Burza wokół Świątek, jest reakcja dyrektora Australian Open. Zaskakujący zwrot akcji
Niemałą burzę w trakcie Australian Open wywołała Iga Świątek po porażce z Jeleną Rybakiną. Polka w trakcie konferencji prasowej uderzyła w organizatorów turnieju, zarzucając brak odpowiedniego stopnia intymności i poszanowania dla prywatności zawodniczek. Wraz za nią poszły inny gwiazdy, na czele z Novakiem Djokoviciem, Jessiką Pegulą, czy Amandą Anisimovą. Na zarzuty Raszynianki postanowił zareagować dyrektor turnieju w Melbourne - Craig Tiley. Takiej postawy Świątek raczej nie mogła się spodziewać.

Po odpadnięciu z Australian Open Iga Świątek postanowiła w trakcie konferencji prasowej podnieść problem, który poniósł się w mediach szerokim echem. Polce nie podobało się, że kamery pokazują zbyt wiele prywatnych momentów tenisistek, które w jej opinii nie powinny wypływać do opinii publicznej. Nie gryzła się przy tym w język.
- Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze che się być tak uważnie obserwowanym - wypaliła. Szybko zyskała poparcie ze strony innych gwiazd.
Apel Świątek wywołał poruszenie. Gwiazdy dołączyły do Polki, WTA reaguje
Po stronie Świątek stanęli m.in. Novak Djoković, Amanda Anisimova, czy Jessica Pegula. Amerykance nie podobało się, że celem medialnych ataków stała się jej rodaczka - Coco Gauff, po tym jak do mediów wypłynęło nagranie przedstawiające jej burzliwą reakcję po porażce z Eliną Switoliną. Trzecia rakieta świata roztrzaskała wówczas w tunelu prowadzącym do szatni rakietę, a wszystko się nagrało.
Słowa Świątek trafiły na podatny grunt i szybko spotkały się z reakcją ze strony WTA. W tej sprawie opublikowano nawet specjalny komunikat.
"Niedawne niepokoje zawodniczek WTA dotyczące kamer w strefach poza kortem, zgłaszane podczas Australian Open, są całkowicie uzasadnione. To bardzo ludzka i sprawiedliwa prośba - zawodniczki potrzebują przestrzeni, w której mogą odpocząć i nie czuć się stale obserwowane. Zapewnienie takiej przestrzeni jest częścią naszej odpowiedzialności jako dyscypliny sportowej. WTA zobowiązuje się do słuchania swoich zawodniczek i reagowania na tego typu obawy" - przekazała prezeska WTA, Valerie Camillo.
Dyrektor Australian Open "odpowiedział" Świątek. Zaskakująca deklaracja
Do sprawy w rozmowie z dziennikarzami odniósł się również dyrektor Australian Open - Craig Tiley. I o ile na początku swojej wypowiedzi stanął po stronie zawodniczek, o tyle im dłużej mówił, tym bardziej można było odnieść wrażenie, że ma w tej kwestii nieco inny punkt widzenia.
Chcemy wsłuchać się w prośby tenisistek i tenisistów, zrozumieć ich potrzeby i to, czego oczekują od nas. Słyszymy te głosy i zrobimy to co trzeba. Jest jednak cienka granica pomiędzy promowaniem zawodnika i turnieju, a obecnością kamer
Później jednak skupił się na tym, jak istotne jest zbliżanie kibiców do zawodniczek, a także wyliczał, w ilu miejscach na turnieju kamer nie ma. Nie brzmiało to jak słowa skruchy i pełnego zrozumienia w stosunku do zarzutów ze strony gwiazd.
- Mamy mnóstwo obszarów, gdzie kamer nie ma. Pokoje trenerów, gdzie szkoleniowcy i zawodnicy mogą w spokoju współpracować. Do tego szatnie, pokoje do treningu, gabinet pielęgnacyjny, pokój do spania i odpoczynku. Tam nigdzie nie ma kamer. Na korcie głównym, a także wokół niego, czy jego korytarzach oczywiście są. Będziemy dalej przyglądali się tej sprawie i wsłuchawali w głosy ze strony uczestników turnieju. W tym samym czasie chcemy jednak sprawić, żeby kibic był jak najbliższej zawodnika. Wierzymy, że możemy w ten sposób podnieść ich wartość, aby fani kochali ich jeszcze bardziej. Dalej będziemy szli tą ścieżką - podsumował dyrektor Australian Open.
Słowa jednego z głównych organizatorów Australian Open nie wskazują mimo wszystko, żeby na turnieju w Melbourne zbyt wiele miało się zmienić w najbliższych czasach. Z drugiej jednak strony apele ze strony tenisistów i tenisistek były na tyle mocne, że nie da się wobec nich przejść obojętnie.















