Reklama

Reklama

"Takiej rzeczy jeszcze nie widziałam". Ekspertka o Idze Świątek

- Bardzo niepokojące było to, że przed piłką meczową w pojedynku z Marią Sakkari w mistrzostwach WTA, w pewnym momencie nie była się w stanie uspokoić i ryzykowała po prostu tym, że zostanie zdyskwalifikowana. Takiej rzeczy jeszcze nie widziałam - mówi Joanna Sakowicz-Kostecka, była tenisistka i ekspertka tenisowa Canal + Sport o Idze Świątek.

Interia: Po rezygnacji Agnieszki Radwańskiej wydawało się, że polski tenis będzie długo czekał na kolejne gwiazdy, a tymczasem mamy Igę Świątek i Huberta Hurkacza.

Joanna Sakowicz-Kostecka: - Taką kumulację. Sama byłam jedną z tych osób, które mówiły, że długo będziemy płakać za Agnieszką, a tutaj mamy taką sytuację jak w skokach narciarskich. Adam Małysz swoimi sukcesami tak rozkręcił popularność skoków, że wzrosło ogromnie zainteresowanie sponsorów, mediów, poprawiła się infrastruktura, dzięki czemu Kamil Stoch i cała reszta mogli na tym korzystać. U nas w tenisie tak się nie zdarzyło, żeby dzięki sukcesom Agnieszki coś się znacząco poprawiło. Teraz, w momencie, gdy Iga i Hubert tak sobie świetnie radzą, są w czołówce, to widać światełko w tunelu w naszej dyscyplinie.

Iga wygrała do tej pory trzy turnieje, ale już pierwszy to był prawdziwy strzał w dziesiątkę, bo wielkoszlemowy Roland Garros i zrobiła to w wielkim stylu - bez straty seta.

Reklama

- To było wydarzenie prawie bez precedensu. Jeżeli chodzi o wiek Igi, o pozycję w rankingu, z której startowała, to trzeba by czegoś takiego poszukać w annałach. W dzisiejszych czasach trudno zawodniczkom odnosić zwycięstwa w takim stylu. Dla Polaków, dla osób związanych z tenisem i które wychowywały się tenisowo w latach 90., a także dla pokoleń wcześniejszych, to tak, jakby Polska wygrała mistrzostwo świata w piłce nożnej, a polska drużyna triumfowała w Lidze Mistrzów i to bez porażki. Myślę, że dopiero Emma Raducanu, wygrywając w tym roku US Open, gdy przebijała się z kwalifikacji, pobiła wyczyn Igi.

Gdy nastolatka wygrywa jako pierwszy turniej wielkoszlemowy, to oczekiwania potem tylko rosną, no bo co innego można wygrać, oprócz innego turnieju wielkoszlemowego, żeby zadowolić wszystkich wokół.

- Z jednej strony to jest ogromny prestiż, a z drugiej ogromne przekleństwo, ponieważ w wieku lat nastu wygrywa się turniej wielkoszlemowy, czym siłą rzeczy bije się pewne rekordy i nawet, jak skończy się potem szybko karierę, to się nim zostanie na zawsze i nikt tego już nie odbierze. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia i to nie tylko wśród zawodników, ale i wśród kibiców, u opinii publicznej, która chciałaby więcej i więcej. Dodatkowo pojawia się ogromne zainteresowanie sponsorów, mediów, więc pojawiają się kolejne obowiązki, które są bardzo wyczerpujące i w pewnym momencie okazuje się, że zawodniczka jest zmęczona, bo trzeba trenować czasami nawet trzy razy dziennie, znaleźć czas na regenerację, a także na obowiązki, wobec tych, którzy z nami współpracują. 

Tenis. Powtarzalność u Igi Świątek była

W zakończonym sezonie, który był pierwszym pełnym Igi w cyklu WTA, wygrała ona dwa turnieje, w tym prestiżowy w Rzymie, natomiast w imprezach wielkoszlemowych była jedyną tenisistką, która dochodziła co najmniej do czwartej rundy, więc powtarzalność była.

- Na pewno jest sporo rozczarowanych osób, które stwierdzą, że jak to, nie było żadnego półfinału, bo najlepiej wypadła znowu w Paryżu, gdzie doszła do ćwierćfinału, a ludzie, którzy nie mają większej świadomości, jak wygląda sport, a szczególnie tenis, pewnie sobie założyły, że te szlemy będą się sypać w każdym roku. Tak jednak nie jest. Wystarczy popatrzeć na inne tenisistki, jak mało jest takich, które w sezonie są w stanie osiągnąć co najmniej czwartą rundę każdego z turniejów wielkoszlemowych. To się właściwie nie zdarza. Na palcach jednej ręki można policzyć takie osiągnięcia i to też pokazuje, jak dobrą mamy zawodniczkę. O jakości zawodnika świadczy, że dochodzi do drugiego tygodnia imprez wielkoszlemowych, umie grać pod presją, umie wykorzystywać szanse. Ile jest zawodniczek, które świetnie grają w turniejach między szlemami, wygrywają je, a potem w Wielkim Szlemie dochodzą maksymalnie do drugiej, trzeciej rundy.

Iga Świątek awansowała też na czwarte miejsce w rankingu WTA, jest to drugi historyczny wynik po Agnieszce Radwańskiej, która była druga w tym zestawieniu.

- W pewnym stopniu zostało to przemilczane, bo chyba przyzwyczailiśmy się do tych wyników i oczekiwaliśmy cały czas więcej. Przypominam sobie czasy, kiedy Agnieszka wchodziła do pierwszej "10", do pierwszej "piątki", to wtedy rzeczywiście był wielki szał, a teraz Iga na chwilę znalazła się w pierwszej "piątce" i przyjęliśmy to jako normalną rzecz, a dziewczyna w tym roku skończyła dopiero 20 lat.

Iga w tym roku miała też momenty słabości. gdy nie wytrzymywała nerwowo na korcie tak, jak w mistrzostwach WTA, ale potem okazało się, chodzi o zespół napięcia przedmiesiączkowego. Ta kwestia nie była do tej pory podejmowana w mediach.

- Rzadko się o tym mówi. Kobiety mają pod tym względem trudniej. Nie wiadomo, jakie leki można zażywać pod tym kątem. Pewnych rzeczy związanych z fizjologią się po porostu nie uniknie. Jest też kwestia radzenia sobie z tym. Jedna osoba potrafi to lepiej, inna gorzej. Iga jest bardzo chwiejna, mimo tego, że cały czas pracuje z Darią Abramowicz (psycholog - przyp. red.), nie oznacza to, że pewne rzeczy się nie powtórzą. Jest to w jakimś stopniu niepokojące, ale nie tylko Iga ma takie problemy. Nie tylko ona płacze, czy się denerwuje po meczu. Jej wybuch płaczu po przegranym meczu na igrzyskach olimpijskich nie jest niczym niezwykłym, bo zdecydowana większość zawodniczek po spotkaniu rozpacza, tylko że w szatni, Iga po prostu nie zdążyła tam dojść. Bardzo niepokojące było to, że przed piłką meczową w pojedynku z Marią Sakkari w mistrzostwach WTA, w pewnym momencie nie była się w stanie uspokoić i ryzykowała po prostu tym, że zostanie zdyskwalifikowana. Takiej rzeczy jeszcze nie widziałam.

Tenis. W Paryżu Idze Świątek wszystko wychodziło

Świątek podczas wielkoszlemowego Rolanda Garrosa, który wygrała, była jak na siebie bardzo spokojna, ale wtedy wszystko jej wychodziło, nie było meczu, w którym przeciwniczka miałaby przewagę, ale w innych turniejach to ona czasami musi gonić wynik.

- Wtedy była w życiowej formie, tak jak pan powiedział, wszystko jej wychodziło. Nie było momentu zagrożenia, że musiała kogoś gonić. Co więcej grała zupełnie bez żadnych oczekiwań. Ona była świadoma tego, co może dokonać w Paryżu, natomiast w mediach czy w środowisku tenisowym nikt na Igę nie liczył. Grała zupełnie bez obciążeń. Sytuacja w tym sezonie była zupełnie inna, właściwie większość spotkań grała jako faworytka, a to jest zupełnie inna kategoria.

Iga niedawno zmieniła trenera, rozstała się z Piotrem Sierzputowskim. Skąd taka decyzja?

- Piotrek, pomimo że żaden inny trener nie osiągnął tyle co on, ma w sobie mnóstwo pokory i tę świadomość, że ma rezerwy w swoim warsztacie i musi je uzupełnić, żeby pójść dalej. Pewien format współpracy się po prostu wyczerpał. Poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko, w tym momencie potrzebny był ktoś, porównam to do gór, kto, jak wspina się na ośmiotysięcznik, to wie, jak się zachować powyżej pewnej wysokości. Tomasz Wiktorowski to wie.

I dlatego Iga Świątek postawiła w tym momencie na Wiktorowskiego?

- Na pewno kierowali się tym, że Tomek ma ogromne doświadczenie. Zdobył je pracując z Agnieszką przez wiele lat, z którą przeszedł wszystko - od wielkich sukcesów po rozczarowujące porażki, po ogromne kryzysy, po krytykę mediów. Kto jak kto, ale Tomek, który ostatnio pracował jako komentator i doskonale obserwował Igę, komentując jej mecze, ma mnóstwo spostrzeżeń, niekoniecznie takich, jak ktoś, kto był przy niej blisko. Czasami jest potrzebna opinia z zewnątrz, takie świeże spojrzenie, które potrafi mnóstwo zdziałać.

To nad czym powinna Iga się skupić w pracy?

- Ogromna rezerwa jest w przypadku serwisu. Jak przypomnę sobie Paryż, to serwis był kluczową pozycją, jeśli chodzi o zdobywanie punktu, zdobywanie przewagi. Natomiast w tym sezonie, nawet w tych turniejach, które Iga wygrywała, to skuteczność pierwszego serwisu nie była zadowalająca jak na ten poziom. Tak samo było na turnieju w Meksyku, w finałach WTA. Porównując Igę do innych zawodniczek, to ona z pierwszego serwisu zdobywała relatywnie mało istotnych punktów jak przewaga, równowaga. Kiedy serwis mógł wiele zdziałać, to wtedy nim nie trafiała. W odróżnieniu od Pauly Badosy, Garbinie Muguruzy czy Aryny Sabalenki, które trafiały pierwszym podaniem, zdobywając przewagę. Tutaj jest największe pole manewru, ale nie tylko. Chociaż Iga umie zagrać wszystko, jest bardzo sprawna, to w każdym elemencie tkwią rezerwy.

Tenis. Iga Świątek zaczyna sezon w Adelajdzie

Przed Igą drugi pełny sezon w cyklu WTA. Zacznie go od obrony tytułu w Adelajdzie. Czego możemy się spodziewać po naszej tenisistce?

- Nie widzę, jak przebiegają treningi, nie wiem, w jakie jest formie, więc trudno mi określić, czego możemy się spodziewać. Więcej będziemy mogli powiedzieć po pierwszym, może po drugim meczu w Adelajdzie, bo obsada tam jest kosmiczna. Zagra cała światowa czołówka, więc od pierwszej rundy poprzeczka będzie wisieć bardzo wysoko i mam nadzieję, że będziemy mieli co analizować, czyli minimum jeden albo dwa mecze Igi.

Czytaj także: Oto początek sezonu Igi Świątek
Czytaj takżeIga Świątek bez kontuzji. Jaka jest na to recepta?

Rozmawiał: Paweł Pieprzyca

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL