Iga Świątek, otwiera się w nowym oknie do tego sezonu wydawała się mieć wielkie problemy z grą na trawie. Polka w tym roku dostała jednak trochę więcej czasu na pracę nad poprawą gry na tej nawierzchni, co wiązało się nieco wcześniejszym odpadnięciu z turnieju na kortach imienia Rolanda Garrosa. Świątek te kilka dni wykorzystała na pracę z Wimem Fissettem na słonecznej Majorce.
Świątek demoluje w finale Wimbledonu. Pierwsza taka sytuacja od 42 lat, otwiera się w nowym oknie
Efekty zobaczyliśmy tak naprawdę ze skutkiem natychmiastowym, bo już podczas turnieju WTA 500 w Bad Homburg. W tej malutkiej niemieckiej miejscowości nasza gwiazda pierwszy raz w karierze seniorskiej dotarła do finału na kortach trawiastych, co dało jej mnóstwo pewności siebie przed startem Wimbledonu.
Świątek mistrzynią Wimbledonu! Szalona radość
Ten ułożył się dla Polki znakomicie, bo sama Świątek od pierwszego meczu prezentowała bardzo wysoką dyspozycję, a dodatkowo najgroźniejsze rywalki niespodziewanie przegrywały kolejne spotkania. To sprawiło, że raszynianka zaskakująco gładko awansowała do finału, a tam czekała na nią 13. zawodniczka świata - Amanda Anisimowa. Mecz był absolutnie niewiarygodny, bo Świątek nie oddała nawet gema.
- To wydaje się dla mnie absolutnie surrealistyczne w tym momencie, jeszcze do mnie nie dociera, nigdy nawet o tym nie marzyłam. Chcę pogratulować Amandzie niesamowitych dwóch tygodni. Niezależnie od tego, co się dzisiaj wydarzyło, wy bądźcie dumni z waszej pracy. Mam nadzieję, że zagramy tu jeszcze wiele finałów i innych turniejów. Macie na to siłę. Gratulacje również dla waszego zespołu - rozpoczęła nasza gwiazda na gorąco na korcie.
- Czułam, że jestem naprawdę dość doświadczoną zawodniczką, grałam finały Wielkiego Szlema w przeszłości, ale nigdy tego. Chcę na pewno podziękować mojemu zespołowi. Oni wierzyli we mnie więcej, niż ja, chcę podziękować mojemu trenerowi, który dołączył do nas w tym roku. Mieliśmy wzloty i upadki, ale teraz udowodniliśmy, że to wszystko działa. Nie mogę zapomnieć o całym zespole, który jest ze mną od wielu lat, bez waszego wsparcia, zaufania i wiedzy o sobie to nie byłoby możliwe - kontynuowała.
Nagle Świątek zaczęła mówić w języku ojczystym, aby podziękować rodzinie. - Chcę podziękować całej mojej rodzinie, która przyjechała specjalnie na ten finał, zwłaszcza tacie, bez którego by mnie tu nie było, który w wielu ciężkich momentach popychał mnie do pracy, kiedy ja jeszcze byłam zbyt głupia, żeby to zrozumieć - dodała, przepraszając za nagłą zmianę języka.
- Chciałabym także podziękować każdemu, kto sprawia, że ten turniej jest taki wyjątkowy, zawsze byłam trochę niespokojna z tego powodu, bo gdy przechodziłam tymi uliczkami, wchodziłam na kort centralny, to czułam taką presję. W tym roku czułam jednak, że naprawdę bardzo się tym cieszyłam, że niesamowicie poprawiłam swoją grę. Chcę także podziękować całemu zespołowi Wimbledonu, którzy na każdym kroku chcą nam pomagać. Nie mogę zapomnieć też o swoich sponsorach, każdemu, kto wspierał mnie z domu i na końcu oczywiście kibicom na trybunach za przyjście tutaj. Dla mnie bycie częścią tego niesamowitego wydarzenia jest czymś niesamowitym. To coś nieprawdopodobnego, to niezapomniany moment. Mam nadzieję, że jutro będziemy się cieszyć pięknym męskim finałem. Do zobaczenia za rok - zakończyła.












