Świątek triumfuje, a teraz takie wieści dla Sabalenki. Spełniła marzenie, zaraz może wszystko stracić
Aryna Sabalenka ma za sobą kolejny turniej rangi Wielkiego Szlema, który nie zakończył się jej zwycięstwem. Białorusinka i tak na Wimbledonie bardzo wiele zyskała, ale teraz przed nią niesamowicie trudna misja. Podczas zbliżających się turniejów liderka rankingu WTA będzie broniła ponad pięciu tysięcy punktów, z kolei Iga Świątek może dodać do swojego dorobku ponad siedem tysięcy oczek, a to nie koniec.

Do lipca jasne wydawało się, że lepszy sezon z duetu Aryna Sabalenka - Iga Świątek, rozgrywa Białorusinka. Te opinie bazowały oczywiście na turniejowych zwycięstwach. Tych bowiem Polka nie miała. Świątek do lipca musiała mierzyć się z brzydką serią aż 13 miesięcy bez wygranego turnieju, co było dla naszej gwiazdy nowością. Z kolei liderka rankingu WTA wygrała w Brisbane, Miami i Madrycie, zbierając wiele punktów do oficjalnego notowania i umacniając swoją pozycję pierwszej rakiety świata.
Niespodziewana dyskwalifikacja po Wimbledonie, ITIA ogłasza. Drakońska kara
Ostatnią szansą na poważny dodatek punktowy do rankingu dla Aryny był Wimbledon, w którym rok temu nie zagrała. W tym sezonie dotarła do półfinału, co zapewniło jej dodatek 780 punktów, a to poskutkowało przekroczeniem granicy 12 tysięcy punktów. Nasza gwiazda do tej granicy nie dotarła nigdy. Świątek w najlepszym rankingowo momencie kariery miała na swoim koncie 11695 punktów.
Sabalenka pod presją. Wiele do obrony, mało do zdobycia
Po niespodziewanym zwycięstwie Polki w Wimbledonie sytuacja w rankingu WTA zrobiła się bardzo ciekawa, a Sabalenka naprawdę może czuć spore zagrożenie. Aktualna przewaga Białorusinki nad Coco Gauff i Igą Świątek jest monstrualna, bo wynosi prawie pięć tysięcy punktów, a Aryna w przeszłości przyznawała, że jednym z jej tenisowych marzeń jest bycie liderką rankingu WTA.
- Po wygraniu Australian Open (w 2023 roku przyp. red.) myślałam, że chyba mam szansę wywrzeć presję na Igę, pokazać jej, że utrzymanie się na szczycie nie będzie dla niej łatwe. Po prostu dużo trenowałam, ciężko pracowałam, ciągle się rozwijałam i miałam nadzieję, że pewnego dnia zostanę numerem jeden na świecie - mówiła w rozmowie z WTA Białorusinka.
Nie jest jednak wykluczone, że niebawem to Aryna znajdzie się pod ogromną presją. W tym momencie przewaga nad goniącymi wydaje się bardzo bezpieczna, ale niekoniecznie tak jest i może okazać się, że to jedynie złudzenie. Od teraz do końca sezonu Sabalenka może bowiem głównie punkty tracić, ewentualnie je zachować, bo do obrony ma aż 5025 oczek.

Największym wyzwaniem dla Białorusinki będzie oczywiście obrona tytułów. W najbliższych miesiącach będzie miała ku temu aż trzy takie okazje - w US Open (dwa tysiące punktów), Wuhan Open oraz Cincinnati Open (po tysiąc punktów). Z kolei, gdy spojrzymy na to, co może dołożyć do swojego rankingu, to liczby już nie są tak imponujące. Mówimy bowiem o 2475 punktów do zdobycia.
Za plecami Aryny czają się zaś rywalki, które z pewnością wykorzystają każde potknięcie liderki rankingu. Mowa przede wszystkim o Coco Gauff, która startuje z najlepszej pozycji, bo jest druga w rankingu, ale jeśli Sabalenka obroni wszystkie swoje punkty z poprzedniego roku, a Gauff zagra tylko turnieje wymagane (US Open, tysięczniki i jedna pięćsetka przyp. red.), to Amerykanka ma iluzoryczne szanse na wskoczenie na pozycję numeru jeden. W tym momencie Gauff i Sabalenkę dzieli bowiem dokładnie 4 751 punktów, a Gauff zdobyć może ich 4940.
Z polskiej perspektywy oczywiście najważniejsza jest sytuacja Igi Świątek, a ta wygląda naprawdę nieźle. Mistrzyni Wimbledonu w tym momencie traci do swojej największej rywalki dokładnie 5 607 punktów. To oczywiście bardzo dużo, ale do zdobycia jest jeszcze więcej. Świątek w tej drugiej części sezonu rok temu zdobyła bowiem ledwie 1220 oczek, ale 390 z nich musiała "oddać" w ramach kary od ITIA, więc do obrony pozostało 830 punktów.
Jest Świątek, brak jej finałowej rywalki. Ogłosili ws. zgłoszeń do US Open
To z kolei sprawia, że w najbliższych miesiącach może dołożyć do swojego dorobku przynajmniej 7530 punktów, a być może w razie konieczności zdecyduje się powalczyć o punkty także w turniejach rangi WTA 500, gdzie w każdym będzie mogła dodać do swojego dorobku właśnie po 500 punktów. Łatwo więc policzyć, że jeśli Polka zdobyłaby komplet możliwych oczek (wyłączając "pięćsetki" przyp. red.), to bez powiększenia dorobku przez Arynę, Świątek zakończy rok jako numer jeden.
Bardzo ciekawa jest także sytuacja Mirry Andriejewej, która jest swoistym odkryciem tego sezonu, choć każdy miał świadomość jej wielkiego talentu. Dopiero w tym roku udało jej się jednak wejść na poziom mistrzowski. Ten sprawia, że Rosjanka może patrzeć w kierunku numeru jeden, mimo że aktualnie plasuje się na miejscu piątym z dorobkiem 5163 oczek. 18-latka w poprzednim sezonie na przełomie lata i jesieni zdobyła ledwie 890 punktów. W tym zaś może do swojego dorobku dołożyć ponad siedem tysięcy oczek. Do potencjalnego wyprzedzenia Sabalenki potrzebuje jednak bardzo poważnych potknięć Białorusinki.
Widzimy więc, że liderka rankingu WTA rozpoczyna bardzo trudną misję obrony swojej pozycji, a chętnych na zakończenie sezonu z trofeum imienia legendarnej Chris Evert w dłoniach jest kilka. Białorusinka będzie musiała odpierać ataki konkurentek i wydaje się, że być może tą najpoważniejszą znów stała się Iga Świątek, która uskrzydlona wygraną w Wimbledonie może być podwójnie groźna.











