Trener Świątek ma duży problem. Skończyły się czasy, gdy świat trząsł się ze strachu
- Kostiuk, Baptiste i Potapova pokazały, że półfinały najważniejszych turniejów nie są zarezerwowane dla zawodniczek z TOP10. Wymieniona przeze mnie trójka pokazała innym, że Sabalenka, Rybakina i Świątek są do ogrania - mówi nam Lech Sidor, a to oznacza jeszcze większe problemy dla zmagającej się z kryzysem Polski. - Wciąż jednak widzę szansę na to, że Świątek się odrodzi w Paryżu - dodaje Sidor i zdradza, o co mu chodzi.

Dariusz Ostafiński, Interia: Iga Świątek znów jest trójką w rankingu WTA, ale są też takie statystyki, które martwią i to bardzo. Polka od roku nie wygrała z zawodniczką z TOP10, a bez tego nie ma szans na powrót do wielkiej gry i wygrywania szlemów.
Lech Sidor, ekspert Eurosportu i autor kanału Trzeci Serwis na YT: - Patrząc na Madryt, to ja bym powiedział, że zawodniczki z TOP10 mają problem z tymi niżej notowanymi. W półfinale turnieju w Madrycie były Andriejewa z TOP10, Baptiste z czwartej dziesiątki, Kostiuk z trzeciej i Potapova startująca jako lucky looser. Mówię oczywiście o sytuacji przed turniejem, bo teraz każda z nich jest wyżej.
Co chce pan powiedzieć?
- To, że skończyły się czasy, gdy zawodniczka z TOP5 grała z numerem 32 i po kwadransie można było wyłączyć telewizor, bo było jasne, że w najlepszym razie mecze skończy się na 6:2, 6:2. Tu nie chodzi nawet o to, że Baptiste zagrała mecz życia z Sabalenką, ale o to, że wracamy do czasów, gdzie trzydziestka rankingu była napakowana ekstraklasowymi zawodniczkami. Były siostry Williams, Clijsters, masa Francuzek na czele z Mauresmo, z dwadzieścia Rosjanek plus wiele dobrych tenisistek z Ameryki Południowej, a przed wielkimi szlemami drapaliśmy się po głowie i zastanawialiśmy, kto to wygra.
Świat już "nie trzęsie się ze strachu" przed Świątek
I mówi pan, że teraz do tego wracamy?
- Tak, bo Kostiuk, Baptiste i Potapova pokazały, że te rewiry, że półfinały najważniejszych turniejów nie są zarezerwowane dla zawodniczek z TOP10. Wymieniona przeze mnie trójka pokazała innym, że Sabalenka, Rybakina i Świątek są do ogrania.
Czyli rozmowa o klątwie TOP10 nie ma sensu, bo problem jest większy?
- Od dwóch lat mówię, że Świątek nie będzie na zawsze zakotwiczona na szczycie, a cały świat będzie się przed nią trząsł. Świat nie stoi w miejscu, lecz analizuje, jak wygrać ze Świątek i Sabalenką. Wszyscy zauważyli, na czym polega ich przewaga i postawili na fizykę. Według mnie problem Świątek, ale też innych czołowych zawodniczek, będzie narastał. Jak kiedyś losowano drabinkę, to pierwsze trzy mecze były takie, że potem wysyłaliśmy Świątek na trening, żeby się dobrze spociła.
Pół roku temu Świątek wygrywała z nimi jedną ręką
To, jak Świątek ma wrócić do formy, jak ma złapać pewność siebie? Do tego potrzeba, jak najwięcej grania i meczowego rytmu, a z tego co pan mówi, to mamy coraz większe schody.
- W Madrycie wiadomo, było pechowo, ale też warto zwrócić uwagę na pierwszego seta, gdzie nie było widać u Igi objawów zatrucia. Pół roku temu Świątek wygrałaby z Ann Li jedną ręką. Mogłaby mieć zatrucie i migrenę, a i tak by zwyciężyła. Tak się teraz porobiło, że Świątek kiedyś miała spokój przez trzy rundy, a teraz ten spokój kończy się na pierwszej rundzie, bo dostaje wolny los. Dziś ten poziom kobiecego tenisa i ta liczba dobrych zawodniczek sprawiają, że do wygrania dużej imprezy nie wystarczy oszczędny akumulator. Potrzebny jest pełny ogień, alternator z rozrusznikiem i jakiś buster na koniec.
To mamy problem większy, niż nam się dotąd zdawało.
- Hubert Hurkacz, żeby zbudować pewność siebie, zagrał w turnieju ATP Challenger Tour 175 w Cagliari. Na pewno cała ta sytuacja w kobiecym tenisie jest dużym problemem dla Igi i dla trenera Roiga, który coś wprowadza i stara się ją inaczej nastawić do gry. W czasach, gdy Iga budziła postrach, wprowadzenie zmian byłoby łatwiejsze, bo trzy rundy zagrałby bez stresu.
A dziś od pierwszego meczu jest walka o życie.
- I wtedy wracają stare przyzwyczajenia, instynkt bierze górę. Ona się cofa i gra inaczej, niż to było założone. Robi się takie błędne koło, które uniemożliwia jej takie pełne wyjście z kryzysu, w którym się znalazła. Jak człowiek jest pod presją, to nie sięga po nowości, ale wraca do korzeni. To jest to koło ratunkowe, którego Iga się chwyta.
Sytuacja Świątek jest trudna. W tym widzi szansę na odrodzenie
Po zmianie trenera liczyliśmy, że turnieje w Stuttgarcie, Madrycie i Rzymie pozwolą Świątek dobrze przygotować się do Rolanda Garrosa. To się jednak na razie nie udaje. Z tych powodów, o których pan powiedział.
- Sytuacja jest trudna, ale nie wykluczam, że Świątek się odrodzi. Może bazować na tym, że nie jest i nie będzie przemęczona, Trochę jak Kostiuk, której styl jest podparty mocną fizycznością. Ona gra mocno, agresywnie, tam jest duża domieszka męskiego tenisa. Jednak w Madrycie Kostiuk nie złapała zadyszki, bo dopiero co wróciła po kontuzji kostki. Była głodna tenisa.
I myśli pan, że Świątek zaliczy trzeci krótki turniej, a potem pokaże inną, lepszą twarz w Paryżu?
- U Świątek ta fizyczność jest bardzo mocną stroną. Jak dorzuci świeżość, to powinna fruwać. Jeszcze tylko przydałaby się chłodna głowa, bo najgorzej wychodzić na kort i myśleć o tym, jak zagrać forehand. Jak zaczynasz się modlić, żeby piłka weszła, to pot leje się wiadrami i bardziej rzeźbisz, niż grasz. Myślę, że Iga mogłaby zagrać trochę tak, jak Caroline Woźniacki, kiedy nie była w formie.
Czyli?
- Woźniacki nie będąc w formie, nie starała się grać z prędkościami, które rozwija Ferrari, ale wsiadała do trabanta i rzeźbiła. Wykorzystywała to, że ma końskie zdrowie, cofała się w głąb kortu i grała te swoje loby. A po dwudziestu minutach, jak rywalka miała język w szprychach, to podchodziła bliżej i zaczynała grać crossy. Dziś oczywiście trudniej byłoby coś takiego zastosować, bo kobiecy tenis się zmienił. Są zawrotne prędkości, granie jest szybkie i płaskie. Jednak Świątek jest półkę wyżej niż Wozniacki. Nie musi się cofać pod płot. Wystarczy metr, półtora. Ma też Iga ten mocny top-spinowy forehand, po którym innym dziewczynom wyrywało rakiety z ręki.












