To był horror z udziałem Świątek w Madrycie. Demony wróciły. Szalona końcówka
Iga Świątek rozpoczyna zmagania na WTA 1000 Madryt. W pierwszym meczu reprezentantka Polski zmierzy się z Ukrainką Darią Snigur. Mączka to jej ulubiona nawierzchnia, przez co 24-latka postrzegana jest jako jedna z kandydatek do zgarnięcia tytułu. W zeszłym roku na start Mutua Madrid Open rywalką Świątek była Alexandra Eala. Wówczas Filipinka znów była bliska sprawienia olbrzymiej sensacji.

WTA 1000 Madryt to turniej, który Iga Świątek może wspominać z olbrzymim uśmiechem na twarzy. W 2024 roku Polka sięgnęła po tytuł, rozgrywając wręcz historyczny finał z Aryną Sabalenką. Po ponad trzech godzinach spędzonych na korcie nasza tenisistka wygrała 7:5, 4:6, 7:6 (7). To był istny thriller.
W poprzedniej edycji zawodów losowanie drabinki sprawiło, że na start rywalizacji przeciwniczką Świątek była Alexandra Eala. Z reprezentantką Filipin Raszynianka mierzyła się zaledwie miesiąc wcześniej - w Miami. Wtedy jej rywalka zaskoczyła cały tenisowy świat.
Tak Świątek przywitała się z Madrytem. Pośpiech i frustracja. Sensacja wisiała na włosku
Eala pokonała Polkę w południowo-wschodniej Florydzie 6:2, 7:5 na etapie ćwierćfinału. - Fakt, że jest leworęczna, mnie nie zaskoczył, ale prawda jest taka, że dała z siebie wszystko. Nie spodziewałam się, że będzie grała tak płasko. Te returny grała dość daleko i nie było łatwo odbić te uderzenia. Poza tym była bardzo rozluźniona i dała z siebie wszystko. Czuła, że rytm jest dobry, a to jej pomogło - analizowała po meczu Świątek.
Szansę na rewanż nasza zawodniczka miała w stolicy Hiszpanii. Tam ich pojedynek w drugiej rundzie zaczął się bardzo nerwowo i niebezpiecznie z perspektywy byłej liderki rankingu WTA. Na samym początku faworytka została przełamana. Po drugim gemie wygranym przy serwisie Polki Eala prowadziła już 5:2, całego seta zamknęła wynikiem 6:4.
Iga Świątek popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów. W jej grze czuć było olbrzymią nerwowość, a momentami frustrację. Druga odsłona rozpoczęła się identycznie. To Filipinka wykorzystała break-pointa, ale w kolejnym gemie przełamanie dopisane zostało na konto Polki.
Kluczowy moment miał miejsce przy wyniku 4:4. Raszynianka bardzo pewnie wygrała gema, kiedy piłka była po jej stronie, po czym do zera przełamała Ealę, doprowadzając do remisu w całym meczu. W decydującej odsłonie nasza reprezentantka weszła już na swój najwyższy poziom. Oddała rywalce tylko dwa gemy, dzięki czemu ostatecznie triumfowała 4:6, 6:4, 6:2.
Tak czy inaczej Świątek najadła się strachu, mając na uwadze widmo drugiej porażki z Alexandrą Ealą w ciągu niespełna miesiąca. - Nie jest łatwo wejść w turniej, ale uwielbiam tu grać. Jestem dumna z tego, jaką formę pokazałam w dwóch ostatnich edycjach - mówiła po zakończeniu pojedynku, cytowana przez "WP SportoweFakty".
Co więcej, zaraz po meczu została na korcie, aby od razu pracować nad błędami. - Po prostu poczułam, że muszę popracować nad kilkoma rzeczami i najlepiej zrobić to zaraz po, żeby ciało zapamiętało właściwy ruch. Popracowaliśmy przez 30 minut na korcie. Dobrze, że miałam możliwość to zrobić - przekazała dziennikarzom.
Koniec końców Polka na zeszłorocznej edycji WTA 1000 Madryt dotarła do półfinału, w którym przegrała z Coco Gauff 1:6, 1:6. Jak będzie tym razem? Zapraszamy do śledzenia relacji spotkań z udziałem Świątek w Interii Sport.














