Świątek wyszła przed kamery i ogłosiła. Zaraz po porażce na AO. "Nie czułam"
- Po prostu walczyłam i nie do końca poszło po mojej myśli - powiedziała przed kamerami "Eurosportu" Iga Świątek, która w nocy z wtorku na środę polskiego czasu odpadła z Australian Open. Nasza reprezentantka przegrała 5:7, 1:6 z Jeleną Rybakiną. Tego dnia to Kazaszka po prostu była lepszą zawodniczką.

Niemal przez całą pierwszą partię obie tenisistki szły łeb w łeb. Na start, w dwóch pierwszych gemach, zanotowały po jednym przełamaniu, po czym skrupulatnie utrzymywały swoje podanie. Z tym że to Świątek musiała gonić Rybakinę.
W końcu na tablicy świetlnej widniał wynik 6:5 dla Kazaszki. Polka musiała wygrać, aby doprowadzić do tie-breaka. Ale tak się nie stało. To urodzona w Moskwie 26-latka wygrała gema przy serwisie wiceliderki rankingu WTA i objęła prowadzenie w całym meczu.
Świątek zabrała głos po porażce z Rybakiną. Oto wnioski
W drugim secie Jelena Rybakina rozkręciła się już na dobre. Pozwoliła ugrać Raszyniance zaledwie jednego gema. Tym sposobem to reprezentantka Kazachstanu triumfowała 7:5, 6:1 w nieco ponad półtorej godziny i zagra w półfinale Australian Open przeciwko Jessice Peguli.
Niedługo po porażce Iga Świątek stanęła przed kamerami polskiego oddziału "Eurosportu". Czy pierwszy, wyrównany set był ważniejszy od tego drugiego? - Nie, nie można tak powiedzieć. Faktycznie w pierwszym secie był bardziej wyrównany poziom i kilka punktów zrobiło różnicę, a w drugim ona już się rozkręciła, serwowała lepiej, złapała pewność, a mi było jeszcze ciężej. Taka była różnica. Nie ma znaczenia, który set był ważniejszy - rozpoczęła Polka.
Następnie 24-latka została zapytana, czy zabrakło jej zimnej krwi w kluczowych momentach. - Nie. Jeśli chodzi o to, to nie mam do siebie żadnych pretensji. Od początku wchodziłam agresywnie w jej drugi serwis, wywierałam presję. Jak gra się tak agresywnie, jak my - returnując - no to faktycznie błędy się pojawią. Pamiętam dwie sytuacje, kiedy było 30:30 przy jej serwisie i akurat te returny z drugiego serwisu zepsułam. Jeśli chce się wygrać seta, to trzeba taki return zagrać w kort. To był set, w którym faktycznie zadecydowały 2-3 piłki. Ogromna szkoda, ale... obie jesteśmy dobrymi tenisistkami. Ona też bardzo dobrze gra, lubi szybkie nawierzchnie. Po prostu walczyłam i nie do końca poszło po mojej myśli - kontynuowała.
Na koniec Świątek podsumowała swój cały występ w Melbourne. Po dłużej chwili zastanowienia powiedziała: - Ogólnie było to dobre rozpoczęcie sezonu. Może było trochę dużo pracy w trakcie turnieju, jeśli chodzi o poprawianie technicznych rzeczy. Byłoby wygodniej, jeśli te rzeczy po prostu by działały na Wielkiego Szlema. Tenis jest skomplikowanym sportem. Nie zawsze tak jest. Ja nie czułam się dobrze na początku. Później poprawiłam swój poziom i podobały mi się te mecze po pierwszej rundzie - słyszymy.
Wracając do meczu z Rybakiną - Jest to wynik, po którym nie jestem zadowolona, ale z drugiej strony wiem, co chcę poprawić. I w sumie, jeśli jutro miałabym wyjść na trening, to miałabym jasne cele, kontynuowałabym to, co zaczęliśmy w okresie przygotowawczym, co nie do końca zdążyliśmy dokończyć i rozwijałabym się jako tenisistka. Nie czuję się jakoś załamana. Trzeba w tym sezonie pracować i iść dalej - zakończyła.














