Już po wygranym meczu z Martą Kostiuk niektórzy zaczęli przebąkiwać, że wraca stara, dobra Iga Świątek. Po zwycięstwie z Dianą Sznajder i awansie do półfinału w Toronto grono tych, którzy wierzą w rychły powrót Polki na szczyt, tylko się powiększyło.
Tak skomentował mecz Świątek. "To była demolka"
- W takich sytuacjach, jak ta zawsze szukamy takich momentów, które mogą okazać się przełomowe. To, jak Iga odwróciła losy meczu z Kostiuk faktycznie było imponujące. Zwłaszcza że rywalka robiła wiele, by wytrącić Igę z równowagi. To eksponowanie pewności siebie, czasem wręcz takie uczucie lekceważenia rywalki, które miało zdenerwować Świątek, to kompletnie nie zadziałało. W pierwszym secie Iga nie istniała, ale w dwóch kolejnych dominowała - zauważa Andrzej Person, który mimo tej pewnej wygranej miał przed meczem ze Sznajder swoje obawy.
- Iga w ostatnim czasie przyzwyczaiła nas do tego, że nawet w jednym meczu potrafi pokazać dwa różne oblicza. Jednak ze Sznajder zagrała jeszcze lepiej niż z Kostiuk. Tu już nawet nie było jednego słabego momentu. To była demolka. Nieco ponad godzina gry. Dodajmy: fenomenalnej gry. Iga była taka jak dawniej. Pewna siebie, wyluzowana, uśmiechnięta. Zagrała jak za tych najlepszych czasów. Rosjanka była w tym meczu bezbronna - ocenia Person.
Tak zagrała Świątek. Rosjanka była bezbronna
Nasz rozmówca zwraca uwagę, że w tym meczu było wszystko to, czego czasem brakowało w poprzednich spotkaniach. - Przede wszystkim była konsekwencja w grze. Kobiecy tenis polega głównie na szybkim, płaskim odbijaniu piłki bez rotacji. Tenis Igi polegał jednak na graniu do góry. Cały czas był topspin. Żadnej płaskiej piłki, za to coraz większa rotacja. Sznajder kompletnie sobie z tym nie radziła. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że kilka wymian było na światowym poziomie i tamta wygrała kilka piłek, ale wynik 6:2, 6:1 mówi wszystko. Iga zwyciężyła na luzie - komentuje Person.
Czy wielkie słowa w stylu "Iga zagrała, jak za najlepszych czasów" mówią, że Polka największe problemy ma za sobą, że za chwilę znów będzie wielka? - Jeszcze bym poczekał na mecz ze Switoliną. Ukrainka jest zawodniczką techniczną, która zmienia kierunki gry. To będzie spotkanie dwóch wyrafinowanych tenisistek, wielki mecz. Dodałbym mecz, który może otworzyć wiele dróg. Jedną do finału, a kolejną do powrotu na szczyt - przewiduje ekspert.
Abramowicz sprawdza się jako coach
Switolina wygrała dwa ostatnie mecze ze Świątek, dlatego mecz z nią będzie trudniejszy niż te z Kostiuk i Sznajder. Natomiast Polka pokonując wspomniane rywalki, jest na takie wielkie wyzwanie gotowa. Raz jeszcze warto przypomnieć, co powiedział w rozmowie z Interią Michał Kaznowski, były trener Świątek. On już po przyjściu trenera Francisco Roiga zwracał uwagę, że przełom może nastąpić w okolicach US Open. Być może to się dzieje.
- Być może jest tak, że ta nowa miotła zaczyna działać, choć Roiga nie ma w Toronto. Jest za to Daria Abramowicz, która w telewizji jest przedstawiana jako coach. I powiem, że może ta Abramowicz nie jest taka zła. Skoncentrowana, skupiona i nie taka rozgadana, jak dawniej. Wiemy, że daje Idze swoje podpowiedzi, ale to nie wygląda tak, jak kiedyś, czyli krzyki z boksu i nerwowe reakcje Igi. Swoje trzy grosze dorzuca też trener Maciej Ryszczuk. Uważam, że Iga nie potrzebuje drugiego trenera, bo duet Abramowicz, Ryszczuk świetnie zastępuje Roiga - kończy Person.













