Wtedy też zauważyłem, że ujęła z mocy. Jakby zrozumiała, że nie trzeba walić z całej siły z zamkniętymi oczami. À propos dojrzewania, to mało kto zwraca uwagę na to, że cała dotychczasowa kariera Igi przypada na lata, które w życiu każdego człowieka są ciekawe, ale i też trudne. W tym okresie ludzie kończą studia, żenią się, idą do pracy. Iga ma tylko pracę.
Abramowicz "ma jednak trochę za uszami"
Chciałbym wrócić do Abramowicz i Roiga. Najpierw pogadajmy może o pani psycholog. Może należałoby teraz powiedzieć, że cała ta nagonka na nią nie miała sensu. Miało być lepiej tylko, jak ona odejdzie. Tymczasem została, a Iga znów wygrywa.
- Abramowicz nie jest krytykowana od kilku miesięcy, ale od kilku lat. Ma jednak trochę za uszami. Myślę, że byłoby dobrze, jakby w końcu powiedziała, że nie jest psychologiem, ale powierniczką, przyjaciółką, osobą zastępującą mamę, kimś, kogo Iga potrzebuje.
Takie coś by wystarczyło?
- Myślę, że tak. Skoro jednak obie się uparły, żeby ją przedstawiać, jako psychologa, to jest, jak jest. Tymczasem pani Abramowicz ewidentnie nie jest psychologiem, bo z psychologiem nie jeździ się na wakacje. Te ich relacje są czysto prywatne. Iga konsultuje z nią pewne decyzje, bo jej ufa. Tyle.
Psychologiem pani Daria też chyba jednak jest. Iga Świątek korzystała w Toronto ze słynnego notesika z radami pani Abramowicz.
- Notesik to jeden z rytuałów. Iga je lubi. Jej idol Nadal miał tak samo. Też lubił ustawiać butelki za każdym razem w ten sam sposób. Każdy ma swoje przyzwyczajeni. Są tacy, którzy zamiast notesika wolą złamać rakietę.
Co z zasługami trenera Francisco Roiga?
A Roig?
- Nie wiem, co powiedzieć, bo nikt z nim nie rozmawia.
W Toronto nie był niezbędny do wygranej?
- Trenera najłatwiej zastąpić. W Toronto wystarczyły te osobny, które są z Igą przez większość czasu. Daria, Tomek Moczek, Maciek Ryszczuk. A trener faktycznie nie musi być obecny. Zawodnik jest w stanie poradzić sobie bez niego.
To w ogóle całe to odrodzenie jest jego zasługą?
- Absolutnie, to jest jego zasługa. Natomiast żeby powiedzieć coś więcej, to trzeba by mieć więcej danych. Ja bym chętnie zapytał, czy to był jego pomysł, żeby Iga grała ciut lżej?
To ja muszę w tym miejscu powiedzieć, że bardziej rzuciło mi się w oczy takie jej cierpliwe przebijanie piłki.
- To też. Nie jest to jednak zwykłe przebijanie. To jest szybkie i płaskie przebijanie kątowe. Ona ot miała, teraz to wróciło.
"Z Igą Świątek grającą tak, jak w Toronto to nikt nie jest w stanie wygrać"
A jeśli Iga Świątek wygrała w Toronto, to znaczy, że teraz będzie lała wszystkich?
- Niekoniecznie. Rok temu wygrała Cincinnati i potem już nic. Mam jednak nadzieję, że to zwycięstwo zmieni tyle, że teraz będzie już dochodzić do ćwierćfinałów i półfinałów, że nie będzie odpadała w drugiej, trzeciej rundzie.
Skromne ma pan oczekiwania.
- Nikt nie jest cyborgiem. U panów do pewnego stopnia jest nim Sinner, a Iga też była nim przez trzy lata. Nie da się jednak dominować non-stop. Nie da się ciągle wygrywać na 90-procentowej skuteczności. Takie fenomeny zdarzają się rzadko.
To, co stało się w Toronto pozwala realnie myśleć o awansie Polki do WTA Finals.
- Potrzeba jej co najmniej półfinału w Cincinnati i dobrego wyniku w US Open. Kiedyś już to wygrała, a jeśli teraz powtórzy, to WTA Finals będzie jej.
A widzi pan zawodniczkę, która mogłaby jej teraz zagrozić?
- Nie widzę. Z Igą grającą tak, jak w Toronto to nikt nie jest w stanie wygrać. Niemniej ten sezon w kobiecym tenisie jest dziwny. Iga wróciła po słabym Wimbledonie i długiej przerwie. Ona jednak takie przerwy lubi. Pamiętajmy jednak, że rywalki nie śpią. Odrodzić może się Andriejewa, może też Noskova. Groźne w Stanach będą Pegula i Gauff. Sabalenka jest w kryzysie, ale będzie chciała wygrać US Open, bo ma deficyt, jak chodzi o Wielkiego Szlema.













